Z cyklu „za młodzi, by umrzeć”: Edie Sedgwick


Edie Sedgwick i Andy Warhol fot: martinpulaski/Flickr, lic. CC BY

Edie Sedgwick fot: martinpulaski/Flickr, lic. CC BY

Kiedy w 2006 roku Sienna Miller pojawiła się w dramacie „Factory girl” (tłum.polskie „Dziewczyna z fabryki”) wielu twierdziło, że biorąc pod uwagę jej dotychczasowy dorobek to na pewno musi być rola jej życia. Wcielenie się w Edie Sedgwick, dziewczyny z „fabryki” Andy Warhola, ze względu na duże podobieństwo fizyczne obu dziewczyn, musiało być z jednej strony przyjemnością, z drugiej zaś zapewne ogromnym obciążeniem psychicznym dla młodej aktorki. Przedstawienie na ekranie losów tak kruchej, tak pogubionej i tak niepewnej siebie postaci, jaką była w prawdziwym życiu Edie Sedgwick musiało być bowiem trudne i dość traumatyczne.

Choć sam film w Polsce nadal funkcjonuje w kategorii kina raczej niszowego, jego zrealizowanie przyczyniło się do zwrócenia uwagi na postać samej Edie, tak tragicznej, i fascynującej jednocześnie. To właśnie jej, poświęcony będzie dzisiejszy artykuł.

Edie była krucha, bo jej rodzina była krucha, zamożna, ale mało stabilna emocjonalnie, aby móc być wsparciem dla tak delikatnej i wrażliwej jednostki, jaką niewątpliwie była dziewczyna. Edie przyszła na świat 20 kwietnia 1943 w Santa Barbara, w Kalifornii, jako siódme dziecko Alice Delano de Las i Francesa Minturna Sedgwick. Rodzice Edie rozdarci byli pomiędzy pewną dychotomią. Z jednej stroni reprezentowali jedną z zamożniejszych i lepiej prosperujących rodzin w mieście, z drugiej targały nimi liczne załamania nerwowe, choroby psychiczne i wizyty w klinikach, a to nie mogło dobrze wpływać na psychikę młodej Edie.

Ojciec Edie miał poważne problemy zdrowotne: niedomagał fizycznie (urodził się z przepukliną pępkową, cierpiał na astmę, zachorował także na zapalenie kości), oraz psychicznie (zdiagnozowano u niego psychozę maniakalno-depresyjną oraz nerwicę). Z racji jego niestabilnej pozycji zdrowotnej, Frances nie mógł skupić się na wykonywaniu wymarzonego zajęcia (pragnął zostać potentatem kolejowym), zasugerowano mu natomiast, aby poświęcił się rzeźbiarstwu, zresztą z dużym powodzeniem.

Matka Edie była absolutnie zakochana w swoim mężu, niezwykle wyrozumiała, nie potrafiła koncentrować się na dzieciach, tak jak właśnie na mężu. Tolerowała wszystkie jego dziwactwa, nastroje, a nawet niewierność. O ile dla męża potrafiła być w 100%, o tyle dzieciom nie była w stanie poświęcić nawet procenta z tej uwagi. Zresztą tych dzieci w ogóle nie powinni mieć, bo takie zalecenie wydał im lekarz prowadzący Francesa, ale oboje je zignorowali. Mało tego, z płodzenia dzieci Frances uczynił swego rodzaju konkurencję, chełpił się tym, że ma ich aż tyle. Cóż z tego, skoro zaraz po urodzeniu dzieci były oddawane pod opiekę licznych niań, guwernantek, a później posyłane do elitarnych szkół, zatem w domu finalnie nie spędzały zbyt dużo czasu.

Z każdym rokiem ojciec zachowywał się coraz dziwniej, w końcu cała rodzina Sedgwick przeniosła się na ranczo Corral de Quanti, gdzie dzieci były praktycznie pozostawione same sobie, odizolowane od rodziców i od reszty świata. Atmosfera panująca w rodzinnym domu nie sprzyjała stabilizacji emocjonalnej. Brak więzi pomiędzy dziećmi i rodzicami miał się odbić na całym ich późniejszym życiu. Żeby było tego mało, w późniejszych latach Edie opowiadała, że już we wczesnym wieku ojciec nadużywał wobec niej seksualnych zachowań, podobnie zresztą jak starszy brat, który sugerował, że powinni uczyć się od siebie reguł, jakimi kierują się zakochani w sobie ludzie.

W wieku 13 lat Edie musi walczyć już nie tylko z dominującym, tyranicznym ojcem, brakiem wsparcia ze strony matki, ale też z anoreksją i bulimią. Kiedy nauczyciele z Katharine Branson School odkryli zaburzenia łaknienia u dziewczyny, odesłali ją do domu. Pobyt w domu nie należał do udanych. Ojciec zwykł zamykać ją w pokoju, zmuszać do jedzenia (nie był w stanie zrozumieć jej stanu, tak jakby sam nie cierpiał na różnego typu rozstrojenia nerwowe), z kolei matka starała się za wszelką cenę zrekompensować jej trudny pobyt w domu, spełniając wszelkie jej zachcianki. Podczas pobytu w Corral de Quanti, Edie nakryła ojca na romansie. Niestety, ojciec wszystkiemu zaprzeczył, a z Edie zrobiono wariatkę. Dziewczyna nigdy o tym nie zapomniała.

W 1958 roku Edie zmieniła szkołę. Została wysłana do St Timothy. Przebywała tam zaledwie rok, zanim ponownie nie dostrzeżono u niej zaburzeń natury psychicznej. Edie nie była w stanie z nikim się komunikować, była bardzo samotna i nieszczęśliwa, dlatego na własną prośbę poprosiła rodziców, aby skierowali ją w 1962 roku do kliniki leczącej choroby psychiczne. Niestety, w związku z tym, że Silver Hill przypominał bardziej klub, w którym rozmawiało się o uzależnieniach, oraz próbowano leczyć zaburzenia psychiczne, niż szpital, pobyt tam niewiele zmienił w życiu Edie. W konsekwencji skierowano ją w następstwie do szpitala w Nowym Jorku. Będąc już w szpitalu, Edie odkryła, że jest w ciąży (ojcem dziecka był student z Harvardu) i bardzo szybko podjęła decyzję o przeprowadzeniu aborcji, z racji swojej mentalnej niestabilności. Szpital w Nowym Jorku opuściła w 1963 roku, aby móc studiować na historię sztuki w Cambridge. W 1964 roku Edie doznaje podwójnej straty. Po pierwsze, samobójstwo popełnia jej brat Minty, w przeddzień 26 urodzin. Minty odebrał sobie życie po tym, jak wyznał ojcu, że jest homoseksualistą, w odpowiedzi na co ten wpadł w szał i próbował zmusić go do heteroseksualizmu. Edie nigdy nie pogodziła się z tą stratą, nie mogła też wybaczyć ojcu tego, w jaki sposób postąpił. W tym samym roku, jej drugi brat, Bobby, podupada zdrowotnie i w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności (choć dla wielu był to krok samobójczy), w Noc Sylwestrową 1964 roku wpada rowerem pod autobus, umiera po dwunastu dniach, mając 31 lat.

Rok 1964 był dla Edie ważny, także z innego względu. Dziewczyna przeniosła się na stałe do Nowego Jorku, posiadając przy sobie sumę 80 tysięcy dolarów, które otrzymała z funduszu powierniczego babci. Początkowo Edie aspirowała do zostania modelką, dlatego też zapisała się na lekcje tańca, uczestniczyła w różnych imprezach, wydarzeniach. Szybko jednak rzuciła się w wir ostrego imprezowania i w zasadzie każdej nocy upijała się wraz z grupą swoich przyjaciół do nieprzytomności.

Edie Sedgwick i Andy Warhol fot: elvispresley/Flickr, lic. CC BY

Edie Sedgwick i Andy Warhol fot: elvispresley/Flickr, lic. CC BY

W styczniu 1965 roku Edie poznała Andy Warhola. Przedstawił ich sobie producent filmowy Lester Persky. Jak wspomina Persky, Edie „Uosabiała biedną małą dziewczynkę. Drobną regularną twarz rozjaśniały wyraziste i przenikliwe oczy, w których migotały plamki nieśmiałości, świadczące może o zbyt wielkiej uczciwości i obawie przed zetknięciem się z życiem. Zazwyczaj ubierała się w koszule wpuszczone na wierzch i trykoty. Miała przy tym styl i powab jak rzadko kto. Lubiła nosić duże kolczyki. Przed wyjściem nakładała mocny makijaż. Kiedy się odzywała, to rozsądnie. Nie błaznowała ani nie dawała się ośmieszać”. (V. Bockris, Andy Warhol. Życie i śmierć, Warszawa 2010).

Przyjęcie Edi do Fabryki Warhola miało znaczenie taktyczne. Warhol był przekonany, że Edi ma pieniądze, więc zależało mu, aby wykorzystać to do granic możliwości. Imponowała mu też pozycja społeczna Edi, to z jakiej rodziny pochodzi, jakie szkoły ukończyła, że jeździ dużym szarym mercedesem, ma eleganckie mieszkanie w Sutton Place i że potrafi płacić za kolacje swoich przyjaciół.

Edi nie potrafiła kochać, choć bardzo łaknęła miłości. Nie potrafiła poukładać myśli w swojej głowie. Trudno jej było odróżnić miłość od nienawiści. Jak podkreśla Bockris: „Oprócz samochodu, futer, kart kredytowych, chrapliwego głosu małej dziewczynki (…), miała w sobie coś dojmująco obojętnego i bezbronnego, co czyniło ją odbiciem intymnych fantazji innych. Edie mogła być tym, czym tylko się chciało. Była cudowną, piękną pustką”.

Edi była uwielbiana w Fabryce, szczególnie przez mężczyzn – homoseksualistów, uchodziła za „matkę boską pedalską”, zawsze w euforii, zawsze wesoła, gotowa do akcji. Warholowi to imponowało. Do tego stopnia, że z czasem oboje zaczęli się do siebie bardzo mocno upodabniać, i z wyglądu i z zachowania. Edie również była zafascynowana Warholem. Zależało jej bardzo na zbliżeniu się do niego, do zbudowania trwałej i emocjonalnej relacji. W tym samym czasie o Edie starał się Bob Dylan, któremu zależało, aby odeszła z Fabryki i przyłączyła się do jego grupy. W wieku 22 lat Edie była w rozsypce, brała od dłuższego czasu wszelkie możliwe narkotyki, amfetaminę wąchała, albo wsypywała do porannej kawy. I choć to w Woodstock, a nie w Fabryce Edie uzależniła się od heroiny, niewątpliwą prawdą jest to, że zarówno środowisko Boba Dylana, w którym królowały LSD, amfetamina i heroina, jak i Warhola nadużywające amfetaminy były dla Edie zgubne.

Jak wspomina Henry Geldzahler „(…) rozmawialiśmy tylko o tym, jaka jest skacowana lub na jakim haju była wczoraj, lub też na jakim haju będzie jutro. Wydawała się bardzo nerwowa, bardzo krucha, bardzo rozhisteryzowana. Słychać było jej krzyk, chociaż nie krzyczała” (V. Bockris, Andy Warhol. Życie i śmierć, Warszawa 2010).

Edie Sedgwick i Andy Warhol fot: nico7martin/Flickr, lic. CC BY

Edie Sedgwick i Andy Warhol fot: nico7martin/Flickr, lic. CC BY

W sierpniu 1965 roku stosunki Edie z Warholem były już bardzo trudne i napięte. Sedgwick opisywano jako kłamczuchę, bulimiczkę, brudaskę (nie brała kąpieli, dopóki ktoś jej nie zmusił), w dodatku była silnie uzależniona od amfetaminy i barbituranów. Edie, mimo fatalnej kondycji w jakie się znajdowała, zdawała sobie sprawę z tego, co się z nią dzieję. Zwykła mówić: „Warhol rzeczywiście spieprzył życie bardzo wielu młodym ludziom. Ja byłam dobrym celem. Wyrosłam na młodą zdrową narkomankę”.

Warhol nie płacił za udział w filmach Edie, a ona sama czuła się jak przedmiot kpin i żartów. W końcu poróżnili się na tyle, że Edie finalnie zniknęła ze sceny i z Fabryki Warhola.

Z każdym rokiem Edie wpadała w coraz większa próżnię. W 1966 roku spaliło się jej mieszkanie, rodzicie za wszelką cenę próbowali skierować ją na ponowne leczenie, ale bezskutecznie. W 1967 roku zerwał z nią też Neuwirth, jedyny prawdziwie kochający ją mężczyzna, nie mogąc sobie poradzić z jej uzależnieniem od narkotyków. W tym samym roku na raka trzustki zmarł ojciec Edie. Zaledwie rok później Edie niemalże przedawkowała barbiturany. Cudem udało się ją odratować. Po tym zdarzeniu wróciła do matki i postanowiła poddać się terapii elektrowstrząsami.

Z początkiem lat 70.tych Edie próbowała ułożyć sobie życie na łonie rodziny, wyszła nawet za mąż za Michaela Posta, którego poznała w szpitalu, w którym się leczyła. W cztery miesiącu po ślubie znaleziono ją martwą – Sedgwick przedawkowała barbiturany w wieku 28 lat.

Źródła:
G. Hickenlooper, Dziewczyna z Fabryki (film z 2006 roku).
K. Sulej, Pięć minut Edie Sedgwick [w:] Wysokie Obcasy, 10.09.2007.
A. Warhol, Życie i śmierć, WAB 2005.

Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl