Tagi

Powiązane wpisy

Podziel się

O modelowych horrorach kina lat 30.-tych: „Dracula” i „Frankenstein”


Plakat do filmu "Frankenstein", rok 1931, Wikimedia Commons

Plakat do filmu „Frankenstein”, rok 1931, Wikimedia Commons

O ile w literaturze grozy jako najbardziej znakomitych przedstawicieli gatunku wymienia się Edgara Allana Poe i Howarda Philipsa Lovecrafta, którzy dzięki swojej wyjątkowej intuicji, neurotycznemu charakterowi oraz zdumiewającej wyobraźni stworzyli cały szereg postaci, opowieści i zdarzeń, określanych mianem niesamowitych, o tyle w świecie filmu do takich „ikon” należą Tod Browning, twórca „Draculi” (1931) czy „Dziwolągów” (1932), jak i James Whale I, odpowiedzialny za powstanie takich obrazów, jak „Frankenstein” (1931), „Narzeczona Frankensteina” (1935), czy „Niewidzialny człowiek” (1933), choć ten pierwszy w swojej karierze nakręcił tylko jeden z prawdziwego zdarzenia horror (właśnie „Draculę”).

Zarówno Browning, jak i Whale doskonale zdawali sobie sprawę z tego, do jakich mechanizmów należy sięgnąć, aby widza przestraszyć a jednocześnie zaintrygować. Bo na tym właśnie polega fenomen kina grozy i paradoks kina gatunkowego, jakim jest horror. Widz ma odczuwać jednocześnie lęk i fascynację oglądanym obrazem, przerażenie i podniecenie.

Swoje zainteresowanie grozą i niesamowitością Browning przejawiał od najmłodszych lat: ucieczka z domu w wieku szesnastu lat, a następnie dołączenie do wędrownego cyrku nie sprawiła mu większej trudności. Szczególne znaczenie dla jego późniejszego ukształtowania przyjętej estetyki miała fascynacja wszystkim tym, co dziwne (choćby freak show), niesamowite, ukryte czy zdeformowane.

flickr.com/photos/ tom-margie CC-BY-SA

Kadr z filmu „Frankenstein”, rok 1931
flickr.com/photos/ tom-margie CC-BY-SA

Po piętnastu latach od ucieczki z domu Browning wreszcie trafił do Hollywood, gdzie początkowo występował w komediach slapstickowych, następnie reżyserował własne (powstało ich około 40). Na początku lat 20. dosięgnął go kryzys (śmierć ojca wpędziła Browninga w depresję i alkoholizm, skutkiem czego było odejście żony i zmniejszone zainteresowanie producentów filmowych jego pracą – finalnie i żona i producenci postanowili dać mu drugą szansę), jednak do wybuchu wojny wyreżyserował aż 31 filmów pełnometrażowych.

Fenomen Browninga polega na tym, że nawet gdyby nakręcił wyłącznie jedno dzieło – „Draculę” stałby się popularny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że do dnia dzisiejszego jest to jeden z najbardziej inspirujących utworów w historii kina grozy. Owszem, „Dracula” Browninga może wydać się zbyt teatralna, ale czy nie na tym także polega jej urok?

Potrzeba odczuwania lęku uznawana jest za jedną z rudymentarnych, pierwotnych potrzeb ludzkich. Lubimy się bać, choć nasz strach musi być kontrolowany. Filmy grozy stają się formą zabawy, rozrywki. Akceptujemy proponowaną konwencję, także dlatego, aby móc oderwać się od tego, co w rzeczywistości może napawać lękiem.

Oba kultowe obrazy: „Dracula” i „Frankenstein” powstały w tym samym roku – 1931. Oba wylansowały sylwetki aktorów, które po dziś dzień kojarzą się z kwintesencją grozy – mowa tu oczywiście o Borisie Karloffie i Beli Lugosi. To właśnie ci dwaj aktorzy odpowiedzialni byli za wykreowanie na ekranie nowego typu bohatera: strasznego ale zarazem fascynującego. Monstrum Frankensteina, mimo że wzbudza w odbiorcach strach, jednocześnie wywołuje współczucie, co jest dość niezwykłe. Zgoła odmienne emocje budzi z kolei Dracula – żywy trup, którego unicestwienie ucieszyłoby publiczność.

Plakat do filmu "Dracula", rok 1931, Wikimedia Commons

Plakat do filmu „Dracula”, rok 1931, Wikimedia Commons

Sukces „Draculi” z 1931 r. (swoją drogą kręconej w dwóch wersjach, w tej samej scenografii, w dzień i w nocy : angielskiej i hiszpańskiej) uzmysłowił szefom Universalu, siłę, jaka tkwi w kinie grozy, co sprowokowało wyprodukowanie w następnych latach kolejnych obrazów, niekoniecznie dobrych, ale publiczność zdawała się tego nie widzieć. W kolejnych latach Dracula pojawia się na ekranach dość systematycznie (choć nie zawsze fizycznie jest obecny, często bywa tłem opowieści, odniesieniem, kontekstem). W 1936 roku w obrazie „Córka Draculi”, w 1943 roku w „Synu Draculi” a w 1944 w „Domu Frankensteina”, gdzie pysznie spędza czas z Frankensteinem i Wilkołakiem.

Popularność „Draculi” wpłynęła też zasadniczo na karierę Bela Lugosi. Z jednej strony praktycznie z dnia na dzień stał się synonimem i ikoną kina grozy, aktorem, którego teatralne gesty, maniery, przenikliwe oczy, węgierski akcent stały się przedmiotem nieustannego naśladowania, z drugiej zaś notoryczne utożsamianie go z hrabią Draculą całkowicie zrujnowało jego karierę. Jego „bycie” sprowadzało się tym samym wyłącznie do rywalizowania z Borisem Karloffem o tytuł najpopularniejszej gwiazdy gatunku kina grozy.

Nie ulega wątpliwości, że „Dracula” zasługuje na tytuł klasyka gatunku, mimo wielu niedociągnięć, zarówno obsadowych, oświetleniowych, zbyt wielu statycznych ujęć, nieprzekonujących dialogów, czy niezdarnego operowania kamerą.

Ciekawostką jest to, że słabości Browninga wykorzystał Whale, który pracując przy „Frankensteinie” pragnął stworzyć dzieło ponadczasowe, uniwersalne i jeszcze popularniejsze niż „Dracula”. Warto podkreślić, że początkowo w rolę potwora Frankensteina miał się wcielić właśnie Bela Lugosi, ale odrzucił rolę, ponieważ nie chciał grać postaci, która nie wypowiada na ekranie ani jednego słowa. Tym samym, Whale na potwora wybrał wówczas 44-letniego Borisa Karloffa, który dzięki znakomitej charakteryzacji Jakca Pierce’a przeobraził się w najbardziej rozpoznawalnego i kasowego potwora wszech czasów.

Premiera filmu, która odbyła się 4 listopada 1931 roku w Mayfair Theatre na Time Square wzbudziła absolutną sensację. W niedługim czasie przychód filmu wyniósł 12 milionów dolarów (co przy koszcie produkcji na poziomie 262 tysięcy był absolutnym sukcesem).

flickr.com/photos/tom-margie CC-BY-SA

Kadr z filmu „Frankenstein”, rok 1931
flickr.com/photos/tom-margie CC-BY-SA

Pamiętać należy, że dopiero w 1985 roku światło dzienne ujrzała pełna, nieocenzurowana wersja filmu, zawierająca w sobie m.in. scenę morderstwa małej dziewczynki – Marii, scenę wieszania ciała Frankensteina, czy scenę, kiedy Frankenstein wypowiada kwestię: „Teraz już wiem, jak to jest być Bogiem”.

Przyjęcie na siebie roli potwora było niemałym obciążeniem dla Borisa Karloffa – sam makijaż zajmował każdego dnia ponad 3 godziny, należy mieć przy tym świadomość tego, że nakładanie kitu na twarz nie mogło należeć do najprzyjemniejszych czynności. Ponadto Karloff nosił za małe ubrania, ciężkie buty (każdy z nich ważył po 13 kilogramów) i kwadratową sztuczną czaszkę.

Fenomen horroru polega na wywołaniu w widzu takich emocji, które określić możemy jako pociąg do czegoś przerażającego. Widzowie poszukują w horrorach tego, czego powinni unikać. Noel Carrol w „Filozofii horroru” pisze: „Łączenie elementów przyciągania i odstręczania jest podstawową właściwością horroru” i trudno się z tym nie zgodzić. Istotnie, obraz filmowy ma za zadanie intrygować i obrzydzać jednocześnie. Mamy odczuwać niepokój, lęk, ale i przemożną fascynację tym, co absurdalne, irracjonalne, niepojęte. Założenia te spełnia zarówno „Dracula” i „Frankenstein”, dlatego można mówić o modelowym obrazie gatunkowym w obu przypadkach i nieprzemijającej aktualności tych dzieł. 

Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl