Prawo do ciała: eksperymenty na więźniach w XVIII i XIX wieku


William Hogarth "Cztery stopnie okrucieństwa", grafika 1751

William Hogarth
„Cztery stopnie okrucieństwa”, grafika 1751

Temat wysoce kontrowersyjny, budzący wiele wątpliwości, niejednoznaczny etycznie. Punktem wyjścia dla dalszych rozważań, ma być pytanie – do kogo należy ciało zmarłego skazańca, kto odpowiada za dysponowanie nim, i czy pośmiertne wykorzystywanie ciał skazańców wydaje się bardziej zasadne, z racji ich niechlubnej przeszłości, niż zwyczajnych obywateli?

Ciało skazańca traktowane jest jako dubler, jako materiał nad którym można było eksperymentować i w razie powodzenia zająć się szerzeniem danej praktyki, już na szlachetnych, zacnych ciałach. W razie niepowodzenia taktykę badania zmieniano i dalej wykorzystywano kolejne ciała skazańców.

Udostępnianie ciała skazanego na śmierć mogło być swego rodzaju układem – eksperymentowanie miało być ceną wolności. Jeśli eksperyment się powiódł, król mógł zadecydować o ułaskawieniu skazanego. Ryzyko zatem było równoznaczne z potencjalnym wynagrodzeniem za nie.

Warto wiedzieć, że przez bardzo długi czas, to właściwie skazani na śmierć stanowili jedyny podmiot, na którym lekarze mogli uprawiać sekcję zwłok. Sama sekcja zaś miała być przedłużeniem sankcji karnych. Jeszcze w XVIII w. Francji czy Anglii ingerowanie w ciało ludzkie, nie spotykało się z aprobatą ze strony społeczeństwa i długo zajęło, zanim wykonywanie sekcji zwłok uprawomocniło się jako pełnoprawna nauka.

Poświęcenie ciała skazańca w XVIII wieku dla wielu nie było procederem wątpliwym etycznie, w myśl zasady, że skazany jest i tak jest bytem marginalnym, jego ciało zatem można potraktować jako zbyteczne.

Nie dla wszystkich medyków jednak, mechaniczny sposób podejścia do ciała skazańca był akceptowalny. Pojawiła się nawet opinia, świadcząca o wątpliwej jakości moralnej realizowanego procederu. Lekarz miał za zadanie przede wszystkim podtrzymywać życie ludzkie, nie zaś doprowadzać do jego zrujnowania.

W 1752 roku pojawia się Maupertuis ze swoją koncepcją „eksperymentu jako odkupienia i pożytku”. Filozof jest zdania, że kara jest pożyteczna dla społeczeństwa, a eksperymentowanie na więźniach mogłoby tym bardziej przynieść korzyści. Uważa przy tym, że poddający się eksperymentowi mają prawo do ułaskawienia, tym bardziej, że są skłonni odkupić swoje winy.

Mechanizm przeprowadzenia eksperymentu ma określone podstawy:

1) więzień musi wyrazić zgodę na przeprowadzenie eksperymentu – zachęcony wysoką stawką;

2) im bardziej podmiot (skazaniec) jest uzależniony od dobrej woli eksperymentatora, tym większe szanse na to, że zgodzi się na proponowane warunki;

3) władza karania staje się władzą eksperymentowania.

Ciało skazańca staje się zatem utylitarnym narzędziem w rękach społeczeństwa. To ono ma najwięcej skorzystać na procesie dehumanizacji.

Warto wiedzieć, że choć projekty dotyczące prowadzenia badań na skazanych na śmierć pojawiały się często, kategoryzując to działanie, albo jako nieetyczne, albo wręcz odwrotnie – jako suma ofiary poniesionej na rzecz większego dobra, jeszcze w 1805 roku w orzeczeniach sądowych pojawia się rzeczona problematyka w kontekście filozofii kary. Poddane pod wątpliwość zostaje samo stwierdzenie, czy zamiana kary w eksperyment nie pozbawia jej sensu, nie neguje koncepcji sprawiedliwości.

O koncepcji kary pisze Kant, który jest zdania, że przeprowadzanie eksperymentów na żywych organizmach jest niedorzeczne. Według Kanta handlowanie sprawiedliwością przeczy jej idei. Uważa, że skazany za morderstwo w związku z powziętym ryzykiem wzięcia udziału w eksperymencie, w przypadku gdyby wyszedł z niego cało, mógłby po zwolnieniu z więzienia, ponownie uciec się do przemocy.

W kontekście przyjętej przez Kanta dialektyki, sprawiedliwość staje się mierzalna i można byłoby wyznaczyć jej cenę.

Przyjęcie modelu kary-eksperymentu zdaniem wielu nie może służyć konstytuowaniu funkcji odstraszającej jaką jest nieuchronność śmierci. Jeśli nieuchronność śmierci zostanie zastąpiona ryzykiem powodzenia i zakładu, dewaluacji zostanie poddane samo pojęcie kary.

Zupełnie inne stanowisko przyjmuje botanik Denis Dodart, który jest zdania, że skazani na śmierć zajmują pośrednie miejsce w hierarchii, pomiędzy ludźmi, których nie można narażać na niebezpieczeństwo, a zwierzętami, na których można eksperymentować dowolnie. Zdaniem Dodarta pozbawianie życia skazańca nie jest przestępstwem, skoro zostaje ona skazany na pewną śmierć. Eksperymentator nie musi brać na siebie odpowiedzialności za to, że umarł, ponieważ i tak niechybnie by go to spotkało. W tym kontekście skazani na śmierć znajdować się mają między życiem a śmiercią, więc ich ciało posiadając specyficzny status, może zostać poddane eksperymentowi.

Filozofem odpowiedzialnym za ukucie pojęcia „śmierci cywilnej” był Fichte, którego zdaniem w chwili skazania przestępcy na śmierć traci on wszelkie prawa społeczne. Fichte tym samym uznaje, że tracąc prawa skazaniec staje się przedmiotem, narzędziem w rękach tych, którzy takie prawa nadal posiadają. Ci, którzy znęcają się nad ciałem skazanego mogą spotkać się jednakże z pewnego rodzaju ostracyzmem społecznym, wykluczeniem, zniesławieniem, dlatego należy potrafić postawić sobie jasną granicę działania, której nie powinno się przekraczać.

Fichte przestrzega przed torturowaniem skazanych na śmierć, mimo że jednocześnie przyznaje, że skazani żyjącym życiem „umarłych za życia”, zarówno dla państwa, jak i społeczeństwa stają się obiektami, ciałami zwierzęcymi (już nie ludzkimi).

Co prawda Fichte nie odnosi się do kwestii eksperymentowania na więźniach, ale konstytuuje status człowieka skazanego na „śmierć cywilną”, pozbawionego wszelkich praw – w tym prawa do swojego ciała.

Pod koniec XIX wieku pojawiło się wiele głosów przemawiających za eksperymentowaniem na skazanych na śmierć. W 1813 roku Francois-Emmanuel Fodere optował za stworzeniem przy każdym wydziale medycznym aresztu, albo cel, w których przebywali skazani na śmierć, oczekujący na eksperyment. Zamiast umierać śmiercią, która nie przyda się społeczeństwu, mogą się jemu przysłużyć poddając swoje ciało odpowiednim doświadczeniom. W tym kontekście należałoby zdefiniować pojęcie „ciała wyjątkowego”, na którym można byłoby eksperymentować. Wolni, prawi ludzie nie nadają się do takich praktyk, co innego skazane, wykluczone ze społeczeństwa jednostki.

Innego zdania jest Max Simon, który w swojej pracy z 1845 roku konstatuje, że eksperymentowanie na tzw. „upadłych ciałach” jest hańbą dla nauki, i przeczy to autorytetowi lekarza.

Według zwolenników eksperymentowania na skazanych na śmierć do głosu winna dochodzić następująca argumentacja:

  • przestępcy pozbawieni są moralności, a co za tym idzie człowieczeństwa. Nie mogą zatem oczekiwać szacunku, którego nie mieli dla tych, których skrzywdzili;
  • jeśli skazany ma by stracony, niech jego śmierć będzie użyteczna dla społeczeństwa i dla nauki. Życie przyszłych pokoleń ma mieć bowiem znacznie większe znaczenie, niż życie skazańca – pojedynczego podmiotu;
  • poświęcając ciało wyższemu celowi, jakim jest udział w eksperymencie skazany służy ludzkości i odkupuje tym samym, swoje winy;
  • skazaniec umiera za życia, nie posiada zatem żadnej osobowości prawnej, a skoro tak jest jego ciało nie należy dłużej do niego, i może stać się narzędziem w rękach eksperymentatora.

Retoryka przeciwników eksperymentowania na skazanym była zgoła odmienna. Podnosiła przede wszystkim kwestię moralności, etyki lekarza, który przede wszystkim ma nie szkodzić, nie krzywdzić, nie zadawać bólu, oraz do samego pojęcia „kary” i sprawiedliwości, które przy zawarciu układu ze skazanym tracą na wartości.

Niezależnie od przyjętego punktu widzenia, oba stanowiska traktują o problematyce ważnej, ale i niejednoznacznej. Rozstrzygnięcie sporu i przyznanie jednej racji wydaje się niemożliwe, zarówno z punktu widzenia XVIII i XIX wiecznej nauki, jak i współczesnych deliberacji.

Źródła:
G. Chamayou, Podłe ciała, Słowo obraz terytoria 2013.

Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl