Ikony kina: Marlena Dietrich cz.2

Osobowość Marleny Dietrich szła w parze z jej urodą. Była równie olśniewająca. Marlena była przy tym odważna, pracowita, zdeterminowana i pełna pasji. Z całych sił nienawidziła Hitlera, była przekonana, że jego rządy zostaną okupione cierpieniem wielu ludzkich istnień. Któregoś razu zwierzyła się nawet Fairbanksowi, że jest gotowa się poświęcić i zgładzić Hitlera, nawet jeśli miałaby z tego nie wyjść cało. Całą tę sytuacją zresztą Marlena skwitowała zdaniem: „Nie liczę na to, że uda mi się uciec. Poszłabym tam przygotowana na śmierć. Nie chcę umierać. Chcę żyć. Życie jest cudowne. Ale zabicie Hitlera też byłoby cudowne. Wszyscy musimy kiedyś umrzeć, a dla czegoś takiego warto się poświęcić”. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, 2012 Do realizacji pomysłu jak wiemy nie doszło, ale historia ta obrazuje jak wiele empatii i współczucia było w Marlenie dla drugiego człowieka. Marlena zresztą nigdy nie spoczęła na laurach, nie przestała pomagać potrzebującym, szczególnie żołnierzom, czy weteranom wojennym. Brała udział w przedsięwzięciach Hollywood Canteen, organizacji założonej przez Bette Davis i Johna Garfielda. Celem organizacji było zapewnienie żołnierzom, którzy akurat nie walczyli na froncie, a przebywali z dala od domu rozrywki. Oferowano sympatyczną atmosferę, posiłki, potańcówki i zajęcia rekreacyjne. Do udziału w przedsięwzięciu nie trzeba było długo namawiać Marleny, zgodziła się od razu. Co ciekawe, rola aktorki nie sprowadzała się do samego „bycia”, Marlena podejmowała szereg inicjatyw – zgłaszała się do gotowania, zmywania naczyń, szorowania podłogi (na kolanach). Po wojnie opuściła Hollywood, jednocześnie sprzedając niemalże cały swój dotychczasowy majątek, aby włączyć się w wysiłek wojenny. Słynęła z ogromnego szacunku do ludzi, nie stawiania pomiędzy sobą a nimi granic. Warta przytoczenia jest pewna historia z życia Marleny. Latem 1946 r. Marlena Dietrich wraz z ekipą jadła kolację w restauracji w Johannesburgu, w towarzystwie lokalnych dziennikarzy. Zdziwiona faktem, że nie je z nimi ich czarnoskóry kierowca, postanowiła o to zapytać. Otrzymała odpowiedź, że z racji obowiązujących przepisów segregacji rasowej, kierowca nie ma prawa wstępu do restauracji dla białych. Nie zastanawiając się długo, poprosiła o dwa talerze, pełne wszystkiego, co było dostępne w kuchni i osobiście zaniosła je kierowcy, wsiadła do środka i zjadła z nim kolację. Ostatnie lata swojego życia Marlena spędziła w Paryżu, większość czasu przebywając sama ze sobą, wśród zdjęć i wspomnień. Bardzo sporadycznie udzielała wywiadów, nie chciała też spotykać się ze swoimi bliskimi przyjaciółmi. Potrafiła odbierając telefon zmienić akcent i podać się za swoją asystentkę, pomoc domową czy pokojówkę. Pod koniec życia wyjątkowo nie znosiła starych filmów, szczególnie własnych. W zasadzie od lat 80-tych nie wychodziła z domu. Początkowo z wyboru, później z konieczności (gdy straciła władzę w nogach). Zmarła 6 maja 1992 roku, została pochowana w Berlinie, utrzymując status jednej z największych gwiazd kina, zarówno europejskiego i amerykańskiego. Źródła: S. Bach, Marlene Dietrich: Life and Legends, University of Minnesota Press 2013. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, Prószyński S-ka 2012. Ch. R. Editors, Legends of Hollywood: The Life and legacy of Marlene Dietrich, CreateSpace Independent Publishing Platform 2013. Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

Ikony kina: Marlon Brando cz. 1

Historia życia Marlona Brando, uważanego przez wielu za jednego z najwybitniejszych aktorów kina XX wieku jest pełna bólu, rozpaczy, dramatów, tragedii, narcystycznego samouwielbienia, ogromnej dozy seksualności, egoizmu, egocentryzmu, braku skrupulatności i samotności. To, że Brando był wybitnym aktorem – nie ulega najmniejszej wątpliwości. Udowodnił to w „Tramwaju zwanym pożądaniem” (1951), „Na nabrzeżach” (1954), „Ojcu chrzestnym” (1972) i „Czasie Apokalipsy” (1979). Kiedy tylko mu się chciało, grał wybitnie, przyciągał jak magnes, był bezkonkurencyjny. Problem w tym, że w większości przypadków mu się nie chciało, zaś o samej sztuce aktorskiej wypowiadał się w sposób co najmniej lekceważący. Znakomita część filmów, które zrobił to niewiele warte obrazy, podczas kręcenia których Brando zwykł ignorować jakiekolwiek konwenanse: nie przychodził na próby, nie uczył się tekstu, improwizował, potrafił znikać na wiele dni, co każdorazowo kosztowało studio olbrzymie pieniądze, ingerował w scenariusz, dyktował warunki reżyserowi, pouczał operatorów jak mają wyglądać poszczególne kadry, jak ustawić oświetlenie. Jednym słowem, był nieznośny, arogancki, czym doprowadzał pracujących z nimi ludzi do skraju załamania nerwowego. Mimo to przez kilka dekad przyciągał nieustannie tłumy przed ekrany kin, odbiorników telewizorów. Przyciągała jego wewnętrzna siła i magnetyzm. Brando nigdy nie ukrywał, że kręci filmy dla pieniędzy, i że gdyby mógł poświęciłby się innej, równie dochodowej profesji. Relacje z aktorem nigdy nie należały do najłatwiejszych. Jego stosunek do innych, kobiet i mężczyzn, a także siebie był godny pożałowania. Brando był niezdyscyplinowany, bezkrytyczny i absolutnie zapatrzony w siebie. Współpracujący z nim przy sztukach teatralnych wspominali, że nie miał w zwyczaju słuchać niczyich poleceń, zapominał tekstu niwecząc tym samym pracę innych aktorów, kiedy miał być poważny, śmiał się, puszczał bąki zwrócony do publiczności, bekał, kiedy miał być śmieszny i rozbawiony, zamieniał się w posąg, ewentualnie krzyczał, odgrywał pełne dramatyzmu sceny. Praca z Brando musiała być koszmarem. Nie tylko ze względu na jego lekceważący stosunek do ludzi, i ich pracy, ale przede wszystkim ze względu na jego niezrównoważenie i nieprzewidywalność. Podobnie jak relacje w pracy zawodowej, tak jego wcześniejsze relacje w domu rodzinnym nie należy do udanych. Ojciec ignorant, skupiony całkowicie na sobie i na swoich kochankach, bezustannie krytykujący, szydzący, zupełnie niewspierający, tylko raz w roku przytulający swoje dzieci (Brando miał siostrę) – na Boże Narodzenie. Matka – nieszczęśliwa w małżeństwie, lekceważona przez męża, była jedynym wsparciem dla syna, a on dla niej. Temat matki będzie przez całe życie tematem tabu u Brando. Ich relacja, uznawana przez wielu za toksyczną (jako młody chłopak Marlon niejednokrotnie zmuszony był do wyciągania matki z melin, rynsztoków i przyprowadzania jej pijanej lub pod wpływem środków odurzających do domu, gdzie ją rozbierał, mył i kładł do snu. Ona z kolei wielokrotnie wspominała, że jej syn jest piękny jak młody bóg, co przyczyniło się do rozpropagowania fali spekulacji, jako by tych dwoje miała łączyć miłość kazirodcza), okaże się jedną z najtrwalszych w życiu Brando. Lekceważący stosunek do wszystkich i wszystkiego odnalazł swoje odzwierciedlenie w stosunku Brando do seksualności. Nie ulega bowiem wątpliwości, że erotyka zajmowała naczelną rolę w życiu aktora. Nie przepuścił nikomu. Przez jego łóżko przewinęły się tysiące kobiet i dziesiątki mężczyzn. Do jego podbojów zalicza się mniej i bardziej znane aktorki. Wśród nich, m.in.: Marilyn Monroe, Ava Gardner (będąca wówczas żoną Franka Sinatry), czy Vivien Leigh (będącą żoną Laurence’a Oliviera. Zresztą, kiedy pierwszy raz zobaczył na planie Vivien powiedział swojemu przyjacielowi, że tak bardzo „chciałby ją zerżnąć, że aż go bolą dziąsła”), statystki, garderobiane, sąsiadki, ich matki. Brando uwodził, porzucał, znikał jak kamfora, powracał, znowu znikał, i tak w kółko. Niektóre z jego związków przetrwały w ten sposób wiele lat. Dla niektórych z tych kobiet był to jeden z przyczynków do targnięcia się na własne życie. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że jedyną osobą, którą się przejmował był on sam. W dodatku zaraził kiłą i innymi chorobami wenerycznymi pół Stanów Zjednoczonych, a przy okazji począł kilkanaścioro dzieci – jedne uznał (niekoniecznie z korzyścią dla nich), o innych istnieniu nie miał pojęcia. Brando nie przebierał w środkach. Podrywał studentki, turystyki, pomoce domowe, niezależnie od rasy, koloru skóry, pochodzenia. Fascynowały go kobiety o orientalnej urodzie – Afroamerykanki, Hinduski, Japonki, Hawajki, Taitanki. Często też nie przywiązywał uwagi do płci. Liczyła się zabawa, żądza… Źródła: F. Forestier, Marlon Brando. Piękna bestia, Wydawnictwo Sonia Draga 2013. G. Lawrence, Marlon Brando. Rozmowy, Axis Mundi 2013. F. Colombani, Marlon Brando: anatomy of an actor, Phaidon Press Ltd 2013. CDN Samanta Pleskaczyńska –...

Ikony kina: Marlena Dietrich cz.1

Maria Magdalena Dietrich, która przyjęła imię Magdalena (jej zdaniem Maria i Magdalena to imiona zbyt pospolite, aby mogły charakteryzować kogoś wyjątkowego) była bez wątpienia jedną z najwybitniejszych gwiazd kina. Jej kariera rozpoczęła się w Berlinie, w obrazie „Błękitny Anioł” z 1930 roku w reżyserii Josefa von Sternberga, choć na dobre rozwinęła się po przyjeździe Marleny do Hollywood. Od wczesnego dzieciństwa Marlenę charakteryzowała odwaga, zainteresowanie losem drugiego człowieka oraz chęć zwrócenia na siebie uwagi – wszystkie te cechy przydadzą się jej w przyszłości, zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym. Ukochany ojciec Marleny zmarł wcześnie, w 1907 roku, kiedy dziewczynka miała 6 lat. Cały obowiązek utrzymania Marleny i jej siostry Liesel spoczął na matce. Czas ten, choć trudny, pozbawiony wielu atrakcji, typowych dla tych, jakie charakteryzował czas spędzony z ojcem (jak choćby niedzielne wyjścia do cukierni, kawiarni, na gorące czekoladę i ciastka) był idyllą w porównaniu do tego, co przyniósł wybuch I wojny światowej. Marlena od najmłodszych lat uchodziła za frankofilkę. Adorowała absolutnie wszystko to, co francuskie – francuski język, Paryż, francuską kulturę, szyk i elegancję. Kiedy wybuchła wojna, potępiła działania strony niemieckiej, była przeciwna agresji, nie rozumiała dlaczego jej ukochana nauczycielka francuskiego mogła stać się wrogiem narodu niemieckiego. Kiedy wracając ze szkoły, mijając obóz jeniecki, w przypływie emocji podbiegła z bukietem polnych kwiatów do francuskiego żołnierza, zamieniwszy z nim kilka zdań, koleżanki doniosły na nią w szkole, za co została zawieszona na kilka dni, oraz uznana za wroga ojczyzny. Marlena zwykła powtarzać, że największą dla niej wartość stanowi rodzina: największa miłość jej życia, mąż „Rudi” Rudolf Sieber, którego poznała jako asystentka producenta słynnego Joe Maya, nazywanego Cecilem B. Demillem z UFA, oraz córeczka Maria. Co warto jednak podkreślić, relacja tych dwojga nie należała do najłatwiejszych i najprostszych i to nie ze względu na potencjalne konflikty, jakie targają przeciętnym małżeństwem, a na specyfikę układu, jaki zawarli. Kiedy Marlena wyjechała z Berlina, do Hollywood, zostawiła w Niemczech Rudiego z córką, a opiekę nad nimi miała sprawować Tamara Matul, a właściwie Tamara Nikołajewna, młoda tancerka i późniejsza wieloletnia kochanka Rudiego – za aprobatą żony. Jak wspominała Marlena „Nie wyszukałam Tamary dla Rudiego, on ją wybrał. Jednak gdybym jej nie lubiła, Rudi nigdy nie wybrałby jej na swoją towarzyszkę. Spotkaliby się kilka razy, nie więcej. I Maria też ją lubiła. (…) Dobrze się złożyło, że Tamara nosiła ten sam rozmiar sukienek co ja, wszystko nosiła w tym samym rozmiarze. Była tylko odrobinę szczuplejsza. Uważałam, że powinna zmniejszać moje rzeczy, ale ona nosiła je luźne. Rudi nigdy nie musiał jej nic kupować. Czasami dawałam jej sukienkę, której ani razu nie włożyłam, ale nigdy taką, do której miałam sentyment”. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, 2012   Otwarty układ dla ich związku musiał być obopólny, skoro niedługo po przyjeździe do Ameryki, Marlena wdała się w romans z Johnem Gilbertem. Poznała go w czasach, kiedy jego kariera była na zakręcie, macierzyste studio filmowe próbowało doprowadzić go do ruiny, cierpiał na depresję i alkoholizm. Jak opisywał córka Gilberta, Marlena zjawiła się przed Gilbertem niczym anioł o pięknej, nieskazitelnej cerze. Nie tylko udało jej się wyprowadzić Gilberta na prostą, zainteresować ponownie życiem, ale i naprawić jego stosunki z córką, każdorazowo przy tym usuwając się w cień. Po nagłej i niespodziewanej śmierci Gilberta (odszedł w wieku zaledwie 37 lat na atak serca), która to Marlena przeżywała przez wiele lat, aktorka czuła się odpowiedzialna za osieroconą przez ojca dziewczynkę. Sytuacja ta troszę po trochę przypominała jej własną, kiedy w bardzo młodym wieku straciła ojca, uosobienie siły i pewności, a przy tym poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Relacje z córką Gilberta, Marlena utrzymywała praktycznie do końca życia, pamiętając o urodzinach, czy świętach Bożego Narodzenia. Po śmierci Gilberta Marlena związała się z Douglasem Fairbanksem Jr (synem Douglasa Fairbanksa i byłym mężem Joan Crawford), tworząc z nim stosunkowo długi i pełen pasji związek. To, że Marlena traktowała go poważnie może świadczyć choćby fakt, że przedstawiła Douglasa Rudiemu, organizując wspólną kolację dla dwóch par: Rudiego i Tamary, oraz Douglasa i siebie. Po pewnym czasie namiętność między tymi dwojga się wypaliła, a gwoździem do trumny było przyznanie się Douglasa do odnalezienia intymnej korespondencji Marleny, która nie była skierowana do niego. Nie sama scena zazdrości, a naruszenie intymnej sfery Marleny tak bardzo ją rozsierdziło. O dalszym koegzystowaniu nie mogło być mowy, Douglas choć przepraszał, nic już nie mógł wskórać. Po zakończeniu romansu z Douglasem, Marlena wdawała się w krótkie, acz niewiele znaczące związki, w tym z Jamesem Stewartem, Johnem Waynem, czy Joe Kennedym. Źródła: S. Bach, Marlene Dietrich: Life and Legends, University of Minnesota Press 2013. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, Prószyński S-ka 2012. Ch. R. Editors, Legends of Hollywood: The Life and legacy of Marlene Dietrich, CreateSpace Independent Publishing Platform 2013. CDN Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress