Ikony stylu: Audrey Hepburn

Audrey Hepburn nigdy nie była specjalną fanatyczką mody, kierowała nią jednak niezwykła intuicja i łatwość w doborze garderoby. Dzięki temu, do dnia dzisiejszego uchodzi za jedną z największych ikon, a jej styl jest naśladowany nieprzerwanie przez kilkadziesiąt lat, zarówno w kontekście detali, do których sięgała, dodatków, jak i swobody kształtowania całościowego wizerunku. Audrey była pełna wdzięku i klasy, ale stać za tym może nie byle jakie pochodzenie. Była w końcu córką holenderskiej baronowej Elli van Heemstra i brytyjskiego dyplomaty Josepha Hepburna. W roku 1970 magazyn „Kino” przytoczył cytat Billy’ego Wildera, który powiedział: „Ta dziewczyna jest nową epoką. Ona pobiła wszystkie wampy filmowe”. Przez wiele lat Hepburn była traktowana w kategorii fenomenu, bardziej jako zjawiska, niż analizowania talentu, możliwości, wypracowanych technik. Znacznie bardziej publiczność interesowała jej życie prywatne, niż role, w których grała. Zresztą Audrey była bardzo oszczędna w mówieniu o sobie. Nie udzielała zbyt wielu wywiadów, nie mówiła o swoich związkach, dużo pracowała, nie wdawała się w skandale, dlatego tym bardziej, jej pojawienie się publiczne budziło tak wiele emocji. W 1953 roku Audrey wystąpiła w „Rzymskich wakacjach”, gdzie partnerował jej Gregory Peck, zaś w 1954 roku zagrała rolę współczesnego kopciuszka w filmie „Sabrina”, i odtąd można mówić już o jej dużej popularności. Aby móc wyobrazić sobie skalę tej popularności, warto wziąć pod uwagę chociażby ogłaszane w tamtym czasie konkursy na dziewczynę najbardziej podobną do Audrey. Styl Audrey Hepburn budowany był i kształtowany od początków lat 50-tych. Na planie „Sabriny” aktorka nawiązała współpracę z Hubertem de Givenchy, wówczas młodym, początkującym francuskim projektantem, który stawiał na prosty, oszczędny, aby nie powiedzieć surowy, ale jednocześnie bardzo elegancki i wyrafinowany styl. Do najbardziej rozpoznawalnej kreacji z tamtego czasu należy suknia bez ramion z białej organdyny, która została wykończona kwiatami wyhaftowanymi z białych perełek, oraz sukienka koktajlowa z dekoltem w łódkę. W „Śniadaniu u Tiffany’ego” – bezsprzecznie najsłynniejszej roli Audrey, aktorka występuję głównie w dwóch kreacjach zaprojektowanych przez Givenchy: małą czarną, bez rękawów, z nieco szerszym dołem, wykończonym postrzępionymi frędzelkami, do której nosiła wielki kapelusz z szerokim rondem. Drugim strojem była dopasowana w talii sukienka wieczorowa, ze spektakularnym dekoltem na plecach, a do tego długie, czarne rękawiczki. Rola Audrey w „Śniadaniu u Tiffany’ego” bardzo mocno podziałała na zbiorową wyobraźnię odbiorców. Szczególnie przemówiła do nich fryzura – włosy zebrane gładko do tyłu (opracowana przez Grazzię de Rossi), oraz naszyjnik złożony z kilku sznurów pereł. Audrey, jak wiele aktorek przed nią, i także wiele po niej doskonale wpisała się w wówczas panujący modelowy „star system”, mimo że za jej wizerunkiem wcale nie stała wytwórnia, a jej własna intuicja. Sprostała panującym oczekiwaniom publiczności, dzięki czemu możliwe było jej przeobrażenie w stronę ikoniczności. Sam fakt przejścia do historii mody i stylu tak charakterystycznych dla Hepburn, jak chłopięca, krótka fryzura, grzywka, długie rękawiczki, okulary Ray Ban, świadczy o potężnym oddziaływaniu aktorki na odbiorców. Duże znaczenie ma przy tym również samo przetrwanie tego stylu i jego ewolucja. Nie ma znaczenia, że Audrey Hepburn nie była seksbombą, o czym świadczy jej sylwetka: długie nogi, ale o dużych stopach, niewielkich rozmiarów biust (żeby nie powiedzieć: niedostrzegalny), chude ramiona, kościstość, duży nos, szerokie usta. Mimo tego łączy w sobie delikatność, słodycz i urok osobisty. Oprócz tego zaraża entuzjazmem, ciekawością świata, zalotnością. Wpływu Audrey Hepburn na modę i styl nie można przecenić. Prosty, acz elegancki wygląd (przede wszystkim za sprawą wieloletniej współpracy z Givenchy), wyrafinowana klasyka, przemyślane dodatki – wszystko to po dziś dzień działa na wyobraźnię setek tysięcy kobiet, czyniąc z Hepburn niewymuszoną ikonę stylu. Za co zatem kochamy Audrey Hepburn? Za proste sukienki, które czasami mogą zdziałać więcej, niż tona biżuterii i futra razem wzięte. Za długie rękawiczki, które dodają klasy i wyrafinowania każdemu strojowi. Za duże, słomkowe (i nie tylko) kapelusze, chroniące przed słońcem i dodające uroku i filuterności. Za krótko przycięte włosy, które przy jednoczesnym podkreśleniu oka i ust mogą nadal wyglądać kobieco. Za noszenie męskich garniturów i muszek, które wespół z pomalowanymi ustami i sztucznymi rzęsami, oraz z urokiem osobistym mogą stworzyć obraz niezwykle zmysłowej kobiety. Za białe kołnierzyki, które wystając ze swetrów i bluz zawsze dodają kobiecie szyku. Za noszenie grzywki nie zawsze prosto, a często w sposób asymetryczny. Za noszenie baletek, zarówno do zestawów eleganckich jak i sportowych. Za sukienki typu „babydoll”! Samanta Pleskaczyńska –...

Ikony stylu: Grace Kelly

Świat cały czas się zmienia, a razem z nim kanony piękna. Są jednak pewne elementy stylu, kobiecości, elegancji, które nigdy nie wychodzą z mody. Reprezentantki takiego stylu, powracającego do nas jak bumerang po latach, to absolutne ikony mody. Kobietą, o której świat nadal nie może zapomnieć, uwielbianą za życia (m.in. przez samego Alfreda Hitchocka) i po śmierci (jakże nagłej) jest Grace Kelly – księżna Monako, matka i żona, aktorka, zawsze oddana przyjaciółka, i do tego – ikona stylu. Grace Kelly trudno odmówić wyczucia stylu, elegancji, szyku. Jej kreacje do dzisiaj stanowią inspirację dla współczesnych kreatorów mody, szczególnie z zakresu haute couture – wysokiego krawiectwa, a także dla zwykłych kobiet na całym świecie, ceniących sobie prostotę i klasę. Grace (pod względem wizualnym) była wierna tworzonemu na ekranie wizerunkowi, kobiety chłodnej, zimnej, snobistycznej i zdystansowanej, dlatego tak odpowiedni wydaje się dobrany dla niej stały panteon projektantów, a wśród nich: Lanvin, Dior, Givenchy, Balenciaga, Chanel, Y.S. Laurent i wiele innych, równie wielkich nazwisk. Co czyni z Grace Kelly ikonę stylu? Przede wszystkim – to księżniczka (nie należy o tym zapominać, oceniając jej modowe wybory), po drugie – to silna osobowość, od której bije niezwykła klasa, po trzecie – jej smak i styl wykracza poza wszelkie mody i epoki. Sznur pereł, kaszmirowe golfy, tweed, jedwabne szmizjerki, torebka od Hermesa (na jej cześć nazwana Kelly), skórzane rękawiczki, okulary Wayfarers od Ray Ban, apaszki od Hermesa, futrzane etole, diamentowa biżiuteria od Van Cleef&Arpels, czy Cartiera to stałe elementy jej wizerunku, konfigurowane rzecz jasna w najróżniejszy sposób, ale zawsze robiące wrażenie. Styl Grace Kelly to połączenie majestatycznego piękna, eleganckich ubrań i klasycznych, ponadczasowych dodatków. Nie należy jednak zapominać o tym, że nie suma posiadanych środków, a wyczucie smaku odgrywają tu znaczącą rolę. Samanta Pleskaczyńska –...

Ikony kina: Marlon Brando cz. 2

Kiedy światło dzienne ujrzała fotografia, przedstawiająca scenę, podczas której Brando trzyma w ustach członka swojego przyjaciela – Wally’ego Coxa (późniejszego Mr. Peppera), bohater całego zamieszania nie przejął się tym zdarzeniem, ani trochę, nie czuł wstydu, ani zażenowania. Wręcz przeciwnie – aura jego boskości była przecież nienaruszalna. Brando nigdy nie krył się ze swoim biseksualizmem, podobnie jak z tym, że jego wyjazdy do Paryża czy do Hawany były znane ściśle związane z określonymi potrzebami seksualnymi aktora. Pierwszą żoną Brando została Anna Kashfi, która przez dłuższy czas była przekonana, że przy niej Brando jest w stanie się zmienić, porzucić stare nawyki. Nic bardziej mylnego. Brando znika, paraduje przed Kashfi z kochankami, wraca, przeprasza, obiecuje poprawę, która do niczego nie prowadzi, nawet jak na świat przychodzi pierworodny Brando – Christian. Brando się nie zmienia, a jego postawa wpędza Annę w alkoholizm i uzależnienie od narkotyków. Brando niczego nie zażywa, niewiele pije (przez całe życie tak będzie), smutki i depresję zajadając hamburgerami i lodami. Z każdym rokiem będzie coraz grubszy, coraz bardziej toporny i ociężały. Zanim dojdzie do wagi 125 kg Anna Kashfi go znienawidzi, zażąda rozwodu, będą toczyli bój o dziecko. Christian Brando nigdy nie będzie miał szczęśliwego życia, uwikłany w relacje między matką i ojcem (a później przyrodnie rodzeństwo), popadnie w alkoholizm i uzależnienie od narkotyków, będzie agresywny i nieprzewidywalny, w tym akurat podobny do ojca. Sęk w tym, że Christian Brando to nie Marlon – jemu nie wybacza się tak łatwo. Przez całe życie Christian próbować będzie zwrócić na siebie uwagę. Matka go nie dostrzega, bo jest zbyt zaślepiona żądzą zniszczenia Brando, ojciec też się nim specjalnie nie interesuje. Brando zresztą, jak to miał w zwyczaju, raz był obecny, innym razem go nie było. Po rozstaniu z Anną Kashfi Brando ożenił się z aktorką, Marią Castanedą, znaną także jako Movitą, z którą spotykał się na długo przed poślubieniem Anny, i która stale obecna była w jego życiu, cierpliwie znosząc wieczne znikanie i pojawianie się Brando. Movita urodziła mu dwójkę dzieci: Miko Brando i Rebecę Brando. Żadnym z nich nie utrzymywał szczególnie bliskich kontaktów. Ostatnią żoną Brando została Tarita Teri’Ipaia, również podobnie jak Movita, długoletnia kochanka aktora, urodzona na Bora Bora, egzotyczna piękność. Urodziła Brando dwoje dzieci – Simona, którego początkowo nie chciał uznać, i Taritę Cheyenne. Z żadnych ze swoich dzieci (ani tych oficjalnych, ani nieoficjalnych) Brando nie nawiązał zażyłej relacji, co zapewne miało wpływ w przyszłości na ich poczucie niskiej wartości, odrzucenia i kłopoty z uzależnieniami. Nie można mu było jednak odmówić wsparcia, jakiego udzielał w krytycznych sytuacjach życiowych, w jakich znalazły się jego dzieci. Kiedy w 1989 roku Cheyenne uległa poważnemu wypadkowi samochodowemu, znalazła się na granicy życia i śmierci i konieczne było przeprowadzenie skomplikowanej operacji oraz pracochłonnego zabiegu rekonstrukcji twarzy, Brando stanął na wysokości zadania i umieścił córkę w możliwie najlepszej klinice. Nawet później, kiedy Cheyenne wpadła w depresję, cierpiała na ataki agresji, rzucała się na ojca i matkę, próbowała odebrać sobie życie, w tym wieszając się na drzewie na smyczy psa, z czego została odratowana przez matkę, także wówczas Brando próbował być wspierającym ojcem. Nie był to jednak stan, w którym aktor byłby w stanie wytrwać. Kiedy 16 maja 1990 roku będący pod wpływem alkoholu Christian Brando, po wysłuchaniu ciężarnej Cheyenne, uskarżającej się na swojego narzeczonego – Daga Drolleta, sięgnął po broń i z zimną krwią pozbawił go życia, także i wtedy Brando stanął na wysokości zadania i wstawił się za synem – mordercą. Zadzwonił do adwokata, zeznawał w sądzie, a jego obecność była na tyle rozpraszająca podczas zbierania materiału dowodowego, że dopuszczono się wielu zaniedbań, nie odnaleziono kuli z pistoletu, z którego strzelał Christian, nie zdjęto też odcisków palców. Syn Brando został skazany na 10 lat więzienia, przetrwał w nim tylko dlatego, że otrzymał wsparcie i ochronę ze strony gangu motocyklowego „Hells Angels”, który wielbił Marlona Brando, od jego występu w „Dzikim”. W 1995 roku samobójstwo popełniła Cheyenne, pod chwilową nieobecność w domu matki. Zostawiła po sobie małego synka – pięcioletniego Tuka Brando, syna Daga Drolleta. W chwili śmierci miała zaledwie 24 lata. 26 lipca 2008 roku umiera Christian Brando, na prozaiczne zapalenie płuc – tuż po warunkowym zwolnieniu z więzienia. Koniec życia Marlona Brando nie wygląda zbyt ciekawie. Otoczony wysokim murem, ogrodzeniem, nie odbiera telefonów, nie przyjmuje przyjaciół. Nie ma ich zresztą zbyt wielu, większość nie żyje. Opiekuje się nim gosposia – Maria Christina Ruiz, z którą ma troje dzieci. Zajadając się hamburgerami, przerzucanymi w papierowych torbach z pobliskiego McDonalda ogląda całymi dniami telewizję. Najczęściej komedie – z udziałem Abotta i Costello. Z uwagi na swoją otyłość ledwo chodzi, cierpi przy tym na chroniczne biegunki, oddaje niekontrolowany stolec, kiedy kaszle, kiedy mówi, kiedy śpi. Ma trudności z oddychaniem, jest wyczerpany i nieszczęśliwy. Umiera 1 lipca 2004 roku w wieku 80 lat. Wkrótce potem jego prochy zostaną rozsypane po Dolinie Śmierci, a dom – twierdza, znajdujący się na Mullholand Drive, zrównany z ziemią. Na tym kończy się historia jednej z najbardziej niepokornych,...

Ikony kina: Marlena Dietrich cz.2

Osobowość Marleny Dietrich szła w parze z jej urodą. Była równie olśniewająca. Marlena była przy tym odważna, pracowita, zdeterminowana i pełna pasji. Z całych sił nienawidziła Hitlera, była przekonana, że jego rządy zostaną okupione cierpieniem wielu ludzkich istnień. Któregoś razu zwierzyła się nawet Fairbanksowi, że jest gotowa się poświęcić i zgładzić Hitlera, nawet jeśli miałaby z tego nie wyjść cało. Całą tę sytuacją zresztą Marlena skwitowała zdaniem: „Nie liczę na to, że uda mi się uciec. Poszłabym tam przygotowana na śmierć. Nie chcę umierać. Chcę żyć. Życie jest cudowne. Ale zabicie Hitlera też byłoby cudowne. Wszyscy musimy kiedyś umrzeć, a dla czegoś takiego warto się poświęcić”. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, 2012 Do realizacji pomysłu jak wiemy nie doszło, ale historia ta obrazuje jak wiele empatii i współczucia było w Marlenie dla drugiego człowieka. Marlena zresztą nigdy nie spoczęła na laurach, nie przestała pomagać potrzebującym, szczególnie żołnierzom, czy weteranom wojennym. Brała udział w przedsięwzięciach Hollywood Canteen, organizacji założonej przez Bette Davis i Johna Garfielda. Celem organizacji było zapewnienie żołnierzom, którzy akurat nie walczyli na froncie, a przebywali z dala od domu rozrywki. Oferowano sympatyczną atmosferę, posiłki, potańcówki i zajęcia rekreacyjne. Do udziału w przedsięwzięciu nie trzeba było długo namawiać Marleny, zgodziła się od razu. Co ciekawe, rola aktorki nie sprowadzała się do samego „bycia”, Marlena podejmowała szereg inicjatyw – zgłaszała się do gotowania, zmywania naczyń, szorowania podłogi (na kolanach). Po wojnie opuściła Hollywood, jednocześnie sprzedając niemalże cały swój dotychczasowy majątek, aby włączyć się w wysiłek wojenny. Słynęła z ogromnego szacunku do ludzi, nie stawiania pomiędzy sobą a nimi granic. Warta przytoczenia jest pewna historia z życia Marleny. Latem 1946 r. Marlena Dietrich wraz z ekipą jadła kolację w restauracji w Johannesburgu, w towarzystwie lokalnych dziennikarzy. Zdziwiona faktem, że nie je z nimi ich czarnoskóry kierowca, postanowiła o to zapytać. Otrzymała odpowiedź, że z racji obowiązujących przepisów segregacji rasowej, kierowca nie ma prawa wstępu do restauracji dla białych. Nie zastanawiając się długo, poprosiła o dwa talerze, pełne wszystkiego, co było dostępne w kuchni i osobiście zaniosła je kierowcy, wsiadła do środka i zjadła z nim kolację. Ostatnie lata swojego życia Marlena spędziła w Paryżu, większość czasu przebywając sama ze sobą, wśród zdjęć i wspomnień. Bardzo sporadycznie udzielała wywiadów, nie chciała też spotykać się ze swoimi bliskimi przyjaciółmi. Potrafiła odbierając telefon zmienić akcent i podać się za swoją asystentkę, pomoc domową czy pokojówkę. Pod koniec życia wyjątkowo nie znosiła starych filmów, szczególnie własnych. W zasadzie od lat 80-tych nie wychodziła z domu. Początkowo z wyboru, później z konieczności (gdy straciła władzę w nogach). Zmarła 6 maja 1992 roku, została pochowana w Berlinie, utrzymując status jednej z największych gwiazd kina, zarówno europejskiego i amerykańskiego. Źródła: S. Bach, Marlene Dietrich: Life and Legends, University of Minnesota Press 2013. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, Prószyński S-ka 2012. Ch. R. Editors, Legends of Hollywood: The Life and legacy of Marlene Dietrich, CreateSpace Independent Publishing Platform 2013. Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress