Tagi

Powiązane wpisy

Podziel się

„Czerwone buciki” Andersena, czyli czego nie czytać dzieciom


Helen Stratton,1899, Wikimedia Commons

Helen Stratton,1899, Wikimedia Commons

W odróżnieniu od baśni braci Grimm, baśnie Hansa Christiana Andersena uchodzą za znacznie mniej okrutne i mniej dosadne. Warto mieć jednak na uwadze, że o ile w swoim ogólnym brzmieniu ta teza znajduje potwierdzenie, o tyle, także i w twórczości Andersena znajdują się utwory bezwzględne, okrutne, owszem, moralizatorskie, ale w swojej dialektyce kary, zbyt dosłowne, aby miały być odpowiednie dla najmłodszych. Takim utworem są bez wątpienia „Czerwone buciki”.

 

Pomysł na „Czerwone buciki” narodził się najprawdopodobniej na przełomie 1884/1885 roku, kiedy Andersen dużo podróżował, a każda podróż przynosiła mu serię doświadczeń i zaskakujących w jego życiu zwrotów. W tym czasie był m.in. w Weimarze, Dreźnie, Lipsku,

i Berlinie. Ponad wszystko ukochał sobie Weimar, miasto artystów, w których poznał wówczas 26-letniego Karola Aleksandra, duńskiego księcia, do którego zapałał od razu wielką namiętnością. Karol Aleksander, mimo poślubienia duńskiej księżniczki Zofii, odwzajemniał uczucia Andersena i z tej oto relacji narodziła się pełna emocji przyjaźń, która dodawała Andersenowi energii do działania.

 

Święta Bożego Narodzenia 1844 roku Andersen spędził już w Danii, w dworku Bregentved. Dość istotne wydaje się przy tym podkreślenie, że przebywając w Danii, Andersena bardzo często dopadał melancholijny, depresyjny nastrój, miewał ataki paniki, chronicznego strachu. W Danii pisarz czuł się outsiderem, co znajdowało swoje odzwierciedlenie w tworzonych utworach. W 1845 roku powstał nowy zbiór baśni, zatytułowany po prostu „Nowe baśnie”, i to właśnie w nim pisarz zawarł „Czerwone buciki”, będące przedmiotem niniejszego postu.

 

Fabuła jest dość prosta: oto biedna sierota Karen, która zostaje przyjęta na dwór zamożnej damy, nie do końca będąca w stanie docenić gestu, i wykorzystać szansy, jaka została jej dana, skupia się na bardziej prozaicznych sprawach, jak wręcz obsesyjna chęć posiadania czerwonych bucików, podobnych do tych, które to po raz pierwszy widzi u księżniczki. Buty te otrzymuje, na w poły podstępem i odtąd staje się całkowicie od nich zależna.

Trudno pojąć dlaczego właśnie chęć posiadania owych czerwonych butów miała tak ogromne znaczenie dla Karen, czy było to podyktowane chęcią zbliżenia się (pozornego) do pewnego statusu, czy wiarą w mechanizm zastąpienia (Karen wcześniej posiadała czerwone trzewiki, wykonane ze skrawków skóry, w dość nieumiejętny sposób, przez żonę szewca, których to po oddaniu się pod opiekę starszej damy, musiała się pozbyć). Pewne natomiast jest to, że u Andersena stopy winny kojarzyć się z ludzką duszą (takie same konotacje budzi baśń o „Małej Syrence”).

 

Helen Stratton,1899, Wikimedia Commons

Helen Stratton,1899, Wikimedia Commons

Nie zapominajmy, że przestrzeń duchowa Andersena to przestrzeń kultury protestanckiej. Przestrzeń, w której zarówno pojęcie sacrum, jak i surowego, starotestamentowego Boga, stanowią jej stałe składowe. Przestrzeń ta doskonale odnajduje się w baśniach Andersena, co widoczne jest w szczególności w „Czerwonych bucikach”. Oto, prosta Karen (mająca tak samo na imię, jak przyrodnia siostra Andersena), idąc na konfirmację, zamiast próbować podjąć dialog z Bogiem, zakłada błyszczące trzewiki, na których skupia całą swoją (i na jej nieszczęście nie tylko) uwagę. Ale Bóg przecież i tak jest milczący, a nowe buciki takie piękne.

Karen nie jest w stanie partycypować w sferze sacrum, bo jej nie rozumie (idąc za Rudolfem Otto, sacrum to stan, w którym nawiązuje się relacje z numinosum, będącym siłą, która jednocześnie wzbudza trwogę i lęk, ale też pociąga i zniewala). Samo określenie ontologii sacrum nie wystarczy przecież do uczestnictwa w nim, konieczne jest zdanie sobie sprawy z niewyrażalnej tajemnicy, która dla dziewczyny jest za bardzo odległa.

Problem polega jednak na tym, że porządek panujący w etyce protestanckiej nie przyjmuje takiego tłumaczenia, więc dziewczyna musi ponieść karę.

I faktycznie ją ponosi. Nie od razu, a przy następnej próbie, której zostaje poddana. Zamiast pozostać przy swojej, chorej opiekunce, udaje się na bal, w swoich błyszczących, czerwonych bucikach. Chwilę później Karen zostaje skazana na wieczny taniec, w lesie, w polu, za dnia i w nocy. Skazuje ją na to zesłany z nieba anioł. Absolutnie bezwzględny. Zmęczona niemożnością panowania nad swym losem, zapanowania nad swoją duszą, oddaje się w ręce kata, który na prośbę dziewczyny odcina jej stopy, wraz z czerwonymi bucikami. One żyją nadal, równie żywotnie podskakując, co wcześniej. Ona też próbuje żyć: o kulach, wracając do punktu wyjścia, żebrząc, aby przetrwać. Wraca do kościoła, w którym pogodzona z Bogiem dokonuje żywota, a w niebie „nikt już nie pytał o jej czerwone buciki…”.

Źródła:
H.Ch. Andersen, Czerwone buciki.
J. Wullschläger, Andersen: życie baśniopisarza, WAB 2005.

Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl