Ikony kina: Marlon Brando cz. 1


Marlon Brando flickr.com/photos/ethanhickerson (CC-BY)

Marlon Brando
flickr.com/photos/ethanhickerson (CC-BY)

Historia życia Marlona Brando, uważanego przez wielu za jednego z najwybitniejszych aktorów kina XX wieku jest pełna bólu, rozpaczy, dramatów, tragedii, narcystycznego samouwielbienia, ogromnej dozy seksualności, egoizmu, egocentryzmu, braku skrupulatności i samotności.

To, że Brando był wybitnym aktorem – nie ulega najmniejszej wątpliwości. Udowodnił to w „Tramwaju zwanym pożądaniem” (1951), „Na nabrzeżach” (1954), „Ojcu chrzestnym” (1972) i „Czasie Apokalipsy” (1979). Kiedy tylko mu się chciało, grał wybitnie, przyciągał jak magnes, był bezkonkurencyjny. Problem w tym, że w większości przypadków mu się nie chciało, zaś o samej sztuce aktorskiej wypowiadał się w sposób co najmniej lekceważący.

Znakomita część filmów, które zrobił to niewiele warte obrazy, podczas kręcenia których Brando zwykł ignorować jakiekolwiek konwenanse: nie przychodził na próby, nie uczył się tekstu, improwizował, potrafił znikać na wiele dni, co każdorazowo kosztowało studio olbrzymie pieniądze, ingerował w scenariusz, dyktował warunki reżyserowi, pouczał operatorów jak mają wyglądać poszczególne kadry, jak ustawić oświetlenie. Jednym słowem, był nieznośny, arogancki, czym doprowadzał pracujących z nimi ludzi do skraju załamania nerwowego.

Mimo to przez kilka dekad przyciągał nieustannie tłumy przed ekrany kin, odbiorników telewizorów. Przyciągała jego wewnętrzna siła i magnetyzm.
Brando nigdy nie ukrywał, że kręci filmy dla pieniędzy, i że gdyby mógł poświęciłby się innej, równie dochodowej profesji.

Relacje z aktorem nigdy nie należały do najłatwiejszych. Jego stosunek do innych, kobiet i mężczyzn, a także siebie był godny pożałowania. Brando był niezdyscyplinowany, bezkrytyczny i absolutnie zapatrzony w siebie. Współpracujący z nim przy sztukach teatralnych wspominali, że nie miał w zwyczaju słuchać niczyich poleceń, zapominał tekstu niwecząc tym samym pracę innych aktorów, kiedy miał być poważny, śmiał się, puszczał bąki zwrócony do publiczności, bekał, kiedy miał być śmieszny i rozbawiony, zamieniał się w posąg, ewentualnie krzyczał, odgrywał pełne dramatyzmu sceny.

Praca z Brando musiała być koszmarem. Nie tylko ze względu na jego lekceważący stosunek do ludzi, i ich pracy, ale przede wszystkim ze względu na jego niezrównoważenie i nieprzewidywalność.

Podobnie jak relacje w pracy zawodowej, tak jego wcześniejsze relacje w domu rodzinnym nie należy do udanych. Ojciec ignorant, skupiony całkowicie na sobie i na swoich kochankach, bezustannie krytykujący, szydzący, zupełnie niewspierający, tylko raz w roku przytulający swoje dzieci (Brando miał siostrę) – na Boże Narodzenie. Matka – nieszczęśliwa w małżeństwie, lekceważona przez męża, była jedynym wsparciem dla syna, a on dla niej. Temat matki będzie przez całe życie tematem tabu u Brando. Ich relacja, uznawana przez wielu za toksyczną (jako młody chłopak Marlon niejednokrotnie zmuszony był do wyciągania matki z melin, rynsztoków i przyprowadzania jej pijanej lub pod wpływem środków odurzających do domu, gdzie ją rozbierał, mył i kładł do snu. Ona z kolei wielokrotnie wspominała, że jej syn jest piękny jak młody bóg, co przyczyniło się do rozpropagowania fali spekulacji, jako by tych dwoje miała łączyć miłość kazirodcza), okaże się jedną z najtrwalszych w życiu Brando.

Marlon Brando,  Eva Marie Saint  flickr.com/photos/classicvintage (CC-BY)

Marlon Brando, Eva Marie Saint
flickr.com/photos/classicvintage (CC-BY)

Lekceważący stosunek do wszystkich i wszystkiego odnalazł swoje odzwierciedlenie w stosunku Brando do seksualności. Nie ulega bowiem wątpliwości, że erotyka zajmowała naczelną rolę w życiu aktora. Nie przepuścił nikomu. Przez jego łóżko przewinęły się tysiące kobiet i dziesiątki mężczyzn. Do jego podbojów zalicza się mniej i bardziej znane aktorki. Wśród nich, m.in.: Marilyn Monroe, Ava Gardner (będąca wówczas żoną Franka Sinatry), czy Vivien Leigh (będącą żoną Laurence’a Oliviera. Zresztą, kiedy pierwszy raz zobaczył na planie Vivien powiedział swojemu przyjacielowi, że tak bardzo „chciałby ją zerżnąć, że aż go bolą dziąsła”), statystki, garderobiane, sąsiadki, ich matki.

Brando uwodził, porzucał, znikał jak kamfora, powracał, znowu znikał, i tak w kółko. Niektóre z jego związków przetrwały w ten sposób wiele lat. Dla niektórych z tych kobiet był to jeden z przyczynków do targnięcia się na własne życie. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że jedyną osobą, którą się przejmował był on sam. W dodatku zaraził kiłą i innymi chorobami wenerycznymi pół Stanów Zjednoczonych, a przy okazji począł kilkanaścioro dzieci – jedne uznał (niekoniecznie z korzyścią dla nich), o innych istnieniu nie miał pojęcia.

Brando nie przebierał w środkach. Podrywał studentki, turystyki, pomoce domowe, niezależnie od rasy, koloru skóry, pochodzenia. Fascynowały go kobiety o orientalnej urodzie – Afroamerykanki, Hinduski, Japonki, Hawajki, Taitanki. Często też nie przywiązywał uwagi do płci. Liczyła się zabawa, żądza…

Źródła:
F. Forestier, Marlon Brando. Piękna bestia, Wydawnictwo Sonia Draga 2013.
G. Lawrence, Marlon Brando. Rozmowy, Axis Mundi 2013.
F. Colombani, Marlon Brando: anatomy of an actor, Phaidon Press Ltd 2013.

CDN

Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl