Ango Sakaguchiego ujęcie dekadentyzmu w oparciu o „Nihon bunka shikan” i „Darakuron”...

Ango Sakaguchi, w przeciwieństwie do Osamu Dazai (którego na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej, ale nadal jest go zdecydowanie zbyt mało – przynajmniej w mojej, zupełnie nieskromnej opinii), ale podobnie jak Oda Sakunosuke, nie jest specjalnie znany polskiemu czytelnikowi [1]. A szkoda, bo postać to nietuzinkowa, fascynująca i przygnębiająca. Sakaguchi nie żył zbyt długo. Urodził się 20 października 1906, czyli jeszcze w okresie Meiji [2] (dla historii Japonii okres ten ma wyjątkowe znaczenie. Jak słusznie podkreślają badacze, stanowi niejako cezurę pomiędzy tym co tradycyjne – przed okresu Meiji, a tym co nowe, nowoczesne – następujące po okresie Meiji), a zmarł 17 lutego 1955 roku, już w okresie Shōwa. Pomiędzy nimi była też era Taishō [3], co ma niebagatelne znaczenie dla zrozumienia tego, na jakie czasy przypadła młodość Sakaguchiego, a także pod wpływem jakich okoliczności kształtowała się jego dorosłość. Twórczość Sakaguchiego przypada przede wszystkim na lata 30-te i 40-te XX wieku. Szczególny rozgłos przyniosły mu wówczas eseje o kulturze japońskiej, zwłaszcza Darakuron („O dekadencji”, 1946), ale też wydane kilka lat wcześniej Nihon bunka shikan („Osobiste spojrzenie na kulturę japońską”, 1942). Sakaguchi pisał też powieści historyczne i detektywistyczne, oraz mroczne i nieoczywiste opowiadania, takie jak Sakura no mori no mankai no shita („Pod rozkwitniętym gajem wiśniowym”, 1947). Wspomniane wyżej eseje mają duże znaczenie dla percepcji twórczości Sakaguchiego (i to nie tylko tej krytycznej, ale właśnie też literackiej), a przede wszystkim dla jego światopoglądu, kształtowanego przed, w trakcie i po wojnie, ze względu na bezkompromisowe wręcz odarcie Japonii z jej symboli narodowych, kulturowych, tożsamościowych i próbę zrewidowania dotychczasowych wartości. Esej Nihon bunka… po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w marcu 1942 r., zatem w bardzo newralgicznym momencie, kiedy wojna na Pacyfiku rozkręcała się na dobre, a armia cesarza zdobywała kolejne punkty na mapie Azji Wschodniej, w myśl realizowania doktryny kokutai [4]. Sam tytuł Sakaguchi zaczerpnął z eseju autorstwa Bruno Tauta [5], którego spostrzeżenia, i afirmacja Japonii, doskonale się wpasowały w potrzeby znacznej części ówczesnego społeczeństwa. Wydaje się zatem, że Sakaguchi nie mógł wybrać lepiej jako punktu odniesienia dla własnych rozważań, jak właśnie tekstu Bruno Tauta. Nie ulega przy tym wątpliwości, że Nihon bunka… Sakaguchiego, w przeciwieństwie do tekstu Tauta, jest jednym z najbardziej krytycznych tekstów, które powstały w czasie II wojny światowej. Tekst ten jest nie tylko cyniczny, i odważny w swym cynizmie, ale też bez wątpienia obrazoburczy, więc tym bardziej zaskakuje, jak możliwe było jego wydanie w latach, kiedy spirala propagandy, tendencje militarystyczne rozwijały się w najlepsze. W latach, kiedy pozostali artyści, zanim cokolwiek wydali, musieli przedrzeć się przez surową cenzurę, i musieli bardzo uważać na każde słowo. Warto w tym miejscu zatrzymać się na chwilę. Należy bowiem zauważyć, że od 1937 r. cenzorzy z niezwykłą skrupulatnością pracowali nad tym, aby wmówić społeczeństwu, ale też opinii publicznej, że Japonia jest absolutnie przeciwna wojnie, jakimkolwiek aktom agresji, a walczyć będzie wtedy, kiedy będzie do tego zmuszona. Oczywiście, rzeczywistość wojenna, działania podejmowane przez Japończyków na froncie, cała indoktrynacja żołnierzy, umacnianie narodowych symboli (które rzecz jasna trzeba, a nawet należy ratować przed naporem wrogów), myśl o Japonii w kontekście kraju panującego nad całą południowo-wschodnią Azją, całkowicie temu przeczyła, niemniej oficjalny nurt był taki, a nie inny. I w takie realia trafia tekst Sakaguchiego, w którym atakuje japońskie ikony kultury [6], i atak ten jest bardzo celny. Zwraca uwagę chociażby na to, że Japonii i Japończykom wcale nie jest potrzebne na co dzień tradycyjne piękno, a większa wygoda. Od świątyni w Kioto, czy statuy Buddy w Narze, ważniejsze są tramwaje. Gdyby one stanęły, byłby większy problem, niż gdyby świątynie w Kioto zniszczono. Sakaguchi zatem dokonuje zamachu na świętości japońskiej kultury, tradycji i wartości, idąc dalej – zamachu na japońskość (rozumianą tak, jak choćby Bruno Taut, i autorzy, na których się powołuje). Kpi z „japońskiego ducha”, broni Zachodu (ale nie nawet wartości zachodnich, ile zachodniego stylu życiu – i w tym również wyrażają się jego nihilistyczne tendencje), rozpływa się nad plebejskimi przyjemnościami. W eseju Sakaguchiego nie odnajdziemy zatem apoteozy żadnych narodowych świętości – według niego ani święte drzewa, ani świątynie, ani kamienne posągi Buddy, ani ceremonia parzenia, ani też haiku (i można by tak wymieniać w nieskończoność) nie mają żadnej realnej wartości. Przyjemność z parzenia herbaty można zastąpić przyjemnością przyszykowania sobie mocniejszego trunku. Świątynie można zastąpić innymi „świątyniami” (w zależności od tego, co kto rozumie pod tym pojęciem), dla Sakaguchiego będzie to Arashiyama Theater – wodewilowa sala, z amatorskimi występami, cuchnąca uryną. Nihon bunka… nie był jedynym obrazoburczym esejem, który popełnił Sakaguchi. Wydaje się, że jest on jeszcze bardziej znany z Darakurona, którego opublikował już po wojnie, w 1946 r. Oczywiście wydanie Darakurona, wiązało się nieuchronnie z sięgnięciem przez czytelników po starsze utwory (takie jak właśnie Nihon bunka…), aby też przekonać się,...

O GROZIE JAPOŃSKIEJ CZ. 2: YŌKAI, YŪREI, BAKEMONO...

Terminami, które stanowią klucz dla zrozumienia japońskiej grozy, oraz odczytania poszczególnych utworów, są pojęcia: yūrei (幽霊), yōkai (妖怪) i bakemono (化け物). Wszystkie one, pojawiają się w japońskim folklorze, a dalej transponowane są do kultury popularnej (w szczególności mangi i anime) na oznaczenie tego, co straszne, przerażające, niepokojące, a przede wszystkim spoza tego świata, spoza świata żywych. Wszystkie one są bliskie pojęciu śmierci, ponieważ często ich istnienie do figury śmierci się sprowadza. Oba terminy: yōkai i yurei pochodzą z języka chińskiego. Kanji yūrei po raz pierwszy pojawia się w pracy poety Xie Lingyuu, który tworzył podczas panowania Południowej Chińskiej Dynastii (V-VII wiek). Kanji yōkai pojawia się znacznie wcześniej, bo w klasycznej pozycji Book of Han (I wiek), w której to po raz pierwszy wspomina się także o Japonii. Co ciekawe, w tej samej pozycji jednocześnie wspomina się o Wyspach Japońskich i yōkai, jakby jedno było nierozerwalnie związane z drugim. W literaturze japońskiej termin yōkai pojawia się po raz pierwszy w 797 roku, w kronice Shoku Nihongi (Chronicles of Japan Continued) – drugim z sześciu najważniejszych, klasycznych, rodzimych tekstów historycznych. Yōkai zostają tam opisane jako niewidzialny świat tajemniczych, o nadnaturalnej mocy zjawisk. W tym kontekście termin yōkai reprezentuje coś niedostrzegalnego, nieuchwytnego, bez formy czy tożsamości. Tajemniczą energię, która penetruje lasy, oceany i góry. Pomimo tego, że rzeczone sformułowanie pojawiło się bardzo wcześnie w japońskich pracach historycznych, nie było dość często używanym. Wydaje się przy tym, że za taki stan rzeczy odpowiedzialne jest to, że starożytna Japonia miała odpowiedniejsze określenie  na niewidzialną, tajemniczą energię – mono-no-ke (物の怪). Mono-no-ke miało być czymś co wzbudzało strach, siłą, która mogła pojawić się w każdym czasie i zabić, jak uderzenie błyskawicy czy fala pływowa. Bardzo trudno dosłownie przetłumaczyć to wyrażenie, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że samo mono oznacza „coś”, a ke „coś tajemniczego, podejrzanego, albo kłopotliwego”, oba człony sprowadzają się do esencji czegoś tajemniczego i upiornego. Mono-no-ke to też coś niebezpiecznego, zagrażającego bytowi człowieka, coś co przyczajone obserwuje z ukrycia. W okresie Heian kilku pisarzy podjęło próbę nadania formy tej tajemniczej energii, co poskutkowało przekształceniem mononoke w bakemono. W Edo, epoce najbardziej płodnej pod względem liczby i rozwoju przekazów na temat yōkai, termin bakemono stosowano najczęściej na oznaczenie rzeczy, które się zmieniają, ulegają przeobrażeniom, ale nie tylko. Bakemono to także wszystkie dziwne formy, przerażające, nietypowe stworzenia. Taki stan rzeczy utrzymuje się w zasadzie do dzisiaj, ponieważ nawet obecnie termin bakemono stosuje się w nomenklaturze naukowej dla oznaczenia dziwnych, przerażających form. Stosowany jest on zamiennie z obake (お化け), na oznaczenie w zasadzie tych samych zjawisk. Według Michaela Dylana Fostera wszystkie zjawiska, która są dziwne, niepokojące, niecodzienne, w tym tajemnicze odgłosy, wrażenie, że ktoś nas obserwuje w ciemności, niewytłumaczalne zdarzenia, nieuzasadniony lęk, wszystko to możemy określić mianem yōkai.  W tym kontekście yōkai nie jest niczym innym jak tym, co niewyrażalne, a co może być tłumaczone jako: duch, goblin, upiór, zjawa, zmiennokształtny, demon, istota fantastyczna, tajemnicze wydarzenie, zjawisko nadnaturalne, potwór. Przyjmując, że termin yōkai jest swego rodzaju ujściem dla wszystkich tajemniczych, zagadkowych zjawisk i stworzeń, zasadnym uznaje się stwierdzenie, że w zależności od danego okresu historycznego, stosowanie różnych terminów, sprowadzało się i tak właśnie do yōkai. Warto zauważyć, że do powszechnego użycia termin yōkai wszedł dopiero w okresie Meiji, dzięki badaczowi folkloru Inoue Enryo (1858-1919). Inoue Enryo odkrył pole do studiowania, które określił mianem yōkaigaku lub yōkai-ology. Według niego yōkai to każde dziwne, bądź nadnaturalne zjawisko. Podejście badacza do yōkai było jednak dość sceptyczne. Wiarę w nie uznawał za przejaw infantylizmu, dlatego jego celem było przede wszystkim podjęcie próby wyjaśnienia tego, czym jest yōkai oraz znalezienie związku pomiędzy ich obecnością w kulturze, zwłaszcza folklorze a zabobonami i przesądami. Po Inoue Enryo, kolejnym badaczem, który starał się doprecyzować terminy yōkai, i yūrei był Yanagita Kunio, który dokonał rozróżnienia na obake/obakemono oraz yūrei. Te pierwsze związane są z konkretnym miejscem, z kolei od  yūrei nie sposób uciec, ponieważ są one ściśle powiązane z daną osobą, więc wraz ze zmianą miejsca niestety nie traci ich prześladowcza natura. Ikeda Yasaburo w swojej książce Nihou no Yūrei w zasadzie zgodził się z Yanagito, zwrócił jednak uwagę na konieczność rozróżnienia dwóch typów yūrei. Pierwszy z nich, wyraźnie związany z opowiadaniem The Chrysanthemum Vow ukazuje ducha, który ma jasny, konkretny cel, i który przywiązany jest do drugiego człowieka. Taki typ yūrei ma zdolność do podróżowania, przemieszczania się. Drugi rodzaj yūrei to te, które mają czarne włosy, zazwyczaj smutną historię i związane są jednak bardziej z danym miejscem, jako tym, w którym nie dokończono rozpoczętych za życia spraw, niż z konkretnym człowiekiem. Tym, który zaprezentował znacznie szersze podejście do przedmiotu badań nad zjawiskami nadprzyrodzonymi był Mizuki Shigeru, który w swojej czołowej pracy, zakwalifikował je wszystkie do pojęcia yōkai, albo bakemono (które to, swoją drogą, uważa za tożsame), a następnie podzielił na cztery duże działy, kategorie, z czego jedna z nich to yūrei. Nowatorstwo w podejściu Mizuki...

W ŚWIECIE HELLO KITTY: GDZIE POJĘCIE „KAWAII” ZYSKUJE NOWY WYMIAR...

Jakiś czas temu rozpoczęliśmy cykl prezentujący najciekawsze tematyczne restauracje, usytuowane w Japonii (pisaliśmy m.in. o kawiarni dedykowanej „Alicji w krainie czarów”).  Dzisiaj opowiemy o kolejnej, z pozoru dedykowanej wyłącznie tym najmłodszym, ale w rzeczywistości cieszącej się popularnością wśród ludzi o bardzo zróżnicowanym wieku. Czterdzieści dwa lata temu narodził się symbol rozpoznawalny przez dziewczynki z całego świata: kwintesencja słodkości i radości. Mowa oczywiście o dziecku firmy Sanrio – Hello Kitty. Ten niewielkich rozmiarów biały kotek, z czerwoną kokardą bardzo szybko zawojował świat, stając się jednocześnie wyjątkowo dochodowym towarem, przynoszącym niewyobrażalne wręcz zyski. Hello Kitty, której ojczyzną jest Japonia, jest obecna w przestrzeni zarówno publicznej, jak i prywatnej niemalże na każdym kroku i wszyscy ci, którzy odwiedzają np. Tokio prędzej czy później na pewno się na nią natkną. Swego rodzaju hitem są na pewno tematyczne kawiarenki, których w stolicy Japonii nie brakuje. Tematycznej kawiarenki (i to nie jednej) doczekała się także Hello Kitty. Ta najbardziej obecnie znana znajduje się w dzielnicy Shibuya i została otwarta w czterdziestą rocznicę „urodzin” kociej gwiazdy. Już od samego wejścia do kawiarenki ma się wrażenie, jakby znalazło się w innym świecie, żywcem wyjętym ze świata przygód Kitty White i jej mniej odważnej i brawurowej siostry Mimi. Miłośników małej kotki zachwyci wystrój, dedykowane menu i co najważniejsze – sklepik z souvenirami. Wszystko utrzymane w jednej konwencji, co tylko podkreśla staranność i dbałość o wszelkie możliwe szczegóły. Mamy dużo różu, dominuje wszędzie, gdzie to możliwe słodka mordka Hello Kitty, a oferowane dania rozkładają na łopatki, jeśli chodzi o poziom „kawaii”. Co prawda spectrum podawanych dań nie jest przesadnie szerokie, ale możecie wierzyć, że w świetle samej ich prezencji ma to naprawdę drugorzędne znaczenie. Menu oferuje zatem przede wszystkim smażonego kurczaka, pieczeń z warzywami, a nawet stek. Do tego kilka rodzajów deserów, kanapki i kilka rodzajów kaw. Dla pełnoletnich bywalców kawiarni znajdzie się nawet wino Hello Kitty.        Zdaje się, że największą popularnością cieszy się niezmiennie szarlotka, podawana wraz z lodami, oraz cappuccino. Ale przecież jak można odmówić im popularności?         Po smakowitym posiłku można udać się (a nawet powinno) do sklepu z pamiątkami. Znajdziemy w nim nie tylko akcesoria do kawy i herbaty, wszystko obowiązkowo z podobizną małej kotki, ale także Hello Kitty w kimonie, pamiętniki, listowniki, a nawet różne rodzaje wina, w tym białe i czerwone. Kawiarnia czynna jest codziennie od 10 do 21. Można zarezerwować stolik (wtedy jest pewność, że będziemy mieć miejsce). Samanta Pleskaczyńska –...

KANAMARA MATSURI [GALERIA ZDJĘĆ]

W wielu artykułach poświęconych Japonii dość powszechną praktyką jest pisanie o niej w kontekście tego, co dziwne, śmieszne, inne od tego, co znane kulturze zachodniej. Wykazywanie różnic jest niewątpliwie atrakcyjne, zarówno dla tego, który opisuje dane zjawisko, jak i dla czytelnika, niemniej samo opowiadanie o tym, co zabawne (z punktu widzenia np. naszej rodzimej kultury), czy dziwne, bez wytłumaczenia podłoża takiego stanu rzeczy, nie tylko nie zbliża do poznania jakiegokolwiek zjawiska, ale też utrwala myślenie stereotypowe. W rzeczywistości wszystko jest bardziej skomplikowane, niż z pozoru się wydaje. Festiwal Kanamara, bo o nim dzisiaj mowa, określany też mianem Festiwalu Penisa odbywa się co roku, w pierwszą niedzielę kwietnia (w tym roku będzie to 3 kwiecień) w mieście Kawasaki (prefektura Kanagawa) a patronat nad nim sprawuje świątynia Kanayama. Jak każdy matsuri, i Kanamara łączy w sobie sferę sacrum i profanum, gdzie do tej pierwszej zaliczyć należy choćby obecność przenośnych mikoshi, choć trzeba przyznać że tutaj wyglądają one nieco inaczej, niż zdążyły nas do tego przyzwyczaić inne festiwale. Na festiwalu Kanamara mikoshi to trzy duże falliczne przenośne kapliczki: Kanamara Fune Mikoshi Big Kanamara Mikoshi Elizabeth Nie zmienia to jednak faktu, że w modlitwach nie ma dwuznaczności. Ona sama nie podlega erotyzacji. Uczestnicy Kanamary przyjeżdżają do Kanayamy, aby tak jak miało to miejsce w przeszłości modlić się o szczęście, zdrowie, płodność czy zajście w ciążę. O tym, jakie jest  pochodzenie festiwalu mówi kilka legend. Jedna z nich opowiada o tym, że kiedy bogini Izanami no Mikoto urodziła boga ognia, cierpiała fizycznie tak bardzo, że zlitowało się nad nią dwóch bogów: Kanayamahiko-no-kami i Kanayamahime-no-kami (co ciekawe, bogowie ci zrodzili się z wymiocin Izanami, gdy ta rodziła właśnie boga ognia w bólach) i ją uzdrowiło (oba bóstwa przypisane są do świątyni Kanayama). Według innej legendy dawno temu żyła sobie bardzo piękna kobieta, w której zakochał się demon, jednak ona nie odwzajemniała jego uczucia i postanowiła poślubić innego mężczyznę. To rozgniewało demona, który zadecydował zamieszkać w pochwie kobiety przed jej nocą poślubną. Kiedy małżonkowie próbowali skonsumować swoje małżeństwo, demon odgryzł penisa mężczyźnie. Pomimo, że kobieta wyszła ponownie za mąż, historia się powtórzyła. Rozzłoszczona i zrozpaczona, udała się do kowala, który wykonał jej stalowego penisa, na którym demon złamał zęby, umożliwiając jej wreszcie normalne życie. Legendy, legendami, ale festiwal Kanamara ma też historyczny powód: w Kanayamie modlono się o ochronę i szczęście. W Kawasaki „domy herbaty”, do których uczęszczali podróżni oferowały nie tylko poczęstunek i napitek, ale również towarzystwo pań. Prostytutki często odwiedzały świątynie Kanayama, w której modliły się o ochronę przed chorobami wenerycznymi. Dzisiaj festiwal Kanamara to przede wszystkim dobra zabawa, ale też nadal podnoszenie świadomości dotyczącej bezpiecznych zachowań seksualnych i zapobieganiu HIV. Święto jest szczególnie popularne wśród turystów, ale także gejów, lesbijek i transseksualistów z całej Japonii. Charakterystyczną cechą wszystkich matsuri jest możliwość zakupu jedzenia, czy festiwalowych pamiątek, a także wzięcie udziału w specjalnie przygotowanych na ten dzień atrakcjach. I w tym względzie Kanamara nie zawodzi. Podczas trwania festiwalu istnieje możliwość „rzeźbienia” penisa z białej rzodkwi. Można zakupić cukierki i lizaki w kształcie fallicznym – co spotyka się z naprawdę dużym entuzjazmem, kupić breloczek, długopisy, zabawki, a nawet świece – wszystko w tej samej konwencji. Co ciekawe i ważne przy tym, wszystkie wpływy ze sprzedanych przedmiotów idą na badania profilaktyczne w kierunku AIDS. Źródła: Tofugu.com Huffingtonpost.com Notesofnomads.com Samanta Pleskaczyńska –...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress