KAWAII: FENOMEN JAPOŃSKOŚCI

Termin „kawaii” stosowany jest na oznaczenie tego, co „słodkie”, „urocze”, „sympatyczne”, „wzbudzające pozytywne emocje”. Najczęściej używa się go w kontekście określenia przymiotów produkcji animowanych, dzieci, zwierząt, a także przedmiotów mających właściwe predyspozycje. Oprócz tego pojęcie „kawaii”, stosuje się na określenie tego, co małe, delikatne czy niedojrzałe. Po raz pierwszy z terminem „kawaii” Japończycy zetknęli się w latach 70-tych ubiegłego wieku. Wówczas kraj ten przeżywał coś, co można określić mianem „kawaii boom”. Wszystko zaczęło się od grupy nastolatków (głównie płci żeńskiej), którzy zaczęli używać pisma, dalekiego od tradycyjnego kanji, celowo infantylizowanego,w którym prym wiodło dorysowywanie serc, uśmiechniętych twarzy, czy wielu wykrzykników. Dodatkowo zaczęto zapisywać tekst od lewej do prawej strony, i koniecznie musiał być bogaty w wiele angielskich zwrotów i wyrażeń. Fascynacja kulturą zachodnią stała się wręcz obsesyjna, co nie zostało dobrze przyjęte przez większość dorołych, a nawet zakazane w niektórych szkołach (odbierano to jako bunt przeciw tradycji). Dość szybko nowy styl pisania stał się problemem na skalę krajową, co wcale nie oznacza, że tracił na popularności. Zyskał nawet wiele nazw: marui ji (na oznaczenie okrągłego pisma), koneko ji („kocie” pismo), manga ji (pismo na wzór estetyki mangowej), oraz buriko ji (pismo „fałszywego dziecka”). Jak podkreśla literatura przedmiotu, można doszukać się związku pomiędzy stylem pisania a wyrażaniem uczuć. Dla zwolenników nurtu „kawaii” dorosłość to utrata wolności – zamiast buntować się agresją (tak jak to ma to często miejsce w kulturze aachodniej), czy prowokować np. swoją seksualnością, można zwrócić się w kierunku epatowania słodkością, infantylizacją, zdziecinnieniem, pielęgnować przy tym niedojrzałość i zabawę. Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że na „kawaii boom” skorzystał najbardziej przemysł i to na masową skalę. Zwłaszcza, że pojęcie „kawaii” zostało bardzo szybko sfeminizowane przez media. Owo sfeminizowanie polegało przede wszystkim na zbudowaniu pewnego obrazu kobiety, która jest „kawaii”. Wskazówki dotyczyły tego, jak kobiety powinny się ubierać, jak zachowywać, aby być „kawaii” (co obejmowało zarówno sposób pozowania do zdjęć, koniecznie ze znakiem „pacyfy”, ale też np. sposób ustawiania kolan podczas podawania herbaty). Bardzo szybko kwintensencją „kawaii” stała się Hello Kitty: jest przecież okrąglutka, malutka, mięciutka, infantylna, a przy tym wszystkim miła, niewinna i pomocna. Brak ust jest jej dodatkowym atrybutem. Na kulturze „kawaii” można bez wątpienia zarobić i to nie mało. „Kawaii” może być przecież wszystko: sprzęty gospodarstwa domowego, ubrania, nawet jedzenie i sposób jego pakowania czy przechowywania. Lody, cukierki, słodycze – wszystko to, może być „kawaii”,w szczególności wtedy, kiedy jest związane (kojarzone) z dziećmi. Fenomen „kawaii” wykorzystała też japońska scena muzyczna. W latach 80-tych pojawili się „kawaii” idole, jak na przykład Seiko Matsuda, która przyczyniła się do popularyzacji kultury „kawaii”, w szczególności w duchu „burriko” („burriko” to termin, sprowadzający się do tego, że kobieta zachowuje się jak dziecko). Od początku lat 70-tych kultura „kawaii” spotyka się z systematyczną krytyką, zwłaszcza ze strony środowisk feministycznych. Trendowi zarzuca się uprzedmiotowienie kobiet (szczególnie w związku z trendem „burriko”), propagowanie wizerunku zdziecinniałego, i sprowadzania ich roli do obiektu mającego przypodobać się mężczyznom. Krytykom nie podoba się także to, że kultura „kawaii” jest zbyt egocentryczna – unika dorastania, koncentruje się na odmowie dostosowania się do tradycji. To oczywiste jednak, że to właśnie kobiety (w porównaniu do mężczyzn) z założenia będą bardziej zaangażowane w propagowanie kultury „kawaii”. Ma to związek z ich sposobem zachowywania się, ubierania, z infantylizacją języka. Wybrany zwłaszcza przez młode kobiety sposób bycia zdaje się być zdecydowanie bardziej akceptowalny wśród kobiet, niż mężczyzn. Można w zasadzie mówić o szeregu zachowań, które wypada, i których nie wypada powtarzać, aby być „kawaii”. Są one skierowane do kobiet i w dużej mierze respektowane prze młode Japonki. Aby zostać uznaną za „kawaii” nie powinno się palić papierosów, ani pić zbyt dużo alkoholu (przynajmniej w miejscach publicznych), powinno się robić wszystko, aby na zdjęciach wychodzić z jak najmniejszą twarzą (duże twarze absolutnie nie są „kawaii”). Kolejnym aspektem są duże oczy (istnieje cały szereg instruktaży, traktujących o tym, jak krok po kroku przy pomocy odpowiednich narzędzi do makijażu sprawić, aby oczy wydawały się conajmniej dwa razy większe), czy całkowite wyeliminowanie owłosienia na ciele (depilacja jest traktowana w Japonii bardzo poważnie). „Kawaii” dziewczyna zobowiązana jest mieć ładne, kształtne, staranne pismo, a także codziennie myć włosy (nawet, kiedy nie są brudne). Dużym faux pass jest mixowanie bielizny (w Japonii kupuje się najczęściej komplety bielizny – w dodatku muszą być koniecznie w jednakowym kolorze. Idąc na randkę koniecznie trzeba mieć na sobie ten sam kolor bielizny, w przeciwnym razie można uznać dziewczynę za chaotyczną, nieporządną a to z kolei absoultnie wyklucza pojęcie „kawaii”). Co warte podkreślenia, niezależnie jednak od głosów krytyki, „kawaii” nie jest tymczasową modą, a bardzo ważnym aspektem życia codziennego w Japonii i na pewno w najbliższym czasie nie ulegnie to zmianie. To, co „kawaii” pojawia się w anime, mandze, w życiu codziennym, w popkulturze. „Kawaii” są karty kredytowe, telefony komórkowe, a nawet prezerwatywy – no bo jak...

KANAMARA MATSURI [GALERIA ZDJĘĆ]

W wielu artykułach poświęconych Japonii dość powszechną praktyką jest pisanie o niej w kontekście tego, co dziwne, śmieszne, inne od tego, co znane kulturze zachodniej. Wykazywanie różnic jest niewątpliwie atrakcyjne, zarówno dla tego, który opisuje dane zjawisko, jak i dla czytelnika, niemniej samo opowiadanie o tym, co zabawne (z punktu widzenia np. naszej rodzimej kultury), czy dziwne, bez wytłumaczenia podłoża takiego stanu rzeczy, nie tylko nie zbliża do poznania jakiegokolwiek zjawiska, ale też utrwala myślenie stereotypowe. W rzeczywistości wszystko jest bardziej skomplikowane, niż z pozoru się wydaje. Festiwal Kanamara, bo o nim dzisiaj mowa, określany też mianem Festiwalu Penisa odbywa się co roku, w pierwszą niedzielę kwietnia (w tym roku będzie to 3 kwiecień) w mieście Kawasaki (prefektura Kanagawa) a patronat nad nim sprawuje świątynia Kanayama. Jak każdy matsuri, i Kanamara łączy w sobie sferę sacrum i profanum, gdzie do tej pierwszej zaliczyć należy choćby obecność przenośnych mikoshi, choć trzeba przyznać że tutaj wyglądają one nieco inaczej, niż zdążyły nas do tego przyzwyczaić inne festiwale. Na festiwalu Kanamara mikoshi to trzy duże falliczne przenośne kapliczki: Kanamara Fune Mikoshi Big Kanamara Mikoshi Elizabeth Nie zmienia to jednak faktu, że w modlitwach nie ma dwuznaczności. Ona sama nie podlega erotyzacji. Uczestnicy Kanamary przyjeżdżają do Kanayamy, aby tak jak miało to miejsce w przeszłości modlić się o szczęście, zdrowie, płodność czy zajście w ciążę. O tym, jakie jest  pochodzenie festiwalu mówi kilka legend. Jedna z nich opowiada o tym, że kiedy bogini Izanami no Mikoto urodziła boga ognia, cierpiała fizycznie tak bardzo, że zlitowało się nad nią dwóch bogów: Kanayamahiko-no-kami i Kanayamahime-no-kami (co ciekawe, bogowie ci zrodzili się z wymiocin Izanami, gdy ta rodziła właśnie boga ognia w bólach) i ją uzdrowiło (oba bóstwa przypisane są do świątyni Kanayama). Według innej legendy dawno temu żyła sobie bardzo piękna kobieta, w której zakochał się demon, jednak ona nie odwzajemniała jego uczucia i postanowiła poślubić innego mężczyznę. To rozgniewało demona, który zadecydował zamieszkać w pochwie kobiety przed jej nocą poślubną. Kiedy małżonkowie próbowali skonsumować swoje małżeństwo, demon odgryzł penisa mężczyźnie. Pomimo, że kobieta wyszła ponownie za mąż, historia się powtórzyła. Rozzłoszczona i zrozpaczona, udała się do kowala, który wykonał jej stalowego penisa, na którym demon złamał zęby, umożliwiając jej wreszcie normalne życie. Legendy, legendami, ale festiwal Kanamara ma też historyczny powód: w Kanayamie modlono się o ochronę i szczęście. W Kawasaki „domy herbaty”, do których uczęszczali podróżni oferowały nie tylko poczęstunek i napitek, ale również towarzystwo pań. Prostytutki często odwiedzały świątynie Kanayama, w której modliły się o ochronę przed chorobami wenerycznymi. Dzisiaj festiwal Kanamara to przede wszystkim dobra zabawa, ale też nadal podnoszenie świadomości dotyczącej bezpiecznych zachowań seksualnych i zapobieganiu HIV. Święto jest szczególnie popularne wśród turystów, ale także gejów, lesbijek i transseksualistów z całej Japonii. Charakterystyczną cechą wszystkich matsuri jest możliwość zakupu jedzenia, czy festiwalowych pamiątek, a także wzięcie udziału w specjalnie przygotowanych na ten dzień atrakcjach. I w tym względzie Kanamara nie zawodzi. Podczas trwania festiwalu istnieje możliwość „rzeźbienia” penisa z białej rzodkwi. Można zakupić cukierki i lizaki w kształcie fallicznym – co spotyka się z naprawdę dużym entuzjazmem, kupić breloczek, długopisy, zabawki, a nawet świece – wszystko w tej samej konwencji. Co ciekawe i ważne przy tym, wszystkie wpływy ze sprzedanych przedmiotów idą na badania profilaktyczne w kierunku AIDS. Źródła: Tofugu.com Huffingtonpost.com Notesofnomads.com Samanta Pleskaczyńska –...

SMOK NIE TAKI STRASZNY…

W wielu kulturach, w szczególności Dalekiego Wschodu (choć oczywiście nie tylko) smoki to stworzenia mityczne, a co za tym idzie nieodłączny element wielu opowieści. Z punktu widzenia nauk o kulturze smoki to bardzo silny i trwały symbol wiary w pradawne istoty, mające władzę nad żywiołami, a często (jedno wynika z drugiego) i nad ludzkim losem. Literatura przedmiotu zwykła dzielić smoki na te mające swój rodowód w kulturze wschodu i zachodu. I chociaż odróżnienie tych dwóch kręgów kulturowych ma tu zasadnicze znaczenie (smoki zachodu to przede wszystkim antagoniści świętych i rycerzy – czyli symbolu czystości, walki dobra ze złem; zaś smoki wschodu to przeciwnicy cesarzy, ale też sprzymierzeńcy ludzi), punktem odniesienia dla nich będzie odwieczny strach człowieka przed gadami, zwłaszcza wężami. Nie należy przy tym zapominać, jak silne negatywne konotacje niesie za sobą symbol węża. Wąż to przede wszystkim chaos, zniszczenie, cztery żywioły, perwersja, nieczystość. Wbrew dość obiegowym (ale niestety błędnym) opiniom – pierwsze opowieści o smokach wcale nie pochodzą z Japonii, a z sąsiadujących Chin. Stamtąd szybko dotarły właśnie do Japonii, Korei, a nawet dalej, bo do Persji. Co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie opowieści o smokach zaczęły się kształtować w zupełnie innym kręgu kulturowym – w północnej i środkowej Europie, przede wszystkim wśród terenów górzystych – to tam miały mieć swoje siedziby ogromne, latające gady, to tam miały porywać i przetrzymywać ludzi. W dzisiejszym artykule skupię się jednakże wyłącznie na wyobrażeniach smoków wschodu, zaś do ich zachodnich pobratymcach wrócimy kiedy indziej. W początkach swego istnienia smoki wschodu funkcjonowały jako przeobrażone, monstrualne, dziwaczne węże. Skonkretyzowany wizerunek smoka jawił się wówczas jako stwór z rogami jelenia, szyją węża, pazurami drapieżnego ptaka, krowimi uszami, brzuchem żaby, z rybią łuską. Znana jest liczba łusek: ma ich być dokładnie 117, gdzie 81 z nich to symbol siły yang, a 36 z nich – siły yin. Smoki wschodu utożsamiane są z żywiołem wody. To właśnie do smoków modlono się o deszcz, z tego też powodu smok w Japonii należy do panteonu bóstw shintoistycznych. Rzecz jasna wznoszenie samych modłów nie wystarczyło, aby przywołać deszcz. Smoka należało wywabić ze stawu, ponieważ wierzono, że tylko wtedy, kiedy smok wzniesie się w powietrze, uniesie znad stawu, w którym przebywa, możliwe będzie wywołanie opadów. W związku z tym, że smoki były znane ze swojego zamiłowania do czystości, wywabić je ze stawu można było wrzucając do niego metalowe przedmioty, śmieci, czy końskie łajno. Innym sposobem było wrzucenie do wody pokrojonej ryby, ale takie zachowanie było dość ryzykowne – mogło sprowadzić na człowieka gniew smoka. Osobliwym przykładem ewolucji smoka wschodu w legendach japońskich jest figura kobiety – smoczycy. Ukazywała się jako piękna niewiasta o pociągłej, nienaturalnie wydłużonej twarzy, albo odpychająca staruszka. Niemałą grozę siała Nure-onna, tzw. Mokra Pani, czyli ponad trzymetrowy wąż z kobiecą twarzą, przed którą nigdy nikomu nie udało się uciec. To, co charakterystyczne dla smoków wschodu to silna przynależność do żywiołu wody. Niekiedy zioną ogniem (w szczególności japońskie, chińskie rzadziej), mają cztery łapy (przede wszystkim chińskie), nie posiadają skrzydeł i nie potrafią latać, ale to nie znaczy, że nie potrafią unosić się w powietrzu (za sprawą magicznej siły). Trochę historii… Najstarszą pracą w chińskiej literaturze, która wspomina o smokach jest Yin King. W Shu King (w „Księdze Dokumentów” – zbiorze historycznych dokumentów chińskich autorstwa Konfucjusza) smoki przyporządkowane zostały do sześciu symboli. Ich niezwykła moc jest mocą boską i sprowadza się do wywoływania deszczu, panowania nad piorunami, burzami i chmurami. W Li Ki (także świętej księdze Chin) smok pojawia się obok feniksa i żółwia, podkreśla się też jego przynależność lokalną do terenu, w którym funkcjonuje. Smok w kulturze i tekstach chińskich może pojawiać się jako dobry, albo zły omen. Jedna z przypowieści mówi o tym, że kiedy na świat przychodził Konfucjusz, dwa lazurowe smoki zstąpiły z nieba i pojawiły się w domu matki przyszłego filozofa. Zobaczyła je we śnie i niedługo potem urodziła wielkiego mędrca. Pojawienie się żółtego albo lazurowego smoka (o czym wspominają kroniki historyczne), prawie zawsze oznacza bardzo dobry omen. Tylko jeśli pojawiają się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze zwiastują coś złego. Duże znaczenie miał mieć kolor łba smoka. Jeśli był koloru czarnego, oznaczało to, że smok był zadowolony z postępowania ludzi. Jeśli był koloru białego, oznaczało to, że z porządkiem ziemskim było wszystko w dobrze i analogicznie – jeśli łeb był koloru czerwonego – wszystko dobrze było z porządkiem niebiańskim. Pozytywne moce smoków, uznawane za błogosławieństwo mogły zostać przekute w złe. Zamiast zbawiennego deszczu, smok mógł sprowadzić ulewę i burzę z piorunami, powodując przy tym liczne zniszczenia, kataklizmy. Ludzie wierzyli, że zniszczenia, za którymi stały walki smoków w rzekach albo w powietrzu nie ograniczały się wyłącznie do bieżących katastrof, ale zwiastowały nieszczęścia, które miały się wydarzyć w najbliższej przyszłości, a sprowadzające się do nieporządku, wojny czy nawet upadku dynastii. Niekiedy walki smoków nie zwiastują niczego konkretnego, ale przyczyniają się do dotkliwych zniszczeń, zmiatając z powierzchni ziemi domy, budynki państwowe, zabijając przy tym setki ludzi,...

O PRZESĄDNEJ JAPONII SŁÓW KILKA…

Przesąd, wedle najprostszej definicji, na którą powołuje się Gustav Jahoda, w swojej najważniejszej pracy – „Psychologia przesądu” – to nic innego jak po prostu „wszelka irracjonalna lub nieuzasadniona wiara”. Otwarte pozostaje oczywiście pytanie, kto i w jakim zakresie jest w stanie stwierdzić, czy wiara jest irracjonalna bądź nieuzasadniona. Czy odpowiedzialne jest za to społeczeństwo, czy jednostka? Społeczeństwo zdaje się niekoniecznie, bowiem to ono, osadzone w  określonym środowisku kulturowym, generuje masowo wyobrażenia, będące niczym innym, jak właśnie przesądami. Z drugiej strony, na ile jednostka miałaby właściwie decydować o tym, czy dane wierzenie jest irracjonalne? To, co dla jednego jest absurdem, dla innego może być traktowane śmiertelnie poważnie. Ma to szczególne uzasadnienie w sytuacji, kiedy mowa o wierzeniach i praktykach religijnych, choć rzecz jasna nie tylko one składają się na formułę przesądu. Zderzenie kultur ma to do siebie, że dochodzi do konfrontacji porządku symbolicznego i związanych z tym rytuałów, wierzeń i systemu działań nam znanych, z tym, który poznajemy po raz pierwszy, a który zazwyczaj jest dla nas nieczytelny, albo za mało czytelny, aby móc go właściwie zinterpretować i osadzić w odpowiednim kontekście. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy w stanie instynktownie stwierdzić, czy dane wierzenie ma znamiona przesądu, nie odbierając mu jednak prawa do bycia mechanizmem, pomagającym w lepszym zaadaptowaniu się w kulturze i społeczeństwie, w którym żyje jednostka. O tym, jak niewiele wspólnego z rozwojem cywilizacyjnym, intelektualnym, czy  technologicznym ma wiara w przesądy, świadczy ich obecność w życiu codziennym przeciętnego Japończyka, i to  o nich będzie mowa w dzisiejszym artykule. Japonia, w której relacja popkultury, folkloru i religii nierzadko będzie w poszczególnych artykułach podkreślana, to przykład kraju, który przecież nie jest kojarzony z prelogicznym porządkiem (podobnie jak inne kraje wysokorozwinięte, w których obecność przesądów jest zjawiskiem absolutnie powszechnym), a w którym jednak przesądy odgrywają bardzo dużą rolę w kształtowaniu tego bezpieczeństwa (choćby z pozoru) w partycypowaniu w kulturze i społeczeństwie. Wiara w przesądy w Japonii ma niewątpliwie szczególną moc, o czym świadczyć może choćby ich linearność powielania, zarówno na gruncie kultury tradycyjnej (folklor), jak i popularnej (w miejskich legendach, w mandze, anime, j-horrorze itp.). Największa liczba przesądów związana jest oczywiście ze śmiercią, a w najlepszym przypadku szeregiem nieszczęść, jakie mogą spotkać człowieka. Nie należy jednak sądzić, że jest to domena przesądów japońskich, ponieważ w każdej kulturze to ta grupa przesądów ma najsilniejszą siłę oddziaływania. Niemniej, przedmiotem dzisiejszych rozważań są przesądy właściwe dla Japonii, dlatego to im poświęcam uwagę. To, co warte podkreślenia to sam fakt, że w przeciwieństwie do innych kultur (jak np. kultury polskiej) przesąd nie tylko odnosi się do samego przedmiotu (w naszym kręgu kulturowym będzie to np.. kot, lustro, czy drabina), ale przede wszystkim do sfery języka, a uściślając do sposobu, w jaki wypowiadane zostaje dane słowo, co jest związane z występowaniem w języku japońskim licznych homofonów, których wymowa brzmi bardzo podobnie (np. shi to liczba cztery, ale też śmierć). Podobnie jak w kulturze polskiej, tak w japońskiej za przesądem stoi zakaz i nakaz. I tak na przykład nie powinno się obcinać paznokci w nocy, nie powinno się zabijać pająka, którego zobaczy się w ciągu dnia (ale wieczorem/w nocy już się powinno), nie powinno się gwizdać w nocy, ani kładąc się spać umiejscawiać głowy w kierunku północnym. Pisząc czyjeś imię nie powinno się używać do tego celu czerwonego tuszu, a wbijanie pałeczek w ryż, jak i w każde inne jedzenie jest kategorycznie zabronione. Ale właściwie dlaczego? Z czym to się wiąże? Co stoi za takim a nie innym sposobem myślenia? Zacznijmy zatem od obcinania paznokci – przed kilkoma wiekami utrwalił się w Japonii przesąd, że już same przedmioty służące do cięcia, obcinania, charakteryzują się nadnaturalnymi mocami, określany mianem reiryoku, mogącymi odwrócić zło. Z drugiej strony, tnąc, wycinając, udostępnia się (szczególności w nocy) lukę, przez którą mogą się przedostać do świata żywych złe moce, duchy, dlatego właśnie obcinanie paznokci bez dostępu do światła może nie być zbyt dobrym pomysłem. Według niektórych podań, obcinanie paznokci w nocy może sprowadzić śmierć na rodziców, z którymi przed śmiercią nie będzie dane się spotkać, albo na nas samych. Niejednoznaczność symboliki pająka w kulturze (nie tylko japońskiej – o tym bowiem, że z pająkiem związany jest szereg, często odmiennych konotacji, traktuje chociażby W. Kopaliński) powoduje, że bywa rozpoznawany zarówno jako stworzenie, które przynosić może szczęście, jak i pecha. W Japonii pojawienie się pająka w ciągu dnia to dobry omen, w nocy wręcz przeciwnie, ażeby zatem wystrzec się pecha, należy unicestwić pająka. Być może rozwiązanie takie nie należy do wyjątkowo humanitarnych, ale przynajmniej daje nadzieję na przeżycie kolejnego dnia. Pogrzeby buddyjskie narzucają cały szereg rytuałów, które należy kategorycznie przestrzegać i respektować. Jednym z nich jest umieszczanie zwłok zmarłego w taki sposób, aby jego głowa była skierowana na północ (kita makura). W życiu codziennym Japończyków łóżka ustawiane są w taki sposób, aby ich głowa nie znajdowała się w pozycji, która może sprowadzić na nich nieszczęście. Ten, kto śpi z głową skierowaną na północ w konsekwencji będzie miał pecha w życiu, albo umrze nagle, dużo wcześniej, niż można by się tego spodziewać. W dawnej Japonii, tymi, którzy gwizdali w nocy byli przede wszystkim złodzieje i włamywacze, którzy w ten sposób komunikowali się ze sobą. Można zatem...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress