O GROZIE JAPOŃSKIEJ CZ. 1 – POCZĄTKI: HYAKUMONOGATARI, KAIDAN I KOKKURI...

Początki grozy japońskiej sięgają zamierzchłych czasów. Wzmianki dotyczące kontaktów ludzi i duchów pojawiły się już co prawda w Genji Monogatari (powieści z XI wieku), ale okresem, który uważa się za ukształtowanie gatunku było bez wątpienia Edo (1600-1868 wiek). Edo było okresem bardzo szczególnym: w kontekście zachodzących procesów historycznych (m.in. dojście do władzy rodu Tokugawy, rozbudowywanie miast, zdegradowanie roli cesarza) czy kulturotwórczych (zamknięcie granic i niechęć wobec wpływów zewnętrznych, sprzyjała izolacji Japonii i skoncentrowaniu się w pełni na rozwoju rodzimej sztuki, literatury, malarstwa, poezji i teatru). To wtedy tak popularna stała się gra o nazwie Hyakumonogatari Kaidan kai – gracze siadali w kole i opowiadali sobie historie pełne grozy. Każda historia miała swój własny, niepowtarzalny klimat i nie sposób odmówić im wyjątkowości. Pomysł na stworzenie gry o nazwie Hyakumonogatari wziął się z tęsknoty ludzi za zmrokiem, dlatego w upalne, wilgotne wieczory, kiedy już każdy miał dość palących promieni słońca, wdzierających się w każdą szczelinę, gromadzili się w wyznaczonym miejscu, w otoczeniu stu świec, i opowiadali upiorne historie. Po każdej z nich gaszono jedną świecę, aby umożliwić duchom zbliżenie się do ludzi. Opowieści nawiązywały najczęściej do historii wioski, albo osobistych przeżyć, doświadczeń narratora. Gra kończyła się wraz z wypaleniem ostatniej świecy, i z oczekiwaniem na przyjście czegoś, albo kogoś, kto czai się  ciemnościach. Początkowo Hyakumonogatari było grą popularną wyłącznie wśród wyższych sfer: w szczególności wśród samurajów (którzy podobno stoją za jej wynalezieniem, jako testu odwagi dla swoich towarzyszy) i arystokracji. Z czasem jednak, gra stała się tak popularna, że stała się codziennością przy wieczornych spotkaniach pozostałych warstw społecznych: klasy robotniczej, chłopów, mieszczan, aż w końcu jej zasięg objął całą Japonię (podobnie było przecież z kokkuri). Największa trudność polegała na opowiadaniu takich historii, które nie były nikomu ze zgromadzonych wcześniej znane. Nie mogły być nudne, ani osłuchane. Musiały być barwne, a ich skala barwności mierzona była w oparciu o przerażenie, jakie budziły wśród słuchaczy. Na fali popularności gry Hyakumonogatari bardzo szybko zajęto się wydawaniem książek, które miały trafić do szerszej publiczności, a które swoimi tytułami przyciągały odbiorców (największym ich atutem miał być zwrot: hyakumonogatari – stu opowieści). Pierwsza z nich, wydana w 1677 roku nosiła nazwę Shokoku Hyakumonogatari, stanowiła zbiór stu opowieści z różnych stron świata. Po Shokoku Hyakumonogatari nastała złota era dla podobnych pozycji, dlatego pojawiły się w niewielkich odstępach czasu, ciesząc się niezmiennie poczytnością. Wystarczy choćby wspomnieć o: Shokoku Shin Hyakumonogatari, Osogi Hyakumonogatari, Taihei Hyakumonogatari czy Bansei Hyakumonogatari. Oczywistym jest, że kluczem zainteresowania odbiorców, zarówno grą, jak i później poszczególnymi książkami nie było opowiadanie samo w sobie, ale opowiadanie historii niesamowitych, w których świat przedstawiony jest światem zjawisk nadprzyrodzonych. Terminem, który najlepiej oddawał charakter tych opowieści był kaidan (inaczej kwaidan), odpowiadający temu, co dziwne, tajemnicze a odnoszące się do rozmowy, czy recytacji. Warto mieć przy tym na uwadze, że kaidan odnosi się konkretnego gatunku historii, nie do wszystkich historii z duchami i potworami w tle. Historie te nie muszą być straszne, ale mają być dziwne.   Wraz z zakończeniem epoki Edo, i nadejściem nowego okresu historycznego – Meiji (1868-1912), światopogląd Japończyków, także w kontekście odbierania zjawisk nadnaturalnych uległ modyfikacji. Wówczas dużą popularnością cieszyła się gra kokkuri, za pośrednictwem której przywołuje się ducha, który odpowiada na pytania związane z przyszłością. Popularność kokkuri wskazała zmianę kierunku wierzeń Japończyków, którzy w okresie Meiji odeszli od tradycyjnych ich form, na rzecz gry, która okazała się nie tylko intrygująca i pociągająca, ale mniej wymagająca intelektualnie dla wielu ludzi. Szaleństwo kokkuri ogarnęło każdego, niezależnie od stanu posiadania czy zamożności. Ci, którzy brali udział w tym szaleństwie, byli przekonani, że kokkuri musi być albo jednym z rodzajów  yōkai albo zjawiskiem tajemniczym, tzw. fushigi. Głównym zamierzeniem gry było nie tyle, co pobudzanie wyobraźni i testowanie psychiki obecnych interlokutorów, a faktyczna próba komunikacji z duchami. Wyjaśnienie czym jest kokkuri, skąd pochodzi i jak działa prowokowało wiele hipotez. Inoue Enryō – japoński filozof, badacz kultury (1858-1919) był zdania, że kokkuri, w swojej całej egzotyczności nie może pochodzić z Japonii, musi pochodzić z importu, z zagranicy, z tego obcego, dalekiego świata. I faktycznie tak było, problematyczne jednak wydaje się precyzyjne określenie, kto i w jakich okolicznościach kokkuri do Japonii przywiózł. Istnieją dwie hipotezy na ten temat. Jedna z nich mówi o tym, że przywieźli ją z Nowego Jorku mężczyzna i kobieta, którzy w 1884 roku przyjechali do Yokohamy. Inna wersja traktuje o tym, że praktyka kokkuri została wprowadzona przez studenta, który studiował fizykę w Stanach. Czerpanie z obcych wzorów kulturowych i adaptowanie ich na gruncie rodzimym to rzecz naturalna i powszechnie znana. Przekazywanie wiedzy na temat edukacji, systemów politycznych, ekonomii czy instytucji wojskowych staje się kluczowe dla rozwoju cywilizacji, przekazywanie jednak tajemnicy, to już jednak zupełnie osobna kwestia. To, co należy wyraźnie podkreślić, to fakt, że kokkuri jako narzędzie częściowego, lub kontrolowanego opętania (częściowego, gdyż nie może być traktowane jako profesjonalne medium) stało się fenomenem, w którym przekazywanie tajemnicy, a w następstwie tego wywoływanie ducha Kokkuri-san miało zbliżyć uczestniczących w zabawie...

KAWAII: FENOMEN JAPOŃSKOŚCI

Termin „kawaii” stosowany jest na oznaczenie tego, co „słodkie”, „urocze”, „sympatyczne”, „wzbudzające pozytywne emocje”. Najczęściej używa się go w kontekście określenia przymiotów produkcji animowanych, dzieci, zwierząt, a także przedmiotów mających właściwe predyspozycje. Oprócz tego pojęcie „kawaii”, stosuje się na określenie tego, co małe, delikatne czy niedojrzałe. Po raz pierwszy z terminem „kawaii” Japończycy zetknęli się w latach 70-tych ubiegłego wieku. Wówczas kraj ten przeżywał coś, co można określić mianem „kawaii boom”. Wszystko zaczęło się od grupy nastolatków (głównie płci żeńskiej), którzy zaczęli używać pisma, dalekiego od tradycyjnego kanji, celowo infantylizowanego,w którym prym wiodło dorysowywanie serc, uśmiechniętych twarzy, czy wielu wykrzykników. Dodatkowo zaczęto zapisywać tekst od lewej do prawej strony, i koniecznie musiał być bogaty w wiele angielskich zwrotów i wyrażeń. Fascynacja kulturą zachodnią stała się wręcz obsesyjna, co nie zostało dobrze przyjęte przez większość dorołych, a nawet zakazane w niektórych szkołach (odbierano to jako bunt przeciw tradycji). Dość szybko nowy styl pisania stał się problemem na skalę krajową, co wcale nie oznacza, że tracił na popularności. Zyskał nawet wiele nazw: marui ji (na oznaczenie okrągłego pisma), koneko ji („kocie” pismo), manga ji (pismo na wzór estetyki mangowej), oraz buriko ji (pismo „fałszywego dziecka”). Jak podkreśla literatura przedmiotu, można doszukać się związku pomiędzy stylem pisania a wyrażaniem uczuć. Dla zwolenników nurtu „kawaii” dorosłość to utrata wolności – zamiast buntować się agresją (tak jak to ma to często miejsce w kulturze aachodniej), czy prowokować np. swoją seksualnością, można zwrócić się w kierunku epatowania słodkością, infantylizacją, zdziecinnieniem, pielęgnować przy tym niedojrzałość i zabawę. Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że na „kawaii boom” skorzystał najbardziej przemysł i to na masową skalę. Zwłaszcza, że pojęcie „kawaii” zostało bardzo szybko sfeminizowane przez media. Owo sfeminizowanie polegało przede wszystkim na zbudowaniu pewnego obrazu kobiety, która jest „kawaii”. Wskazówki dotyczyły tego, jak kobiety powinny się ubierać, jak zachowywać, aby być „kawaii” (co obejmowało zarówno sposób pozowania do zdjęć, koniecznie ze znakiem „pacyfy”, ale też np. sposób ustawiania kolan podczas podawania herbaty). Bardzo szybko kwintensencją „kawaii” stała się Hello Kitty: jest przecież okrąglutka, malutka, mięciutka, infantylna, a przy tym wszystkim miła, niewinna i pomocna. Brak ust jest jej dodatkowym atrybutem. Na kulturze „kawaii” można bez wątpienia zarobić i to nie mało. „Kawaii” może być przecież wszystko: sprzęty gospodarstwa domowego, ubrania, nawet jedzenie i sposób jego pakowania czy przechowywania. Lody, cukierki, słodycze – wszystko to, może być „kawaii”,w szczególności wtedy, kiedy jest związane (kojarzone) z dziećmi. Fenomen „kawaii” wykorzystała też japońska scena muzyczna. W latach 80-tych pojawili się „kawaii” idole, jak na przykład Seiko Matsuda, która przyczyniła się do popularyzacji kultury „kawaii”, w szczególności w duchu „burriko” („burriko” to termin, sprowadzający się do tego, że kobieta zachowuje się jak dziecko). Od początku lat 70-tych kultura „kawaii” spotyka się z systematyczną krytyką, zwłaszcza ze strony środowisk feministycznych. Trendowi zarzuca się uprzedmiotowienie kobiet (szczególnie w związku z trendem „burriko”), propagowanie wizerunku zdziecinniałego, i sprowadzania ich roli do obiektu mającego przypodobać się mężczyznom. Krytykom nie podoba się także to, że kultura „kawaii” jest zbyt egocentryczna – unika dorastania, koncentruje się na odmowie dostosowania się do tradycji. To oczywiste jednak, że to właśnie kobiety (w porównaniu do mężczyzn) z założenia będą bardziej zaangażowane w propagowanie kultury „kawaii”. Ma to związek z ich sposobem zachowywania się, ubierania, z infantylizacją języka. Wybrany zwłaszcza przez młode kobiety sposób bycia zdaje się być zdecydowanie bardziej akceptowalny wśród kobiet, niż mężczyzn. Można w zasadzie mówić o szeregu zachowań, które wypada, i których nie wypada powtarzać, aby być „kawaii”. Są one skierowane do kobiet i w dużej mierze respektowane prze młode Japonki. Aby zostać uznaną za „kawaii” nie powinno się palić papierosów, ani pić zbyt dużo alkoholu (przynajmniej w miejscach publicznych), powinno się robić wszystko, aby na zdjęciach wychodzić z jak najmniejszą twarzą (duże twarze absolutnie nie są „kawaii”). Kolejnym aspektem są duże oczy (istnieje cały szereg instruktaży, traktujących o tym, jak krok po kroku przy pomocy odpowiednich narzędzi do makijażu sprawić, aby oczy wydawały się conajmniej dwa razy większe), czy całkowite wyeliminowanie owłosienia na ciele (depilacja jest traktowana w Japonii bardzo poważnie). „Kawaii” dziewczyna zobowiązana jest mieć ładne, kształtne, staranne pismo, a także codziennie myć włosy (nawet, kiedy nie są brudne). Dużym faux pass jest mixowanie bielizny (w Japonii kupuje się najczęściej komplety bielizny – w dodatku muszą być koniecznie w jednakowym kolorze. Idąc na randkę koniecznie trzeba mieć na sobie ten sam kolor bielizny, w przeciwnym razie można uznać dziewczynę za chaotyczną, nieporządną a to z kolei absoultnie wyklucza pojęcie „kawaii”). Co warte podkreślenia, niezależnie jednak od głosów krytyki, „kawaii” nie jest tymczasową modą, a bardzo ważnym aspektem życia codziennego w Japonii i na pewno w najbliższym czasie nie ulegnie to zmianie. To, co „kawaii” pojawia się w anime, mandze, w życiu codziennym, w popkulturze. „Kawaii” są karty kredytowe, telefony komórkowe, a nawet prezerwatywy – no bo jak...

KANAMARA MATSURI [GALERIA ZDJĘĆ]

W wielu artykułach poświęconych Japonii dość powszechną praktyką jest pisanie o niej w kontekście tego, co dziwne, śmieszne, inne od tego, co znane kulturze zachodniej. Wykazywanie różnic jest niewątpliwie atrakcyjne, zarówno dla tego, który opisuje dane zjawisko, jak i dla czytelnika, niemniej samo opowiadanie o tym, co zabawne (z punktu widzenia np. naszej rodzimej kultury), czy dziwne, bez wytłumaczenia podłoża takiego stanu rzeczy, nie tylko nie zbliża do poznania jakiegokolwiek zjawiska, ale też utrwala myślenie stereotypowe. W rzeczywistości wszystko jest bardziej skomplikowane, niż z pozoru się wydaje. Festiwal Kanamara, bo o nim dzisiaj mowa, określany też mianem Festiwalu Penisa odbywa się co roku, w pierwszą niedzielę kwietnia (w tym roku będzie to 3 kwiecień) w mieście Kawasaki (prefektura Kanagawa) a patronat nad nim sprawuje świątynia Kanayama. Jak każdy matsuri, i Kanamara łączy w sobie sferę sacrum i profanum, gdzie do tej pierwszej zaliczyć należy choćby obecność przenośnych mikoshi, choć trzeba przyznać że tutaj wyglądają one nieco inaczej, niż zdążyły nas do tego przyzwyczaić inne festiwale. Na festiwalu Kanamara mikoshi to trzy duże falliczne przenośne kapliczki: Kanamara Fune Mikoshi Big Kanamara Mikoshi Elizabeth Nie zmienia to jednak faktu, że w modlitwach nie ma dwuznaczności. Ona sama nie podlega erotyzacji. Uczestnicy Kanamary przyjeżdżają do Kanayamy, aby tak jak miało to miejsce w przeszłości modlić się o szczęście, zdrowie, płodność czy zajście w ciążę. O tym, jakie jest  pochodzenie festiwalu mówi kilka legend. Jedna z nich opowiada o tym, że kiedy bogini Izanami no Mikoto urodziła boga ognia, cierpiała fizycznie tak bardzo, że zlitowało się nad nią dwóch bogów: Kanayamahiko-no-kami i Kanayamahime-no-kami (co ciekawe, bogowie ci zrodzili się z wymiocin Izanami, gdy ta rodziła właśnie boga ognia w bólach) i ją uzdrowiło (oba bóstwa przypisane są do świątyni Kanayama). Według innej legendy dawno temu żyła sobie bardzo piękna kobieta, w której zakochał się demon, jednak ona nie odwzajemniała jego uczucia i postanowiła poślubić innego mężczyznę. To rozgniewało demona, który zadecydował zamieszkać w pochwie kobiety przed jej nocą poślubną. Kiedy małżonkowie próbowali skonsumować swoje małżeństwo, demon odgryzł penisa mężczyźnie. Pomimo, że kobieta wyszła ponownie za mąż, historia się powtórzyła. Rozzłoszczona i zrozpaczona, udała się do kowala, który wykonał jej stalowego penisa, na którym demon złamał zęby, umożliwiając jej wreszcie normalne życie. Legendy, legendami, ale festiwal Kanamara ma też historyczny powód: w Kanayamie modlono się o ochronę i szczęście. W Kawasaki „domy herbaty”, do których uczęszczali podróżni oferowały nie tylko poczęstunek i napitek, ale również towarzystwo pań. Prostytutki często odwiedzały świątynie Kanayama, w której modliły się o ochronę przed chorobami wenerycznymi. Dzisiaj festiwal Kanamara to przede wszystkim dobra zabawa, ale też nadal podnoszenie świadomości dotyczącej bezpiecznych zachowań seksualnych i zapobieganiu HIV. Święto jest szczególnie popularne wśród turystów, ale także gejów, lesbijek i transseksualistów z całej Japonii. Charakterystyczną cechą wszystkich matsuri jest możliwość zakupu jedzenia, czy festiwalowych pamiątek, a także wzięcie udziału w specjalnie przygotowanych na ten dzień atrakcjach. I w tym względzie Kanamara nie zawodzi. Podczas trwania festiwalu istnieje możliwość „rzeźbienia” penisa z białej rzodkwi. Można zakupić cukierki i lizaki w kształcie fallicznym – co spotyka się z naprawdę dużym entuzjazmem, kupić breloczek, długopisy, zabawki, a nawet świece – wszystko w tej samej konwencji. Co ciekawe i ważne przy tym, wszystkie wpływy ze sprzedanych przedmiotów idą na badania profilaktyczne w kierunku AIDS. Źródła: Tofugu.com Huffingtonpost.com Notesofnomads.com Samanta Pleskaczyńska –...

SMOK NIE TAKI STRASZNY…

W wielu kulturach, w szczególności Dalekiego Wschodu (choć oczywiście nie tylko) smoki to stworzenia mityczne, a co za tym idzie nieodłączny element wielu opowieści. Z punktu widzenia nauk o kulturze smoki to bardzo silny i trwały symbol wiary w pradawne istoty, mające władzę nad żywiołami, a często (jedno wynika z drugiego) i nad ludzkim losem. Literatura przedmiotu zwykła dzielić smoki na te mające swój rodowód w kulturze wschodu i zachodu. I chociaż odróżnienie tych dwóch kręgów kulturowych ma tu zasadnicze znaczenie (smoki zachodu to przede wszystkim antagoniści świętych i rycerzy – czyli symbolu czystości, walki dobra ze złem; zaś smoki wschodu to przeciwnicy cesarzy, ale też sprzymierzeńcy ludzi), punktem odniesienia dla nich będzie odwieczny strach człowieka przed gadami, zwłaszcza wężami. Nie należy przy tym zapominać, jak silne negatywne konotacje niesie za sobą symbol węża. Wąż to przede wszystkim chaos, zniszczenie, cztery żywioły, perwersja, nieczystość. Wbrew dość obiegowym (ale niestety błędnym) opiniom – pierwsze opowieści o smokach wcale nie pochodzą z Japonii, a z sąsiadujących Chin. Stamtąd szybko dotarły właśnie do Japonii, Korei, a nawet dalej, bo do Persji. Co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie opowieści o smokach zaczęły się kształtować w zupełnie innym kręgu kulturowym – w północnej i środkowej Europie, przede wszystkim wśród terenów górzystych – to tam miały mieć swoje siedziby ogromne, latające gady, to tam miały porywać i przetrzymywać ludzi. W dzisiejszym artykule skupię się jednakże wyłącznie na wyobrażeniach smoków wschodu, zaś do ich zachodnich pobratymcach wrócimy kiedy indziej. W początkach swego istnienia smoki wschodu funkcjonowały jako przeobrażone, monstrualne, dziwaczne węże. Skonkretyzowany wizerunek smoka jawił się wówczas jako stwór z rogami jelenia, szyją węża, pazurami drapieżnego ptaka, krowimi uszami, brzuchem żaby, z rybią łuską. Znana jest liczba łusek: ma ich być dokładnie 117, gdzie 81 z nich to symbol siły yang, a 36 z nich – siły yin. Smoki wschodu utożsamiane są z żywiołem wody. To właśnie do smoków modlono się o deszcz, z tego też powodu smok w Japonii należy do panteonu bóstw shintoistycznych. Rzecz jasna wznoszenie samych modłów nie wystarczyło, aby przywołać deszcz. Smoka należało wywabić ze stawu, ponieważ wierzono, że tylko wtedy, kiedy smok wzniesie się w powietrze, uniesie znad stawu, w którym przebywa, możliwe będzie wywołanie opadów. W związku z tym, że smoki były znane ze swojego zamiłowania do czystości, wywabić je ze stawu można było wrzucając do niego metalowe przedmioty, śmieci, czy końskie łajno. Innym sposobem było wrzucenie do wody pokrojonej ryby, ale takie zachowanie było dość ryzykowne – mogło sprowadzić na człowieka gniew smoka. Osobliwym przykładem ewolucji smoka wschodu w legendach japońskich jest figura kobiety – smoczycy. Ukazywała się jako piękna niewiasta o pociągłej, nienaturalnie wydłużonej twarzy, albo odpychająca staruszka. Niemałą grozę siała Nure-onna, tzw. Mokra Pani, czyli ponad trzymetrowy wąż z kobiecą twarzą, przed którą nigdy nikomu nie udało się uciec. To, co charakterystyczne dla smoków wschodu to silna przynależność do żywiołu wody. Niekiedy zioną ogniem (w szczególności japońskie, chińskie rzadziej), mają cztery łapy (przede wszystkim chińskie), nie posiadają skrzydeł i nie potrafią latać, ale to nie znaczy, że nie potrafią unosić się w powietrzu (za sprawą magicznej siły). Trochę historii… Najstarszą pracą w chińskiej literaturze, która wspomina o smokach jest Yin King. W Shu King (w „Księdze Dokumentów” – zbiorze historycznych dokumentów chińskich autorstwa Konfucjusza) smoki przyporządkowane zostały do sześciu symboli. Ich niezwykła moc jest mocą boską i sprowadza się do wywoływania deszczu, panowania nad piorunami, burzami i chmurami. W Li Ki (także świętej księdze Chin) smok pojawia się obok feniksa i żółwia, podkreśla się też jego przynależność lokalną do terenu, w którym funkcjonuje. Smok w kulturze i tekstach chińskich może pojawiać się jako dobry, albo zły omen. Jedna z przypowieści mówi o tym, że kiedy na świat przychodził Konfucjusz, dwa lazurowe smoki zstąpiły z nieba i pojawiły się w domu matki przyszłego filozofa. Zobaczyła je we śnie i niedługo potem urodziła wielkiego mędrca. Pojawienie się żółtego albo lazurowego smoka (o czym wspominają kroniki historyczne), prawie zawsze oznacza bardzo dobry omen. Tylko jeśli pojawiają się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze zwiastują coś złego. Duże znaczenie miał mieć kolor łba smoka. Jeśli był koloru czarnego, oznaczało to, że smok był zadowolony z postępowania ludzi. Jeśli był koloru białego, oznaczało to, że z porządkiem ziemskim było wszystko w dobrze i analogicznie – jeśli łeb był koloru czerwonego – wszystko dobrze było z porządkiem niebiańskim. Pozytywne moce smoków, uznawane za błogosławieństwo mogły zostać przekute w złe. Zamiast zbawiennego deszczu, smok mógł sprowadzić ulewę i burzę z piorunami, powodując przy tym liczne zniszczenia, kataklizmy. Ludzie wierzyli, że zniszczenia, za którymi stały walki smoków w rzekach albo w powietrzu nie ograniczały się wyłącznie do bieżących katastrof, ale zwiastowały nieszczęścia, które miały się wydarzyć w najbliższej przyszłości, a sprowadzające się do nieporządku, wojny czy nawet upadku dynastii. Niekiedy walki smoków nie zwiastują niczego konkretnego, ale przyczyniają się do dotkliwych zniszczeń, zmiatając z powierzchni ziemi domy, budynki państwowe, zabijając przy tym setki ludzi,...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress