W ŚWIECIE HELLO KITTY: GDZIE POJĘCIE „KAWAII” ZYSKUJE NOWY WYMIAR...

Jakiś czas temu rozpoczęliśmy cykl prezentujący najciekawsze tematyczne restauracje, usytuowane w Japonii (pisaliśmy m.in. o kawiarni dedykowanej „Alicji w krainie czarów”).  Dzisiaj opowiemy o kolejnej, z pozoru dedykowanej wyłącznie tym najmłodszym, ale w rzeczywistości cieszącej się popularnością wśród ludzi o bardzo zróżnicowanym wieku. Czterdzieści dwa lata temu narodził się symbol rozpoznawalny przez dziewczynki z całego świata: kwintesencja słodkości i radości. Mowa oczywiście o dziecku firmy Sanrio – Hello Kitty. Ten niewielkich rozmiarów biały kotek, z czerwoną kokardą bardzo szybko zawojował świat, stając się jednocześnie wyjątkowo dochodowym towarem, przynoszącym niewyobrażalne wręcz zyski. Hello Kitty, której ojczyzną jest Japonia, jest obecna w przestrzeni zarówno publicznej, jak i prywatnej niemalże na każdym kroku i wszyscy ci, którzy odwiedzają np. Tokio prędzej czy później na pewno się na nią natkną. Swego rodzaju hitem są na pewno tematyczne kawiarenki, których w stolicy Japonii nie brakuje. Tematycznej kawiarenki (i to nie jednej) doczekała się także Hello Kitty. Ta najbardziej obecnie znana znajduje się w dzielnicy Shibuya i została otwarta w czterdziestą rocznicę „urodzin” kociej gwiazdy. Już od samego wejścia do kawiarenki ma się wrażenie, jakby znalazło się w innym świecie, żywcem wyjętym ze świata przygód Kitty White i jej mniej odważnej i brawurowej siostry Mimi. Miłośników małej kotki zachwyci wystrój, dedykowane menu i co najważniejsze – sklepik z souvenirami. Wszystko utrzymane w jednej konwencji, co tylko podkreśla staranność i dbałość o wszelkie możliwe szczegóły. Mamy dużo różu, dominuje wszędzie, gdzie to możliwe słodka mordka Hello Kitty, a oferowane dania rozkładają na łopatki, jeśli chodzi o poziom „kawaii”. Co prawda spectrum podawanych dań nie jest przesadnie szerokie, ale możecie wierzyć, że w świetle samej ich prezencji ma to naprawdę drugorzędne znaczenie. Menu oferuje zatem przede wszystkim smażonego kurczaka, pieczeń z warzywami, a nawet stek. Do tego kilka rodzajów deserów, kanapki i kilka rodzajów kaw. Dla pełnoletnich bywalców kawiarni znajdzie się nawet wino Hello Kitty.        Zdaje się, że największą popularnością cieszy się niezmiennie szarlotka, podawana wraz z lodami, oraz cappuccino. Ale przecież jak można odmówić im popularności?         Po smakowitym posiłku można udać się (a nawet powinno) do sklepu z pamiątkami. Znajdziemy w nim nie tylko akcesoria do kawy i herbaty, wszystko obowiązkowo z podobizną małej kotki, ale także Hello Kitty w kimonie, pamiętniki, listowniki, a nawet różne rodzaje wina, w tym białe i czerwone. Kawiarnia czynna jest codziennie od 10 do 21. Można zarezerwować stolik (wtedy jest pewność, że będziemy mieć miejsce). Samanta Pleskaczyńska –...

JAPONIA W LATACH 1914-1918 [GALERIA ZDJĘĆ]

Nie od dziś wiadomo, że wojna to czas, w którym jedni tracą, aby inni mogli się wzbogacić. Tak też było w przypadku „Wielkiej Wojny”, która oznaczała dla Europy niewyobrażalną wręcz klęskę gospodarczą, natomiast Azji miała przynieść bardzo dużo nieoczekiwanych możliwości i korzyści. I wojna światowa odcięła europejskich kupców od azjatyckich odbiorców, co z kolei przyczyniło się do umocnienia japońskiej, dopiero uprzemysłowionej gospodarki. W latach  1914-1918 produkt przemysłowy Japonii wzrósł z 1,4 mld aż do 6,8 mld jenów. W szczególności zauważalne było imponujące tempo wzrostu eksportu. Dla przykładu – sprzedaż za granicą japońskich tkanin bawełnianych wzrosła aż o 185%. Wzrost eksportu wpłynął jednocześnie na wzrost zatrudnienia w przemyśle, a także na wzrost płac. Niestety, równie szybko rosły i ceny, co już niekoniecznie podobało się przeciętnemu mieszkańcowi Nihonu. W latach 1914-1920 ceny detaliczne ryżu wzrosły o 174%, zaś łączny wskaźnik dla cen hurtowych wzrósł o 150%. W tym czasie, społecznym symbolem boomu stał się przymiotnik „nowobogacki” – narikin. Ta wyjątkowa dla Japończyków koniunktura trwała do 1920 roku. W tymże roku boom gwałtownie się skończył, co było spowodowane przede wszystkim załamaniem na giełdzie, a co za tym idzie upadkiem wielu banków, spadkiem wskaźnika produkcji przemysłowej o 40% (w ciągu roku), zwolnieniem tysięcy pracowników. Choć czasy miały nadejść trudne, a upadek miał dla wielu okazać się szczególnie bolesny, w przededniu kryzysu uśmiech nie znikał z ust zwykłych ludzi, ani tym bardziej dzieci, które potrafią się odnaleźć w każdej sytuacji, i czerpać radość z najprostszych czynności dnia codziennego. Taką Japonię i Japończyków chcemy Wam pokazać w dzisiejszym artykule: Japonię lat 1914-1918, Japonię, w której dzieci cieszą się z puszczania latawców, a czas płynie swoim własnym rytmem.                               Źródło: A. Davey Samanta Pleskaczyńska –...

ODKRYWANIE JAPONII: LAS SAMOBÓJCÓW

Japonia w całej swojej złożoności, niejednorodności, zróżnicowaniu, ciągłym rozedrganiu pomiędzy tradycją, naturą, a rozwojem cywilizacji nadal poszukuje dla siebie właściwej, odpowiedniej dla niej niszy. Takiej niszy poszukują też sami Japończycy, u których  poczucie dumy i potrzeby przynależności są bardzo silne. Ci, którzy nie są w stanie jej znaleźć, którzy nie mają dość motywacji i siły kierują się w stronę lasu Aokigahary, leżącego u podnóża góry Fudżi. Ten gęsty las mieszany określany mianem „Lasu samobójców” swoją niechlubną nazwę zawdzięcza wyjątkowej popularności, jaką cieszy się wśród ludzi pragnących odebrać sobie życie. Co prawda nie istnieją oficjalne statystyki, traktujące o tym ilu ludzi rocznie popełnia w lesie Aokigahary samobójstwo, ale liczba ciał odnajdywana w każdym roku, daje podstawę aby twierdzić, że zaraz po moście Golden Gate w San Francisco, jest to najpopularniejsze miejsce do popełniania tego procederu. To, co jednak należy podkreślić to fakt, że na popularność lasu wpłynęły publikacje autorstwa Seicho Matsumoto „Pagoda fal” i „Kuroi Jakai”, opowiadające o tych, którzy odebrali sobie życie w lesie Aokigahary. Niewątpliwy wzrost samobójstw nastąpił jednak po publikacji Wataru Tsurumi z 1993 roku, zatytułowanej „Kompletny podręcznik samobójstwa”, w którym las odgrywa główną rolę. W lesie Aokigahara łatwo się zgubić. Kompasy tracą rezon (ma to podobno związek z silnym polem magnetycznym, wywołanym przez bogate złoża żelaza). Las jest cichy, ponury, mglisty, a porastające w nim drzewa tworzą niepokojącą gęstwinę. To, co wzmaga dezorientację i niepokój to liczne przedmioty porzucone w lesie, zarówno przez dorosłych, jak i przez nastolatków: buty, kawałki listów, lalki z wielkimi, pustymi oczami. Jak pisze Joanna Bator, w lesie Aokigahara: „jedni się wieszają, inni zażywają truciznę, podcinają sobie żyły i zwijają się w kłębek, by powrócić w nicość. Wielu dla pewności stosuje kilka metod. Niektórzy budują przedtem prowizoryczne schronienia i w nich czekają na sen, z którego się nie obudzą. Zostają po nich osobiste rzeczy: zbutwiałe skórzane torebki z logo drogich firm, buty, notesy, grzebienie, spinki i inne plastikowe drobiazgi, które długo po tym, jak rozłoży się ciało, wciąż tam będą”. (J. Bator, Rekin z parku Yoyogi, 2014) Źródła podają, że conajmniej od lat 50.-tych XX wieku las przyciąga ludzi, pragnących odebrać sobie życie. Ale nie tylko ich. Coraz popularniejsze staje się też zwiedzanie lasu przez turystów, chcących poczuć atmosferę niepokoju i makabry. Władze prefektury szczególnie zaniepokojone są oczywiście postępowaniem tych, którzy nie mają zamiaru z lasu wrócić. Dla tych osób przygotowano szereg ostrzeżeń, mających na celu odżegnanie ich od pomysłu, jaki powzięli. Z tego też względu wysyłane są patrole policji, instalowane kamery, w lesie znajdują się też liczne tabliczki, zachęcające do zmiany zdania, zawierające informacje, gdzie można zasięgnąć pomocy, wsparcia. Według niektórych, las Aokigahara to siedlisko demonów, duchów i złej energii. Biorąc pod uwagę jego niechlubną sławę, trudno się tym przekonaniom dziwić. Niezależnie jednak od tego, czym w rzeczywistości las jest, na uwagę zasługuje przede wszystkim podejście do samobójstwa w kulturze Japonii. Nie należy bowiem zapominać, że Japonia znajduje się na pierwszym miejscu wśród krajów rozwiniętych z liczbą samobójstw. W Japonii odebranie sobie życia nie ma tak pejoratywnego wydźwięku, jak w kulturze chrześcijańskiej. W kraju, w którym kategoria wstydu determinuje codzienne życie milionów ludzi, odebranie sobie życia i honorowa śmierć, to wedle Japończyków niekiedy jedyne rozwiązanie, aby uratować godność. Źródła: Aokigahara – Las samobójców The Mysterious Suicide Forest of Japan Samanta Pleskaczyńska –...

W stronę marzeń: wizyta w Muzeum Ghibli...

Wielokrotnie spotkaliśmy się w naszej redakcji z opinią, że każdy człowiek ma swoje top listy, zawierające ulubione filmy, ulubione miejsca, ulubione potrawy itd. Postanowiliśmy rozpocząć cykl naszych „topów” i zachęcamy Was do tego samego: do tworzenia postów, w których zbliżacie nas do swoich ulubionych miejsc, w których już byliście, albo jeszcze nie mieliście sposobności się znaleźć, ale bardzo chcielibyście. Jednym z takich miejsc, w których część z nas chciałaby postawić nogę jest Muzeum Ghibli w Mitace. Jest to miejsce szczególne, magiczne, nie tylko dla wszystkich fascynatów Japonii, anime, Miyazakiego, ale także ze względu na możliwość przeniesienia się w czasie do dzieciństwa, beztroski, wolności. W Muzeum Ghibli każdy może poczuć się jak we śnie, w błogiej krainie marzeń, gdzie otwarta dusza, serce i rozum splatają się ze sobą. Usytuowane w Mitace, zaprasza w swe progi wszystkich, którzy mają w sobie choć ułamek dziecięcej wrażliwości, tęsknoty za czasem minionym, utraconym bezpowrotnie, a jednocześnie mają w sobie radość i nieustanną pasję odkrywania. Wizyta w królestwie Miyazakiego i Takahaty nie należy do najtańszych przyjemności, ale również nie jest najdroższa: bilet dla dorosłego kosztuje 1 tysiąc jenów  (około 30 złotych), dzieci otrzymają zniżkę (koszt biletu waha się między 100 jenów – 3 zł, dla najmłodszych dzieci, aż do około 20 złotych dla młodzieży w wieku od 13 do 18 lat).  Ważna informacja to taka, że bilety należy kupić przed udaniem się do muzeum, na miejscu ich nie dostaniemy. Co takiego ma do zaoferowania Muzeum Ghibli, czego nie ma do zaoferowania żadne inne muzeum? Przede wszystkim mamy wgląd do świata wyobraźni Studia Ghibli i jego twórców: Miyazakiego i Takahaty. Mamy możliwość uczestniczenia w podglądactwie, a także skonfrontowania się z ulubiony postaciami ze wszystkich tych anime, które darzymy szczególnym sentymentem. Na progu muzeum wita nas gigantyczny Totoro, który zachęca nas do wejścia i zapoznania się z atrakcjami tego niezwykłego obiektu. Wewnątrz mamy możliwość przeniesienia się w świat dziwnych budynków, ornamentów, znaków, charakterystycznych dla Studia Ghibli. Na pierwszym piętrze znajduje się z kolei kilka pokoi, z czego jeden wygląda jak pracownia rysownika – jest to pomieszczenie wypełnione książkami, zabawkami. Na ścianach widnieją szkice oraz ilustracje. W pomieszczeniu Saturn Theatre, usytuowanym w podziemiach mamy możliwość obejrzenia oryginalnych krótkich animacji ze Studia Ghibli. Wreszcie na drugim piętrze, znajduje się prawdziwa gratka dla najmłodszych (prawo wstępu mają dzieci do 12 roku życia) – Kotobus. Z kolei na tarasie muzeum porządku pilnuje Robot – Żołnierz, mający pięć metrów wysokości, żywcem wyciągnięty z anime „Laputa – podniebny zamek”. Na sam koniec zwiedzania warto odwiedzić muzealny sklepik, w którym można znaleźć dosłownie wszystko to, co kojarzy nam się ze światem Studia Ghibli. Jesteśmy przekonani, że nikt stamtąd nie wyjdzie z pustymi rękami: posiadanie choćby miniaturowego Totoro do kluczy, albo amuletu z motywem Kotobusa warte jest tych kilku dodatkowych jenów. Któż bowiem nie chciałby przywieźć ze sobą do domu skondensowanego w tak niezwykłej formie wspomnienia? Samanta Pleskaczyńska –...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress