HELENA MODRZEJEWSKA – WBREW ŚWIATU, W ZGODZIE ZE SOBĄ...

O Helenie Modrzejewskiej pisano wiele. Ta niezwykła polska aktorka potrafiła zjednać sobie publiczność nie tylko w kraju, ale także poza nim. Z pewnością była kobietą wyjątkową i jej artystyczny dorobek imponować może wielu współczesnym aktorkom. Sceny Krakowa, Lwowa czy Warszawy okazały się w pewnym momencie zbyt ciasne, jak na ogromne ambicje artystki. Co jednak zadecydowało o wielkim sukcesie polskiej aktorki w Ameryce? Dlaczego zdecydowała się opuścić kraj i otworzyć nowy rozdział artystyczny w Stanach Zjednoczonych, a później także w Anglii? Warto chyba spojrzeć na Modrzejewską, jak na kobietę, która mentalnie przekracza epokę i czasy, w których przyszło jej żyć. Aktorka była odważna, świadoma swojej wartości, wielkości, zdolności, talentu, niezwykle pracowita i dbająca o sceniczny wizerunek. Wiedziała, że ma słaby głos jest i że warto poszerzyć jego skalę, zatem pracowała nad tym skwapliwie przez kilka lat. Była niezwykle sprawna fizycznie, gibka, wiotka, zwracała uwagę na odpowiednią dietę i prowadzenie aktywnego trybu życia. Wiedziała, iż postępując w ten sposób, jest w stanie niejako przedłużyć swój aktorski żywot – w zdrowiu i ogólnej sprawności. Ponadto znana była z tego, iż przywiązywała ogromną wagę do szczegółów scenicznych, elementów stroju, a nawet oświetlenia. Była profesjonalistką, a jej aktorskie kreacje, szczególnie bohaterek szekspirowskich, przeszły do historii teatru. Modrzejewska wczuwała się w odgrywaną postać tak dalece, że – jak twierdzili ci, co podziwiali jej grę na scenie – między aktorką a bohaterką dramatu zdawało się nie być różnicy. Z drugiej strony aktorka potrafiła do każdej postaci dodać coś od siebie, jakiś indywidualny rys, który jednak tak dalece zestrajał się z odgrywaną postacią, iż nie było w tym sztuczności, kreacji, która mogłaby ówczesnemu widzowi przeszkadzać. Modrzejewska była wielka, bo potrafiła uczynić z gry teatralnej sztukę i rzemiosło zarazem. Dbała o aktorski warsztat zupełnie jak rzemieślnik, który pieczą otacza powierzone mu narzędzia i sprzęty, gdyż zdaje sobie sprawę, iż bez nich jego praca będzie niemożliwa. Aktorka byłą świadoma tego, iż na jej sukces jako scenicznej diwy składa się wiele elementów, niekiedy może nawet mało istotnych, ale jednak kluczowych z punktu widzenia gry aktorskiej jako całości. Skwapliwie uczyła się języka angielskiego, gdyż chciała być prawdziwa i przekonująca dla amerykańskich widzów. Marzyła o mówieniu taką angielszczyzną, która umożliwiłaby jej grywanie sztuk Szekspira na scenach angielskich. I dopięła swego. Nie było dla jej marzeń żadnej granicy. Nie było przeciwności, których nie można by było pokonać. Nie było języka, którym nie można by przemówić do publiczności, choćby po to, by coś w niej poruszyć. Modrzejewska była aktorką nowoczesną także w tym sensie, że nie uciekała od kontaktu z publicznością, dziennikarzami czy krytykami teatralnymi. Zdawała sobie sprawę ze specyfiki zawodu, który wykonuje i z jego szczególnego charakteru. Z jednej strony aktorka dbała o swoją prywatność, z drugiej pozwalała się fotografować i raczej chętnie upubliczniała swój wizerunek. Praca w teatrze była dla scenicznej diwy nie tylko spotkaniem ze sztuką, nie tylko realizowaniem pasji, ale również szczególnym wyjściem poza ramy obyczajowe i kulturowe. Modrzejewska była kobietą-aktorką, a to ówcześnie sytuowało ją mniej więcej na równi z kobietami ulicy, prowadzącymi bujne nocne życie, których morale nie mogło być najwyższe. I wydaje się, że to właśnie polska aktorka podniosła ów zawód, właśnie kobiecy zawód, do rangi sztuki, czegoś, co wymaga ogromu pracy, wiedzy, umiejętności i tym samym szacunku ze strony innych. Z pewnością Modrzejewska, świadoma swego talentu i aktorskiego warsztatu, ciężko kształtowanego przez lata, mogła żądać coraz wyższych honorariów za swoje występy, szczególnie za granicą. I tak też było. Podobno jej ówczesne gaże są porównywalne do tych, które współcześnie osiągają najlepsi aktorzy Hollywood. Byli więc i tacy, którzy zarzucali aktorce pazerność, tymczasem w jej postępowaniu widoczne było raczej swoiste carpe diem. Jesteś na scenie, więc chwytaj dzień – twój dzień. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Źródła: 1. Józef Szczublewski, Modrzejewska, Życie w odsłonach, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009. 2. Helena Modrzejewska, Wspomnienia i wrażenia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1957....

BILLIE HOLIDAY ANIOŁ Z HARLEMU

Billie Holiday nie miała łatwego życia, walka ze stereotypami, z rolami, narzucanymi przez środowisko, otoczenie, czasy, w których żyła, udział środków odurzających, a wreszcie przedwczesna śmierć, które wstrząsnęły światem muzycznym, czynią z niej kolejną ikonę, która pomimo wielkiego, niezaprzeczalnego talentu, nie miała dość siły, aby poradzić sobie z własnymi demonami. W kwietniu tego roku minęła setna rocznica urodzin jazzowej wokalistki, dlatego warto choć w kilku słowach  przybliżyć jej postać, koncentrując sie na 5 faktach, które w pigułce tworzą portret tej niezwykłej kobiety. 1. Początki Początki Billie Holiday nie należą do najłatwiejszych. Jej matka miała zaledwie trzynaście lat, kiedy urodziła się Billie, a w zasadzie Eleonora Fagan, bo tak brzmi jej prawdziwe imię i nazwisko. Swoje najwcześniejsze lata spędziła w skrajnej nędzy w Baltimore. W wieku sześciu lat podjęła pierwszą pracę. Trzy lata później trafiła do zakładu dla trudnej młodzieży. W piątej klasie porzuciła szkołę i została dziewczyną na posyłki w burdelu. Mając 12 lat przeniosła się z matką do Harlemu, gdzie trzy lata później została aresztowana za uprawianie prostytucji. 2. Talent Została odkryta w wieku 20 lat przez producenta i pisarza Johna Hammonda, który twierdził, że Billie była największą jazzową wokalistką, jaką kiedykolwiek słyszał. Holiday była absolutnym samoukiem. Nie stać ją było na pobieranie lekcji, a styl jaki samodzielnie wypracowała określała mianem tego, „który  czuje”. 3. Lata 30-te XX wieku Lata 30-te XX wieku należy uznać za przełom w karierze Holiday. W 1935 roku wystąpiła u boku Duke’a Ellingtona w krótkometrażowym filmie „Symphony in Black” będącym muzycznym portretem jakże wybitnego kompozytora i jego orkiestry. W 1937 roku koncertowała z The Count Basie Orchestra, jedną z najbardziej prominentnych zespołów ery swingu. Rok później Billie, jako pierwsza czarnoskóra kobieta została zaangażowana do pracy z orkiestrą, której członkowie byli biali, rozpoczynając tym samym swoją współpracę z wybitnym klarnecistą i kompozytorem Artie Shaw’em. Za debiutancki występ uznaje się koncert, jaki dała w 1939 roku w nowojorskim klubie nocnym Cafe Society. 4. Uzależnienie Jej uzależnienie od heroiny rozpoczęło się wraz ze związkiem z trębaczem Joe Guyem. Od tego momentu rozpoczyna się nie tylko jej walka z samą sobą, ale też walka systemu sprawiedliwości przeciwko niej. W 1947 zostaje aresztowana za posiadanie narkotyków. Skazana na rok i jeden dzień pozbawiona wolności, została skierowana do więzienia federalnego, mieszczącego w sobie ośrodek rehabilitacyjny, w Zachodniej Wirginni. Pobyt w więzienu uniemożliwił jej zdobycie licencji na występy w klubach i kabaretach, co było kolejnym powodem do sięgnięcia po narkotyki. Dzięki pomocy i wsparciu właściciela klubu Ebony – Johna Levy, który stał się jej partnerem i zarazem menadżerem, Holliday w końcu udało się wystąpić i przyciągnąć swoimi umiejętnościami szerokie grono odbiorców. Lata 50-te bezsprzecznie mogły należeć do Billie, choć niewątpliwie można byłoby mówić o większej efektywności jej występów, gdyby nie ciągła obecność alkoholu i narkotyków w jej życiu, oraz wynikające z tego faktu liczne problemy zdrowotne. 5. Śmierć Billie Holiday zmarła 17 lipca 1959 roku, w wieku zaledwie 44 lat. Jako oficjalny powód śmierci podano zator płucny i niewydolność serca. Faktem jest, że już w maju tego samego roku trafiła do szpitala z powodów dolegliwości serca, kamieni oraz marskością wątroby. Na pogrzeb wokalistki przyszło 3000 osób. Uroczystość pogrzebowa odbyła się w kościele katolickim w Nowym Jorku 21 lipca 1959 roku. Billie została pochowana na Cmentarzu św. Raymonda w Bronxie, w Nowym Jorku. Źródła: J. Blackburn, Billie Holiday: Biografia, WAB 2007. K. Gogol, Billie Holiday: Nie stroniła od heroiny, whisky i opium, ale jej najbardziej zgubnym nałogiem byli mężczyźni [w:] Wysokie Obcasy, 24.06.2015. Samanta Pleskaczyńska –...

10 RZECZY, KTÓRYCH NIE WIEDZIELIŚCIE O MARYLIN MONROE...

Głupiutka, pusta, bezrozumna, egoistka zapatrzona w siebie, łasa na komplementy, egocentryczka, słaba aktorka – to najczęstsze epitety, jakie padają pod adresem Marylin Monroe. A jak było naprawdę? Poniżej kilka faktów z życia ikony Hollywood. Zapraszamy do lektury! 1. NIE BYŁA GŁUPIA Marylin Monroe nie była głupia, mimo tak usilnie powielanego i utrwalanego w mediach wizerunku infantylnej aktoreczki. Jej biblioteczka liczyła ponad 400 pozycji literaturowych, czytała Dostojewskiego, pisma Freuda, Whitmana, uczestniczyła w zajęciach z historii sztuki na Uniwersytecie Kalifornijskim i była głodna wiedzy. Uwielbiała Hemingwaya, Steinbecka, Camusa. Kiedy czegoś nie wiedziała, drążyła temat tak długo, aż rozwiała swoje wątpliwości. 2. NIE LUBIŁA DIAMENTÓW Choć Marilyn Monroe była znana ze stwierdzenia, że „diamenty są najlepszym przyjacielem dziewczyny”, w rzeczywistości nie była orędowniczką tej myśli. Nie lubiła diamentów. W ogóle nie była fanem drogiej biżuterii. W zasadzie cała jej biżuteria, była biżuterią „sceniczną”, na potrzeby danej produkcji. W swojej prywatnej kolekcji miała jedynie sznur pereł i jeden pierścionek z brylantem, które zostały podarowane przez jej drugiego męża – Joe DiMaggio. 3. BYŁA BARDZO AKTYWNA W PRACY CHARYTATYWNEJ Jej występ dla żołnierzy w Korei – jeden z najsłynniejszych występów gwiazd, nie był jedyną aktywnością, podczas której pragnęła coś zrobić dla innych.  W 1952 zwróciła uwagę  świata, odwiedzając sierociniec i szpital dla dzieci. Wiele razy występowała charytatywnie, zbierając pieniądze dla potrzebujących placówek: w 1953 roku dla St. Jude Hospital, z kolei w 1955 roku objechała Madison Square Garden na słoniu przemalowanym na różowo, w celu zebrania pieniędzy  dla chorujących na artretyzm i reumatyzm. W 1957 roku podarowała swoje kolczyki, która miała na sobie podczas światowej premiery filmu „Książe i aktoreczka” na rzecz fundacji Milk Fund for Babies. Kiedy w 1962 zawitała do meksykańskiego sierocińca podarowała czek na sumę 1 tysiąca dolarów, aby po chwili go podrzeć i wypisać nowy na 10 tysięcy dolarów. Po jej śmierci 25% jej zarobków trafiło z kolei do Anna Freud Center – szpitalu psychiatrycznego dla dzieci. 4. MARYLIN NIEJEDNO MIAŁA IMIĘ Urodziła się jako Norma Jeane Mortenson, została ochrzczona jako Norma Jeane Baker, jako modelka występowała pod pseudonimem Jean Norman i Mona Monroe. Jej pierwotny pomysł na pseudonim sceniczny to Jean Adair. W hotelach podpisywała się jako Zelda Zonk, a w klinice psychiatrycznej jako Faye Miller. Dopiero w 1956 roku zmieniła imię i nazwisko na Marylin Monroe, kiedy była już gwiazdą. 5. MIŁOŚNICZKA GOTOWANIA Marylin uwielbiała gotować. Miała dziesiątki książek kucharskich, w których umieszczała własne uwagi i notatki na marginesie. W 1999 roku część książek została sprzedana w domu aukcyjnym Christie’s za niebagatelną sumę ponad 25 tysięcy dolarów. Jako młoda – 16 letnia mężatka, z pasją oddawała się gotowaniu prostych potraw, w szczególności upodobała sobie przyrządzanie marchewki z groszkiem, z racji uroczej kombinacji kolorystycznej. Z czasem jej potrawy były bardziej wysublimowane i z polotem. W zależności od upodobań jej kolejnych mężów, starała się sprostać ich kulinarnym gustom i sprawdzać się jako pani domu. 6. SUKIENKA MARZEŃ Jej słynna plisowana sukienka, w której wystąpiła w „Słomianym wdowcu”, znajdująca się w zbiorach kolekcjonerskich Debbie Reynolds, została zlicytowana w 2011 roku w kwocie 5,6 miliona dolarów. 7. MIŁOŚNICZKA ZWIERZĄT Marylin Monroe uwielbiała zwierzęta. Kochała je miłością bezgraniczną, absolutną i bezinteresowną. Potrafiła zrobić bardzo wiele dla zwierząt, i to nie tylko dla psów i kotów. Jej drugi mąż Joe DiMaggio zwykł opowiadać, że Marylin była zdolna przyprowadzić do domu krowę, która mokła na deszczu, ponieważ zrobiło jej się żal. Innym razem, podczas kręcenia „Misfits”, idąc przez plażę, zauważyła jak prąd wyrzucił z oceanu ryby, które to jedną po drugiej pozbierała i wrzuciła z powrotem do wody. Kiedy indzie znowu, natknęła się na grupę chłopaków, którzy złapali gołębie, w celu sprzedaży ich lokalnemu rzeźnikowi. Poprosiła ich, aby byli w tym samym miejscu dokładnie za tydzień, ona odkupi od nich te gołębie i wypuści je na wolność. Tak też uczyniła. 8. PROMOTORKA ELLI FITZGERALD Kiedy Marylin Monroe dowiedziała się, że Ella Fitzgerald nie może zarezerwować swojego występu w klubie „Mogambo” z uwagi na kolor skóry, osobiście udała się do właściciela i zapowiedziała mu, że jeśli pozwoli występować Elli Fitzgerald, to ona będzie siedziała co wieczór w pierwszym rzędzie, w jego klubie. Słowa dotrzymała. 9. NIE JEDNA, A JEDENAŚCIE RODZIN Dzieciństwo Marylin nie należało do najszczęśliwszych. Wychowała się w sierocińcu, od zawsze łaknęła miłości, uwagi, bezpieczeństwa. Zanim osiągnęła pełnoletność, miała aż jedenaście rodzin zastępczych. W żadnej z ich nie doświadczyła w takim stopniu tego, o czym tak bardzo marzyła. 10. MIŁOŚĆ AŻ PO GRÓB Przed śmiercią Marylin, jej drugi mąż Joe DiMaggio obiecał, że jeśli umrze, będzie co tydzień wysyłał na jej grób kwiaty. Czynił tak przez 20 następnych lat, wysyłając bukiety trzy razy w tygodniu. Wizerunek Marylin Monroe, promowany przez jej studio, menedżerów, producentów, tak bardzo różni się od tego, jaki był w rzeczywistości. Marylin była osobą nad wyraz wrażliwą, kruchą, bardzo łatwo można ją było zranić, była pełna kompleksów, miała zaniżone poczucie własnej wartości, często nie czuła się dobrze sama ze sobą....

„FATTY” ROSCOE ARBUCKLE: KRÓTKA HISTORIA ŻYCIA...

Roscoe „Fatty” Arbuckle (1887-1933) uznawany był za jednego z najbarwniejszych, najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej opłacanych komików. Jego kariera była bardzo płodna, aż do momentu wybuchu skandalu z jego udziałem, który nie tylko przekreślił jego dalsze życie zawodowe, ale także doprowadził do całkowitego upadku „najzabawniejszego człowieka Ameryki”. Roscoe „Fatty” Arbuckle początkowo pracował w spółce Selig Polyscope Company (od 1909 do 1913), aby później przenieść się do Keystone Studios, i współpracować z takimi ikonami, jak Harold Lloyd, czy Mabel Normand (swoją drogą jedną z niewielu kobiet w tym fachu). Od samego początku pracy zawodowej miał nie tylko niezwykły zmysł i intuicję w kreowaniu własnego wizerunku, ale także potrafił odkryć wielkie talenty (nie należy zapominać, że to przecież Arbuckle stał za odkryciem Charlie Chaplina, jak i Bustera Keatona). W 1921 roku podpisał jeden z najbardziej intratnych kontraktów w historii Hollywood, opiewający na okrągły milion dolarów, co miało zapewnić mu wyjątkowy status gwiazdy. Niestety, w tym samym roku doszło do skandalu, który na zawsze miał odmienić los dotąd tak lubianego i popularnego aktora. We wrześniu 1921 roku Arbuckle zorganizował przyjęcie, z udziałem swoich dwóch przyjaciół, i kilku zaproszonych kobiet, mocno zakrapiane alkoholem. Wśród nich była też Virginia Rappe, wówczas trzydziestoletnia znajoma aktora, początkująca aktorka. W czasie trwania przyjęcia, późnym wieczorem Rappe poczuła się bardzo źle, dlatego wezwano lekarza. Na podstawie dość pobieżnych oględzin stwierdzono, że kobieta przesadziła z alkoholem i aby uciszyć jej stan, podano morfinę. To, że Rappe nie została  od razu skierowana do szpitala było poważnym błędem, choć w jej stanie najprawdopodobniej i tak byłoby za późno. Faktem było, że Rappe cierpiała na przewlekłe zapalenie pęchęrza, nie sposób również zignorować faktu, że kobieta nie stroniła od alkoholu, a ponadto prowadziła mocno nieusystematyzowane życie seksualne (mówiąc najoględniej) – miała na swoim koncie kilka aborcji, nie ulega przy tym wątpliwości, że poziom opieki zdrowotnej w początkach XX wieku nie należał do najwyższych. Po dwóch dniach bardzo dokuczliwych bólów, Rappe w końcu trafiła do szpitala, w towarzystwie przyjaciółki – Bambiny Maude Delmont, która przekazała lekarzowi, badającemu Rappe, że kobieta została zgwałcona przez Arbuckle. Mimo, że Rappe została zbadana przez ginekologa, który nie potwierdził wersji Delmont, śmierć Virginii dzień później, w wyniku zapalenia otrzewnej, spowodowanego pęknięciem pęcherza, zrodziła szereg bardzo niekorzystnych dla Arbuckle spekulacji. Wyobraźnia ludzi oskarżających aktora nie miała granic: przedstawiano go w prasie jako rozpustnika, który gwałcąc Rappe użył do tego celu kawałek lodu, butelkę od Coca-Coli, albo od szampana. Nie minęło wiele czasu, kiedy sprawa Arbuckle, bardzo mocno rozdmuchana przez prasę (przede wszystkim przez brukowce Hearsta – który słynął z braku skrupułów), trafiła na wokandę. Opinia publiczna domagała się kary śmierci, oskarżając człowieka, który nie dość, że nie był winny, sam stał się ofiarą machiny, której nie sposób było zatrzymać, ani jemu samemu, ani jego przyjaciołom, którzy konsekwentnie wspierali komika, tak duchowo, jak i finansowo. Roscoe został aresztowany 17 września 1921 pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci (wcześniejszy proponowany zarzut dotyczył zabójstwa z premedytacją). W areszcie spędził blisko trzy tygodnie, następnie został wypuszczony za kaucją. Pierwszy (z trzech procesów) rozpoczął się 14 listopada 1921. Podczas procesu pojawiły się nieprawdziwe spekulacje i zeznania świadków. Oczekiwano od adwokatów Arbuckle pieniędzy, aby mogło dojść do ugody. Mimo, że prokuratura upierała się, że Arbuckle wiedział o chorobie Rappe i posiadając tę wiedzę, zgwałcił ją i zabił, komik konsekwentnie powtarzał, że kiedy kobieta zaczęła wymiotować na przyjęciu on i pozostali próbowali jej pomóc i zająć się nią. Biegli również przyznali, że przyczyną śmierci kobiety nie była ingerencja zewnętrzna, a długotrwały stan zapalny, jaki pustoszył organizm. Pierwszy proces zakończył się po dwóch tygodniach, w czasie których przesłuchano 60 świadków, w tym 18 lekarzy. 4 grudnia 1921 roku proces został unieważniony, w wyniku braku ustalenia jednoznacznego wyroku skazującego. Kolejny proces rozpoczął się 11 stycznia 1922 roku. Jego przebieg był na tyle istotny dla linii obrony Arbuckle, że zezwolono na ujawnienie niektórych, istotnych dla sprawy szczegółów z życia prywatnego Rappe. Przede wszystkim opowiedziano o rozwiązłości aktorki i jej zamiłowaniu do alkoholu. Biorąc pod uwagę taki obrót sprawy, obrona była pewna wyroku uniewinniającego, dlatego Arbuckle nie zeznawał. Nie zostało to właściwie odczytane, dlatego i tym razem nie udało się ustalić jednoznacznego wyroku. I tym razem proces został unieważniony. Trzeci, ostatni proces rozpoczął się 13 marca 1922 roku. Tym razem Arbuckle zeznawał, opowiedziano szerzej o trybie życie Rappe. Niespełna miesiąc później, przysięgli jednoznacznie orzekli o niewinności Arbuckle. Ustalenie werdyktu zajęło im zaledwie sześć minut. Do Arbuckle skierowano oficjalne oświadczenie, w którym przeprasza się komika za niesprawiedliwość, jaka go dotknęła, cóż z tego, jeśli wszystkie trzy procesy mocno nadwyrężyły jego zdrowie psychiczne, jeden z najlepiej opłacanych aktorów, stał się bankrutem (w chwili zakończenia ostatniego procesu był winny obronie ponad 700 tys. dolarów, co na dzień dzisiejszy wynosi równowartość bliską 10 milionów dolarów, musiał też zapłacić 500 dolarów grzywny, za zorganizowanie przyjęcia, na którym obecny był alkohol, co było wbrew ustawie o prohibcji), a ponadto wyjątkowo ucierpiała jego kariera aktorska. Mimo werdyktu...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress