Ikony kina: Marlon Brando cz. 1

Historia życia Marlona Brando, uważanego przez wielu za jednego z najwybitniejszych aktorów kina XX wieku jest pełna bólu, rozpaczy, dramatów, tragedii, narcystycznego samouwielbienia, ogromnej dozy seksualności, egoizmu, egocentryzmu, braku skrupulatności i samotności. To, że Brando był wybitnym aktorem – nie ulega najmniejszej wątpliwości. Udowodnił to w „Tramwaju zwanym pożądaniem” (1951), „Na nabrzeżach” (1954), „Ojcu chrzestnym” (1972) i „Czasie Apokalipsy” (1979). Kiedy tylko mu się chciało, grał wybitnie, przyciągał jak magnes, był bezkonkurencyjny. Problem w tym, że w większości przypadków mu się nie chciało, zaś o samej sztuce aktorskiej wypowiadał się w sposób co najmniej lekceważący. Znakomita część filmów, które zrobił to niewiele warte obrazy, podczas kręcenia których Brando zwykł ignorować jakiekolwiek konwenanse: nie przychodził na próby, nie uczył się tekstu, improwizował, potrafił znikać na wiele dni, co każdorazowo kosztowało studio olbrzymie pieniądze, ingerował w scenariusz, dyktował warunki reżyserowi, pouczał operatorów jak mają wyglądać poszczególne kadry, jak ustawić oświetlenie. Jednym słowem, był nieznośny, arogancki, czym doprowadzał pracujących z nimi ludzi do skraju załamania nerwowego. Mimo to przez kilka dekad przyciągał nieustannie tłumy przed ekrany kin, odbiorników telewizorów. Przyciągała jego wewnętrzna siła i magnetyzm. Brando nigdy nie ukrywał, że kręci filmy dla pieniędzy, i że gdyby mógł poświęciłby się innej, równie dochodowej profesji. Relacje z aktorem nigdy nie należały do najłatwiejszych. Jego stosunek do innych, kobiet i mężczyzn, a także siebie był godny pożałowania. Brando był niezdyscyplinowany, bezkrytyczny i absolutnie zapatrzony w siebie. Współpracujący z nim przy sztukach teatralnych wspominali, że nie miał w zwyczaju słuchać niczyich poleceń, zapominał tekstu niwecząc tym samym pracę innych aktorów, kiedy miał być poważny, śmiał się, puszczał bąki zwrócony do publiczności, bekał, kiedy miał być śmieszny i rozbawiony, zamieniał się w posąg, ewentualnie krzyczał, odgrywał pełne dramatyzmu sceny. Praca z Brando musiała być koszmarem. Nie tylko ze względu na jego lekceważący stosunek do ludzi, i ich pracy, ale przede wszystkim ze względu na jego niezrównoważenie i nieprzewidywalność. Podobnie jak relacje w pracy zawodowej, tak jego wcześniejsze relacje w domu rodzinnym nie należy do udanych. Ojciec ignorant, skupiony całkowicie na sobie i na swoich kochankach, bezustannie krytykujący, szydzący, zupełnie niewspierający, tylko raz w roku przytulający swoje dzieci (Brando miał siostrę) – na Boże Narodzenie. Matka – nieszczęśliwa w małżeństwie, lekceważona przez męża, była jedynym wsparciem dla syna, a on dla niej. Temat matki będzie przez całe życie tematem tabu u Brando. Ich relacja, uznawana przez wielu za toksyczną (jako młody chłopak Marlon niejednokrotnie zmuszony był do wyciągania matki z melin, rynsztoków i przyprowadzania jej pijanej lub pod wpływem środków odurzających do domu, gdzie ją rozbierał, mył i kładł do snu. Ona z kolei wielokrotnie wspominała, że jej syn jest piękny jak młody bóg, co przyczyniło się do rozpropagowania fali spekulacji, jako by tych dwoje miała łączyć miłość kazirodcza), okaże się jedną z najtrwalszych w życiu Brando. Lekceważący stosunek do wszystkich i wszystkiego odnalazł swoje odzwierciedlenie w stosunku Brando do seksualności. Nie ulega bowiem wątpliwości, że erotyka zajmowała naczelną rolę w życiu aktora. Nie przepuścił nikomu. Przez jego łóżko przewinęły się tysiące kobiet i dziesiątki mężczyzn. Do jego podbojów zalicza się mniej i bardziej znane aktorki. Wśród nich, m.in.: Marilyn Monroe, Ava Gardner (będąca wówczas żoną Franka Sinatry), czy Vivien Leigh (będącą żoną Laurence’a Oliviera. Zresztą, kiedy pierwszy raz zobaczył na planie Vivien powiedział swojemu przyjacielowi, że tak bardzo „chciałby ją zerżnąć, że aż go bolą dziąsła”), statystki, garderobiane, sąsiadki, ich matki. Brando uwodził, porzucał, znikał jak kamfora, powracał, znowu znikał, i tak w kółko. Niektóre z jego związków przetrwały w ten sposób wiele lat. Dla niektórych z tych kobiet był to jeden z przyczynków do targnięcia się na własne życie. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że jedyną osobą, którą się przejmował był on sam. W dodatku zaraził kiłą i innymi chorobami wenerycznymi pół Stanów Zjednoczonych, a przy okazji począł kilkanaścioro dzieci – jedne uznał (niekoniecznie z korzyścią dla nich), o innych istnieniu nie miał pojęcia. Brando nie przebierał w środkach. Podrywał studentki, turystyki, pomoce domowe, niezależnie od rasy, koloru skóry, pochodzenia. Fascynowały go kobiety o orientalnej urodzie – Afroamerykanki, Hinduski, Japonki, Hawajki, Taitanki. Często też nie przywiązywał uwagi do płci. Liczyła się zabawa, żądza… Źródła: F. Forestier, Marlon Brando. Piękna bestia, Wydawnictwo Sonia Draga 2013. G. Lawrence, Marlon Brando. Rozmowy, Axis Mundi 2013. F. Colombani, Marlon Brando: anatomy of an actor, Phaidon Press Ltd 2013. CDN Samanta Pleskaczyńska –...

Ikony kina: Marlena Dietrich cz.1

Maria Magdalena Dietrich, która przyjęła imię Magdalena (jej zdaniem Maria i Magdalena to imiona zbyt pospolite, aby mogły charakteryzować kogoś wyjątkowego) była bez wątpienia jedną z najwybitniejszych gwiazd kina. Jej kariera rozpoczęła się w Berlinie, w obrazie „Błękitny Anioł” z 1930 roku w reżyserii Josefa von Sternberga, choć na dobre rozwinęła się po przyjeździe Marleny do Hollywood. Od wczesnego dzieciństwa Marlenę charakteryzowała odwaga, zainteresowanie losem drugiego człowieka oraz chęć zwrócenia na siebie uwagi – wszystkie te cechy przydadzą się jej w przyszłości, zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym. Ukochany ojciec Marleny zmarł wcześnie, w 1907 roku, kiedy dziewczynka miała 6 lat. Cały obowiązek utrzymania Marleny i jej siostry Liesel spoczął na matce. Czas ten, choć trudny, pozbawiony wielu atrakcji, typowych dla tych, jakie charakteryzował czas spędzony z ojcem (jak choćby niedzielne wyjścia do cukierni, kawiarni, na gorące czekoladę i ciastka) był idyllą w porównaniu do tego, co przyniósł wybuch I wojny światowej. Marlena od najmłodszych lat uchodziła za frankofilkę. Adorowała absolutnie wszystko to, co francuskie – francuski język, Paryż, francuską kulturę, szyk i elegancję. Kiedy wybuchła wojna, potępiła działania strony niemieckiej, była przeciwna agresji, nie rozumiała dlaczego jej ukochana nauczycielka francuskiego mogła stać się wrogiem narodu niemieckiego. Kiedy wracając ze szkoły, mijając obóz jeniecki, w przypływie emocji podbiegła z bukietem polnych kwiatów do francuskiego żołnierza, zamieniwszy z nim kilka zdań, koleżanki doniosły na nią w szkole, za co została zawieszona na kilka dni, oraz uznana za wroga ojczyzny. Marlena zwykła powtarzać, że największą dla niej wartość stanowi rodzina: największa miłość jej życia, mąż „Rudi” Rudolf Sieber, którego poznała jako asystentka producenta słynnego Joe Maya, nazywanego Cecilem B. Demillem z UFA, oraz córeczka Maria. Co warto jednak podkreślić, relacja tych dwojga nie należała do najłatwiejszych i najprostszych i to nie ze względu na potencjalne konflikty, jakie targają przeciętnym małżeństwem, a na specyfikę układu, jaki zawarli. Kiedy Marlena wyjechała z Berlina, do Hollywood, zostawiła w Niemczech Rudiego z córką, a opiekę nad nimi miała sprawować Tamara Matul, a właściwie Tamara Nikołajewna, młoda tancerka i późniejsza wieloletnia kochanka Rudiego – za aprobatą żony. Jak wspominała Marlena „Nie wyszukałam Tamary dla Rudiego, on ją wybrał. Jednak gdybym jej nie lubiła, Rudi nigdy nie wybrałby jej na swoją towarzyszkę. Spotkaliby się kilka razy, nie więcej. I Maria też ją lubiła. (…) Dobrze się złożyło, że Tamara nosiła ten sam rozmiar sukienek co ja, wszystko nosiła w tym samym rozmiarze. Była tylko odrobinę szczuplejsza. Uważałam, że powinna zmniejszać moje rzeczy, ale ona nosiła je luźne. Rudi nigdy nie musiał jej nic kupować. Czasami dawałam jej sukienkę, której ani razu nie włożyłam, ale nigdy taką, do której miałam sentyment”. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, 2012   Otwarty układ dla ich związku musiał być obopólny, skoro niedługo po przyjeździe do Ameryki, Marlena wdała się w romans z Johnem Gilbertem. Poznała go w czasach, kiedy jego kariera była na zakręcie, macierzyste studio filmowe próbowało doprowadzić go do ruiny, cierpiał na depresję i alkoholizm. Jak opisywał córka Gilberta, Marlena zjawiła się przed Gilbertem niczym anioł o pięknej, nieskazitelnej cerze. Nie tylko udało jej się wyprowadzić Gilberta na prostą, zainteresować ponownie życiem, ale i naprawić jego stosunki z córką, każdorazowo przy tym usuwając się w cień. Po nagłej i niespodziewanej śmierci Gilberta (odszedł w wieku zaledwie 37 lat na atak serca), która to Marlena przeżywała przez wiele lat, aktorka czuła się odpowiedzialna za osieroconą przez ojca dziewczynkę. Sytuacja ta troszę po trochę przypominała jej własną, kiedy w bardzo młodym wieku straciła ojca, uosobienie siły i pewności, a przy tym poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Relacje z córką Gilberta, Marlena utrzymywała praktycznie do końca życia, pamiętając o urodzinach, czy świętach Bożego Narodzenia. Po śmierci Gilberta Marlena związała się z Douglasem Fairbanksem Jr (synem Douglasa Fairbanksa i byłym mężem Joan Crawford), tworząc z nim stosunkowo długi i pełen pasji związek. To, że Marlena traktowała go poważnie może świadczyć choćby fakt, że przedstawiła Douglasa Rudiemu, organizując wspólną kolację dla dwóch par: Rudiego i Tamary, oraz Douglasa i siebie. Po pewnym czasie namiętność między tymi dwojga się wypaliła, a gwoździem do trumny było przyznanie się Douglasa do odnalezienia intymnej korespondencji Marleny, która nie była skierowana do niego. Nie sama scena zazdrości, a naruszenie intymnej sfery Marleny tak bardzo ją rozsierdziło. O dalszym koegzystowaniu nie mogło być mowy, Douglas choć przepraszał, nic już nie mógł wskórać. Po zakończeniu romansu z Douglasem, Marlena wdawała się w krótkie, acz niewiele znaczące związki, w tym z Jamesem Stewartem, Johnem Waynem, czy Joe Kennedym. Źródła: S. Bach, Marlene Dietrich: Life and Legends, University of Minnesota Press 2013. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, Prószyński S-ka 2012. Ch. R. Editors, Legends of Hollywood: The Life and legacy of Marlene Dietrich, CreateSpace Independent Publishing Platform 2013. CDN Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

Judy Garland – życie w mroku cz. 2

Sama Judy, wydostając się spod kurateli matki dostała się w ręce ludzi jeszcze bardziej wyrachowanych, okrutnych manipulatorów i bezkompromisowych wyzyskiwaczy. Będąca pod stałą obserwacją Judy, którą śledzili zatrudnieni na potrzeby studia informatorzy i agenci, coraz bardziej gubiła się w otaczającym ją świecie. Nie należała do klasycznych piękności, daleko jej było do wytworności Joan Crawford, czy Avy Gardner, blasku Jean Hearlow czy Grety Garbo, co też studio nie omieszkało jej wypominać na każdym możliwym kroku. Niskie poczucie własnej wartości, potęgowane niewłaściwym obrazem samej siebie wywołały w dziewczynie zaburzenia żywienia.   Studio za wszelką cenę starało się zbudować taki wizerunek Judy, który by odpowiadał modelowemu wizerunkowi gwiazdy wytwórni MGM. To studio dyktowało jak ma Judy wyglądać, z kim może się spotykać, co jeść. Podczas gdy studio podawało jej niemalże non stop rosół, Judy będąc z dala od nadzorujących ją opiekunów, zajadała się lodami karmelowymi. Kiedy Judy wydawała się zbyt mało aktywna – studio za namową Ethel podawało jej amfetaminę. Aby ją uspokoić, żeby mogła odpocząć, podawano jej luminal, środki uspokajające i nasenne.   Mimo, że z całych sił Judy starała się sprostać oczekiwaniom studia, wikłała się w coraz bardziej skomplikowane relacje. Liczba kochanków Judy była imponująca. Wśród jej „podbojów” znaleźli się tacy gwiazdorzy jak Tyrone Power, Spencer Tracy, Artie Shaw, czy Frank Sinatra. Sęk w tym, że żaden z tych związków nie był trwały i żaden nie dał Judy poczucia stabilności, wręcz przeciwnie – przynosił kolejny rozstrój.   W sumie Judy Garland wychodziła za mąż pięciokrotnie. W mężczyznach poszukiwała przede wszystkim wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Problem polegał jednak na tym, że miała skłonności do zupełnie niewłaściwych mężczyzn – jak np. Vincente Minnelli. Małżeństwo z nim trwało najdłużej, a z tego związku na świat przyszła ich córka – Liza Minnelli. Małżeństwo z Vincentem nie mogło należeć do udanych – ekstrawagancki gej uganiający się za chłopcami, tak bardzo przypominający jej własnego ojca. Kosztem upokorzeń, niezdrowych układów, jedyne co dla Judy się liczyło to poczucie bezpieczeństwa, jakie miał zapewnić jej dużo starszy mężczyzna. Z początkiem lat 40-tych kondycja psychiczna i fizyczna Judy zaczęła się pogarszać. Aktorka cierpiała na zaburzenia łaknienia i trawienia, jej waga była niestabilna, wreszcie dały o sobie znać lata przyjmowania narkotyków i leków. Doświadczała napadów lęku, licznych załamań nerwowych i żadna terapia – elektrowstrząsy, hipnoza, psychoterapia, nie mogły przynieść ukojenia.   W pewnym momencie Judy Garland przyjmowała dziennie 40 tabletek ritalinu, garść tabletek nasennych i uspokajających, popijając to butelką wina. Problemy ze snem, sesje u psychoanalityka, które pogłębiały jej depresję, napady złości, chroniczne bóle głowy – to wszystko powodowało, że z każdym dniem Judy sięgała po jeszcze większą dawkę leków, i popadało w coraz większe uzależnienie. W 1949 roku Garland dostała ostatnią szansę od MGM. Dostała główną rolę w musicalu „Summer Stock”. Partnerował jej Gene Kelly. Od samego początku kręcenia, praca z Judy była bardzo trudna – zapominała tekstu, miała stany lękowe, nie pojawiała się na planie. W końcu wysłano ją do sanatorium po którym wróciła nieco bardziej ustabilizowana emocjonalnie, ale nie ułatwiło to znacznie pracy z nią. Jedna z ostatnich scen w musicalu – kiedy Judy śpiewa „Get Happy” należy obecnie do kultowych – aktorka podczas jej kręcenia była w stanie całkowitego zamroczenia. W 1950 roku MGM zerwał kontakt z Judy Garland, co było olbrzymim dla niej ciosem. Na domiar złego w tym samym czasie zaczęło się definitywnie rozpadać jej małżeństwo z Minnellim. Początkowo, w akcie desperacji, Judy próbowała odebrać sobie życie, a raczej zwrócić na siebie uwagę. Kiedy nieco ochłonęła, związała się z nowym mężczyzną – skorym do przepychanek w barach Sidem Luftem, a także zwróciła się w stronę dużo mniejszych wytwórni, które były gotowe podjąć z nią współpracę. O ile jako artystka ponownie zaczęła sobie radzić znakomicie – spotkała ją wielka przychylność ze strony krytyków i publiczności, można powiedzieć, że lata 50-te należały do niej, o tyle w życiu prywatnym zupełnie jej się nie układało. Nasilające się ataki depresji i lęku, niemożność sprostania roli matki (z Sidem Luftem miała kolejne, dwoje dzieci – Lornę i Joeya), silne uzależnienie od leków i alkoholu tylko pogrążały Judy. Aktorka nie potrafiła odnaleźć ukojenia. Jej relacje z dziećmi były przepełnione bólem i agresją. Cała trójka czuła się odepchnięta, lekceważona, samotna. Najbardziej ucierpiała Liza – która przez niezrównoważenie matki zmuszona była szybciej dorosnąć i przejąć na siebie większość obowiązków, związanych z prowadzeniem domu. Na jej głowie było nie tylko monitorowanie codziennych czynności, ale także kontrolowanie stanu upojenia matki i dbanie o to, aby nie przedawkowała. Co tym bardziej dojmujące – Liza nieświadomie powtórzyła kilka błędów matki – wyszła za mąż za homoseksualistę – o zgrozo mającego romans z czwartym mężem jej własnej matki – Markiem Herronem. Historia zatoczyła koło. W połowie lat 60-tych kondycja Judy Garland była gorsza, niż można sobie wyobrazić. Lata uzależnienia od alkoholu, przyjmowania barbituranów, całkowicie wyniszczały wątrobę i organizm aktorki....

Judy Garland – życie w mroku cz. 1

Choć dla większości obserwatorów z zewnątrz, postać Judy Garland kojarzona jest z zabawnymi, uroczymi i wręcz przesłodzonymi produkcjami wytwórni MGM, gdzie partnerowała takim gwiazdom jak Spencer Tracy, Burt Lancaster czy Mickey Rooney (pierwszy mąż Avy Gardner), w rzeczywistości życie tej niewątpliwie bardzo utalentowanej dziewczynki, a później kobiety naznaczone było pasmem nieszczęść i dalekie od filmowego wizerunku. Od najmłodszych lat Judy Garland była wykorzystywana przez otoczenie. Zamiast skupić się i pielęgnować jej wrażliwość i bezbronność, eksploatowano jej talent, naturalny wdzięk, nie licząc się często z jej zdaniem, pragnieniami i marzeniami.   Jednym z najwytrwalszych wrogów miała się okazać jej matka – niespełniona, sfrustrowana i skłonna do zachowań agresywnych kobieta. To ona była odpowiedzialna za zniszczenie w Judy Garland małej dziewczynki, dziecka. To ona stała za zniszczeniem i upadkiem dorosłej kobiety, która bez alkoholu i nadużywania leków nie była w stanie poradzić sobie z otaczającą rzeczywistością.   Frances Baby Gum, bo tak naprawdę nazywała się Judy Garland urodziła się w 1922 r. jako trzecia córka Franka i Ethel Gumm. Oboje byli artystami wodewilowymi, aspirującymi do roli bardziej ambitnych. Mała Frances Baby zadebiutowała na deskach teatru w wieku 2 lat i od razu widownia ją pokochała, co nie umknęło uwadze przedsiębiorczym rodzicom.   W wieku 4 lat Frances była główną atrakcją wodewilu państwa Gumm. I zapewne na jej talencie rodzice dziewczynki mogliby już wtedy zbić fortunę, gdyby nie kłopoty, jakie zafundował rodzinie Frank Gumm. Jak się miało okazać, ojciec rodziny wyjątkowo upodobał sobie towarzystwo nieletnich chłopców. Sytuacja była o tyle niekomfortowa, że w przeszłości rodzina już raz musiała ewakuować się z innego miasta, dokładnie z tego samego powodu.   Relacje w małżeństwie Franka i Ethel nie mogły należeć do wzorcowych, dlatego też cała uwaga matki Judy Garland spoczęła na dziewczynce i jej karierze. Ethel była zaborcza, zachłanna, bezkompromisowa, liczyły się dla niej wyłącznie scena i pieniądze, jakie można zarobić na utalentowanej córce. Warto przy tym podkreślić, że już w wieku 6 lat Judy była odpowiedzialna za utrzymywanie rodziny. Była jej jedynym żywicielem. Ethel traktowała Judy jak inwestycję na przyszłość, nie jak córkę, dlatego podejmowała wszelkie kroki, aby przygotowanie sceniczne dziewczynki było jak najlepsze: zapisała ją na liczne zajęcia, w tym kurs tańca, do tego samego nauczyciela, do którego uczęszczała Shirley Temple. Ethel nie miała przy tym w zwyczaju przytulać córki, poświęcać jej uwagi jako matka, raczej tresowała ją jak cyrkową małpkę – wszystko po to, aby jak najlepiej się sprzedawała.   Kobieta wykazywała się niemałą determinacją, zawsze wtedy, kiedy próbowała zdobyć dla Judy rolę w filmie, czy wziętym przedstawieniu, już po przeprowadzce do Los Angeles. Jeśli było to konieczne nie wahała się uprawiać seksu z producentami, albo ludźmi odpowiedzialnymi za przydzielenie roli.   Przez cały ten czas Judy była zdana wyłącznie na siebie – nie miała wsparcia w nikim – ani w matce, skupionej wyłącznie na eksploatowaniu „znoszącego złote jajka” dziecka, ani w ojcu – ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości aktywnym pedofilu, uwodzącym młodych chłopców. Z każdym rokiem od Judy wymagało się coraz więcej, nie dając przy tym nic od siebie. W wieku 9 lat, drobna, krucha i wrażliwa dziewczynka za sprawą matki, staje się uzależniona od amfetaminy – a kiedy ta działając dalej po próbie czy przedstawieniu uniemożliwia jej zasnąć, także silnych leków nasennych, pozwalających na oddanie się w ramiona Orfeusza.   W 1933 roku, kiedy Judy kończy 11 lat małżeństwo państwa Gumm zostaje rozwiązane. Jest to duży cios dla Judy, która mimo tego, że widziała zupełny brak porozumienia w rodzinie, przez całe życie bardzo kochała swojego ojca i czuła się z nim mocno związana.   Dwa lata później, w 1935 roku Frank Gumm umiera w wyniku zapalenia opon rdzenia. Ten sam rok staje się ważny dla Judy także z innego powodu – dziewczynka podpisuje kontrakt z MGM i najpotężniejszym z ludzi w przemyśle filmowym – Louisem B. Mayerem. Jak się miało okazać, studio MGM bardzo szybko odsunęło matkę Judy od niej, określając ją mianem niekompetentnej i zakłócającej spokój córki. Tracąc kontrolę nad Judy, Ethel straciła poczucie bezpieczeństwa. Mimo, że przez kilka lat była w stanie żyć z pieniędzy córki, od 1952 roku, do końca życia zmuszona była pracować w zakładzie montażowym samolotów, za 60 dolarów tygodniowo. Ethel nigdy nie pogodziła się z upokorzeniem, jakie ją spotkało, z koniecznością podjęcia pracy i odsunięciem od sprawowania kontroli nad Judy. Źródła: A. Edwards, Judy Garland: A Biography, Taylor Trade Publishing 2013. G. Clarke, Get Happy: The Life of Judy Garland, Sphere 2001. J. A. Kottler, Boskie szaleństwo: geniusz i psychoza wielkich twórców, Bellona 2007. CDN. Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress