Z cyklu „za młodzi, by umrzeć”: Jean Harlow


Jean Harlow, flickr.com/photos/slightlyterrific CC

Jean Harlow,
flickr.com/photos/slightlyterrific CC

Artykułem o Jean Harlow rozpoczynamy cykl zatytułowany „Za młodzi, by umrzeć”. Opowiadać on będzie o gwiazdach, które odeszły zbyt młodo, w bardzo różnych okolicznościach, z przypadku, w wyniku choroby, w wyniku świadomie podjętego kroku, a po śmierci stały się ikonami milionów. Za życia krytykowane, oceniane, wytykane, albo wprost przeciwnie, apoteozowane do granic możliwości, po śmierci stały się w oczach odbiorców czyste jak łza, odpuszczono im wszystkie winy, grzechy i niedociągnięcia. W tej perspektywie odbiorca masowy staje się hipokrytą, myśli w sposób niedorzeczny, brak mu obiektywizmu. I choć trudno temu zaprzeczyć, fascynujące staje się obserwowanie i analizowanie tego zjawiska pod kątem fenomenu śmierci młodych gwiazd. O ile w tych artykułach przedmiotem naszych rozważań nie będzie analiza psychologii tłumu i zbiorowości, a także towarzyszących im histerii, o tyle postaramy się przybliżyć, choć w telegraficznym skrócie, kim były te gwiazdy, których śmierć tak bardzo wstrząsnęła światem.

***

O Jean Harlow nie przeczytamy zbyt wiele w polskiej prasie. Na rynku wydawniczym jak dotąd nie pojawiła się żadna kompletna biografia gwiazdy, także artykułów w czasopismach poświęconych filmowi jest niewiele (w jednym z kluczowych polskich czasopisma filmowych w latach 1960-1987 pojawiły się na jej temat zaledwie cztery artykuły). Żeby było tego mało, nawet na łamach jednego z popularnych internetowych serwisów filmowych, informacje dotyczące aktorki są niepełne albo nieprawdziwe. Trudno stwierdzić, z czego wynika ta ignorancja, ponieważ Jean Harlow, mimo swego młodego wieku była nie tylko wielką gwiazdą, kreowaną zgodnie z systemem „star system” i osobistych upodobań kreacyjnych wszechmocnego L.B. Meyera, ale także dobrze zapowiadającą się aktorką, mającą niemały potencjał twórczy, często spychany na dalszy plan, kosztem promocji ciała i urody „platynowej blondynki”.

Jean Harlow, a właściwie Harlean Carpentier urodziła się 11 października 1911 roku, jako córka Jean Harlow (późniejszy pseudonim odziedziczyła po matce) i Montclaira Carpentiera. Wydaje się, że matka Jean nie była specjalnie gotowa na macierzyństwo, bardziej od córki zajmowało ją wieczorne wychodzenie z domu, ojciec – dentysta, również nie był zbyt zainteresowany niańczeniem dziecka, zresztą, nie do tego był przecież przeznaczony. Na początku XX wieku model rodziny był jasno zarysowany. Dzieckiem zajmowała się kobieta, to ona jako piastunka domowego ogniska zobligowana wręcz była tworzyć dom, a za tym „tworzeniem” stało najprościej rzecz ujmując: gotowanie, pranie, zajmowanie się dzieckiem i sprzątanie.

Kolejnym punktem zapalnym miał być też sam sposób wychowania małej Jean. Ojciec Jean optował za wprowadzeniem żelaznej dyscypliny i wychowywania dziewczynki na sposób spartański, zupełnie innego zdania był dziadek (ojciec matki Jean), który skłaniał się ku zapewnieniu dziewczynce jak najlepszych warunków do życia i nauki, co podyktowane miało być przekonaniem, że prędzej czy później zostanie ona wielką gwiazdą. W konsekwencji przeforsowano styl wychowania dziadka i Jean trafiała do kolejnych prestiżowych szkół.

Około 1920 roku małżeństwo państwa Carpentier się skończyło. Matka Jean zostawiła męża, dziecko i udała się „nabrać oddechu” do Chicago, gdzie poznała swojego przyszłego, kolejnego męża – Marino Bello, włoskiego lovelasa, czyhającego na okazję, aby przyssać się do kobiety, która ma do zaoferowania finansowo więcej, niż on – co akurat trudne nie było. Oprócz bycia „złotoustym” i wyjątkowo aktywnym i sprawnym seksualnie, Marino był zwykłym dyletantem, niegarnącym się do pracy i stosującym argumentację w postaci zaciśniętej pięści. No, ale był doskonałym kochankiem, co najwyraźniej stanowiło dostateczną rekompensatę dla matki Jean za dotychczasowe niedoskonałości życia w Kansas City.

Nie ulega wątpliwości, że podjęta przez matkę Jean decyzja, polegająca na związaniu się z takim człowiekiem jak Marino, któremu była podporządkowana całkowicie, i którego zachcianki pragnęła zaspokoić w pierwszej kolejności, zaważyła na późniejszym życiu a także i śmierci Jean Harlow.

Tymczasem, w 1926 roku już nie mała, bo 15-letnia Jean została zapisana przez dziadka do elitarnej szkoły Ferry Hall. Taką młodą, piękną, o doskonałej brzoskwiniowej cerze ujrzała ją matką i zaniepokoiła się faktem, że z taką urodą jej dziewictwo i niewinność jest zagrożona. Co najmniej dziwnie brzmią takie rozważania w ustach kobiety, która sama nigdy nie stanowiła wzorca dla swojej córki, porzuciła ją na rzecz realizowania własnej wizji świata, a przy tym nigdy nie była w stanie zbudować odpowiedniej więzi i przyczynić się do pielęgnowania relacji między matką i córką.

Lionel Barrymore i Jean Harlow, kadr z filmu Dziewczyna z Missouri,  flickr.com/photos/alyletteri CC

Lionel Barrymore i Jean Harlow, kadr z filmu „Dziewczyna z Missouri”,
flickr.com/photos/alyletteri CC

Obawy co do losów córki pani Bello okazały się być uzasadnione. W marcu 1927 roku otrzymała informację, że jej córka nagle zniknęła. Odnalazła się po dwóch dniach, wróciła z Chicago jako żona 25-letniego Charlesa McGrewa. Wybryk ten uniemożliwił jej nie tylko powrót do szkoły, ale i  do samego Kansas City. Szkoda tylko, że wówczas już nikogo nie zastanowiło dlaczego tak młoda dziewczyna sięga do tego typu środków, aby zwrócić na siebie uwagę i na ile musiało jej brakować ciepła, troski, zainteresowania, że gotowa była porzucić dotychczasowy tryb życia, na rzecz związania się z zupełnie nieznanym jej mężczyzną. Niekoniecznie przecież naiwność i infantylizm, tak charakterystyczne dla młodego wieku miały stać za podjętą decyzją.

Po ostatnich wydarzeniach z życia młodej Jean powrót do Kansas nie był możliwy, dlatego cała trójka uznała (plany Marino i matki Jean nie uwzględniały obecności McGrewa przy Jean), że najlepszym miejscem do ich wspólnego życia będzie Hollywood, które zawsze z dużą łatwością przyjmowało wszelkich dziwaków, odszczepieńców i ludzi nie do końca dopasowanych do purytańskich norm społecznych.

W Hollywood złotousty Marino dość szybko nawiązał znajomości z przedstawicielami branży filmowej, co w konsekwencji doprowadziło do spotkania Jean z Arturem Landauem, jej przyszłym agentem, któremu spodobała się na tyle, że zaoferował jej statystowanie. Od tego momentu rozpoczyna się błyskotliwa i niestety bardzo krótkotrwała kariera zdolnej aktorki, sterowana przez upiorną mamuśkę i jej interesownego męża, którzy ani przez moment, nigdy, przenigdy nie liczyli się ze zdaniem, potrzebami, ani kondycją psychofizyczną ich podopiecznej.

W ciągu kilku lat Jean tworzy szereg niezapomnianych ról, gdzie partneruje jej Clark Gable. W roku 1931 występuje w niezapomnianej roli, w filmie „Platynowa blondynka”, który otwiera mit Jean Harlow. Publiczność kocha Jean, która staje się symbolem zmysłowości i seksualności, jak niegdyś Theda Bara, czy Greta Garbo, której gwiazda powoli zaczyna gasnąć.

Im lepiej prosperuje Jean, tym lepiej prosperuje jej matka, która kontroluje wszystkie kontrakty, wysokość zarobków, a co najważniejsze, czerpie najwięcej profitów z pracy córki. Regularny wyzysk, jakiemu poddawana jest młoda aktorka a także same działania matki zostają określone w mediach mianem „upiornych”, cóż z tego, skoro nikt tej sytuacji nie potrafi się przeciwstawić, co więcej dochodzi do sytuacji, gdzie studia filmowe konsultują z matką Jean kontrakty w poszczególnych produkcjach, zamiast omawiać ten temat z samą zainteresowaną.

Matka Jean Harlow decydowała o wszystkim: o tym, jak ma się ubierać, z kim wychodzić, z kim się umawiać, jakie role przyjmować (często o wyborze roli nie decydowała jej merytoryczność i atrakcyjność, warunkiem było umieszczenie choć w kilku scenach Marino, którego swoją drogą później wycinano).

Jean Harlow, flickr.com/photos/slightlyterrific CC

Jean Harlow,
flickr.com/photos/slightlyterrific CC

Z każdym rokiem Jean pracowała coraz bardziej intensywnie, zarabiała coraz większe pieniądze, ale dom, w którym mieszkała nie był dla niej sprzyjającym środowiskiem. Jej zarobki szły na spłatę długów karcianych, albo gromadzenie nowej garderoby dla Marino. W końcu Jean tak bardzo zmęczyła ta sytuacja, że postanowiła wydostać się z matni, wychodząc ponownie za mąż, tym razem za Paula Berna, związanego ze studiem MGM. Mężczyzna, choć dużo starszy od 21-letniej gwiazdy, był dla niej wymarzonym partnerem: dobry, cierpliwy, wspierający, delikatny. Nikt nie mógł wiedzieć, że Paul Bern będzie tym, który w noc poślubną tak skatuje Jean, że obije jej nieodwracalnie nerki, uszkadzając je na zawsze. Dlaczego tak się stało? Dlatego, że Paul był impotentem. Miał przed sobą pożądaną przez miliony mężczyzn platynową piękność, a sam z tym faktem nie mógł nic zrobić. Jego złość i frustracja nie miała granic – chwycił bambusową laskę i okładał nią młodą żonę po piersiach, brzuchu i plecach, aż padł wycieńczony. Na pomoc Jean przybył jej agent – Landau. Rozwiązaniem dla tej sytuacji mógł być jedynie rozwód, ale ze względu na opinię publiczną nie mógł zostać przeprowadzony z dnia na dzień. Tym samym, Jean żyła w związku z mężczyzną, którego nie lubiła, z którego szydziła, którym się brzydziła, a który w konsekwencji, niespełna dwa miesiące po ślubie, 5 września 1932 roku popełnił samobójstwo nie mogąc poradzić sobie z problemem, z jakim się zmagał, a także z tym co zrobił w noc poślubną Jean. Żal Jean nie trwał długo, bowiem już 18 września 1933 wyszła za Hala Rossona, głównego operatora MGM.

Niestety, jak się miało okazać, i ten związek miał trwać zaledwie kilka miesięcy. Jean Harlow podała w sądzie, że powodem, dla którego należy zakończyć to małżeństwo było to, że Hal miał w zwyczaju czytać w łóżku, co nie pozwalało aktorce spać, a co za tym idzie, właściwie przygotowywać się do roli.

W międzyczasie, w 1933 roku Jean poznaje Williama Powella, z którym rozumie się bez słów i który aż do jej śmierci pozostaje jej najbliższym i najbardziej wobec niej czułym człowiekiem. W tym samym roku jak bumerang wraca do niej sprawa samobójczej śmierci Paula Berna, w którą to powątpiewa amerykański Legion Przyzwoitości. W wyniku prowadzonych na dużą skalę działań, Jean zostaje strącona z piedestału, wygwizdana na scenie. Nikogo nie interesuje, że Jean to tak naprawdę bardzo młoda, zagubiona, nieszczęśliwa, niemająca pewności co do nikogo kobieta, która w gruncie rzeczy jest bardzo samotna. Jej zaangażowanie w picie alkoholu, seksualne przygody, towarzyszący jej bunt są tak naprawdę próbą zwrócenia się na siebie uwagi, niczym innym. Po prostu.

W czerwcu Jean po raz kolejny mdleje na planie „Saratogi” – jej ostatniego filmu (nomen omen, który po śmierci gwiazdy stał się jednym z najlepiej zarabiających filmów w historii amerykańskiego przemysłu filmowego). Zostaje odwieziona do domu, pod czułą opiekę „upiornej mamuśki” i jej lowelasa. Matka nie pozwala odwieźć Jean do szpitala, nie dopuszcza też nikogo do dziewczyny. W końcu ów stan rzeczy zaczyna niepokoić studio, sam Meyer wysyła Landau, aby ten ustalił co dzieje się z ich „platynową blondynką”. Kiedy do aktorki dociera karetka, wraz z pielęgniarką, która odnotowuje szereg niepokojących sygnałów, takich jak: oddech o zapachu amoniaku, obrzęk języka, dziąseł i warg, jest już za późno. Przewieziona do szpitala, mimo transfuzji krwi, umiera 7 czerwca 1937 roku.

Do dziś pojawiają się spekulacje mówiące o tym, że może gdyby prasa zainteresowała się wcześniej samopoczuciem Jean, uwolniłoby to ją spod jarzma „mamuśki” i doprowadziło do szpitala, do lekarzy, otrzymałaby właściwą opiekę, jej historia nie miałaby tragicznego finału. Być może, kto wie…

Źródła:
Kartki z kalendarza profesora Toeplitza [w:] Film na świecie nr 397/398 (1996).
D. Stenn, Bombshell: The Life and Death of Jean Harlow, Doubleday 1993.
J. Włosek, Hollywood w oparach skandalu, Krajowa Agencja Wydawnicza 1990.

Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl