HISTORIA TWARZY, HISTORIA MASKI, CZYLI O DYSCYPLINOWANIU I WYRAŻANIU EMOCJI...

Czy twarz od zawsze, to znaczy od początku cywilizacji, była ważnym elementem budującym nie tylko tożsamość, ale pozwalającym wyróżnić się czy w ogóle zaistnieć w społeczności? Czy, ujmując rzecz inaczej, twarz pełniła znaczącą rolę w społecznej komunikacji, w sztuce prowadzenia konwersacji, w retoryce, rytuałach, polityce? Otóż, wydaje się, że dopiero wiek XVI przynosi w tej kwestii znaczące zmiany. Odrodzenie bowiem łączy się nie tylko z ponownym odkryciem człowieka w ogóle, ale także z odkryciem jego podmiotowości, a przede wszystkim twarzy, która przestaje być maską, a zaczyna mówić, wyrażać uczucia, emocje. Renesansowy indywidualizm prowadzi wprost do wzmocnienia znaczenia ekspresji. Ostateczne odrzucenie maski, która była obowiązującym elementem „wyposażenia” aktora teatru antycznego, łączy się przecież z odkryciem twarzy. Portret renesansowy przynosi – nie przez przypadek – intymne odczytanie ludzkiej twarzy, oblicze staje się zarówno nośnikiem sensu, jak i określonych, bynajmniej nie przypadkowych, emocji. Ze względu jednak na fakt, iż każda twarz zaczyna niejako żyć własnym życiem, a człowiek funkcjonuje w określonej społeczności, z czasem pojawia się konieczność dyscyplinowania nadmiernej ekspresji, czyli dyscyplinowania twarzy, przede wszystkim dlatego, że „inni spoglądają”. Z historią twarzy bowiem łączą się także takie umiejętności człowieka, które bezpośrednio nawiązują do poznawania, umiejętności przekonywania, zarządzania grupą ludzi, ale także ich oszukiwania. Tak rozumiana zabawa twarzą mogła być podejmowana wyłącznie dla rozrywki, z nudów, ale także celowo, z wyrachowania, z konieczności osiągnięcia jakichś osobistych korzyści. W istocie zabawa więc bardzo szybko faktycznie przestaje nią być, jako że dla wielu staje się sztuką wyjątkową sztuką, umiejętnością, której można się wyuczyć, łączącą się bezpośrednio z tym, co przecież nakazuje savoir-faire i co wynika ze specyfiki ówczesnego życia salonowego, towarzyskiego. Dlatego też mówić się będzie w wieku XVII i XVIII o społecznej ogładzie, o regułach społecznego funkcjonowania, gestach, rytuałach, obyczajowości wspólnotowej, która nakazuje określony sposób zachowania czy działania. I tak istotne staje się w pewnym momencie opanowanie własnej twarzy, zapanowanie nad ekspresją, sprawowanie władzy nie tyle nad drugim człowiekiem, ile właśnie nad samym sobą. Coraz częściej też będzie się odtąd mówić o „utracie twarzy”, ale też przecież o konieczności „zachowania twarzy” w określonych sytuacjach. Wiek XVIII jest pod tym względem kluczowy, jako że rozwijające się wówczas mieszczaństwo, w znaczeniu warstwy społecznej, podlega znaczącemu ujednoliceniu, zarówno pod względem wyglądu zewnętrznego, stroju, jak i zespołu zachowań. W związku z tym z kolei coraz ważniejsze staje się wszystko to, co wyróżniające, inne, tajemnicze, wyjątkowe. Ekspresja „ja”, charakterystyczna dla romantycznego światopoglądu, jest tego zjawiska niewątpliwym następstwem. Przy czym w wieku XIX twarz ma stać się także swoistym wyrazem tego, co dzieje się we wnętrzu człowieka. Nie bez znaczenia wydaje się również i to, że to właśnie wówczas zdecydowanie na plan dalszy odchodzą wyznaczniki społecznego uczestnictwa, związane czy to z pochodzeniem, czy z koligacjami rodzinnymi jednostki. Liczy się bowiem przede wszystkim człowiek, niekoniecznie zaś jego nazwisko. Ważne stają się odtąd indywidualne dokonania, ale też to, co sobą zewnętrznie (także w znaczeniu oblicza) każdy człowiek reprezentuje. W ujęciu filozoficznym i komunikacyjnym twarz jest tym, co umożliwia każdemu człowiekowi nawiązanie oraz budowanie relacji międzyludzkich. Jest też oblicze nadal (i raczej pozostanie) maską, bo człowiek zawsze funkcjonuje w określonej społeczności, a w jej ramach podejmuje wybrane role społeczne. Historia twarzy to zatem historia raz to milczenia, raz swoistego krzyku ciała. Raz człowieka beznamiętnego, opanowanego, roztropnego, powściągliwego, innym razem człowieka roznamiętnionego, spontanicznego, impulsywnego, wrażliwego. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: J.J. Courtine, C. Haroche, Historia twarzy, Wyrażanie i ukrywanie emocji od XVI do początku XIX wieku, tłum. T. Swoboda, Słowo/ Obraz Terytoria, Gdańsk...

Z CHIN DO EUROPY, Z SALONU POD STRZECHY, CZYLI O TRADYCJI PRODUKCJI I SPOŻYWANIA LODÓW...

Spożywanie i produkowanie lodów nie jest dzisiaj niczym nadzwyczajnym. Można je nabyć niemal w każdym sklepie i w tak bogatych smakach, iż od samych nazw można dostać zawrotu głowy. Nie zawsze jednak tak było. I też dzisiejsze lody produkowane przemysłowo z pewnością nie dorównują tym wytwarzanym ręcznie jeszcze w wieku XIX, z niewątpliwym udziałem wyłącznie naturalnych składników. Prawdopodobnie lody znane były już w starożytnych Chinach. Przypominały one raczej tak popularne dzisiaj sorbety niż lody mleczne o kremowej konsystencji. Przy czym niektóre źródła podają, iż już wówczas stosowano mieszanki mleka, lodu oraz owoców. Produkcja i przechowywanie lodów były możliwe dzięki specjalnej metodzie przechowywania lodu. W starożytnej Grecji, a później także w Rzymie tworzono coś w rodzaju lodowni, pomieszczenia umieszczonego głęboko w ziemi, dzięki temu  można było dłużej cieszyć się zamrożonymi specyfikami. Sprowadzanie lodu z gór było jednak czynnością bardzo kosztowną i wymagającą specjalnej organizacji pracy, w związku z tym na ów słodki deser mogli pozwolić sobie tylko najwyżsi dostojnicy i ludzie bardzo zamożni. Do wielbicieli lodowych przysmaków należeli m.in. Neron czy Aleksander Wielki. Ten ostatni prawdopodobnie stosował je jako nagrodę dla szczególnie zasłużonych żołnierzy. Przez wieki specyfik ten był domeną kuchni elit i gościł tylko na pańskich stołach. Do produkcji lodów coraz częściej używano jednak nie tylko przetartych owoców czy soków owocowych, ale także miodu, wina, przypraw smakowych – wanilii, cynamonu, ale także kawy, czekolady czy orzechów. Prawdopodobnie przepis na lody kremowe zawędrował do Europy wraz z Marco Polo. Popularyzacja tego deseru łączy się niewątpliwie z ziemią włoską, przy czym prym wiodły przez długie lata Sycylia oraz Wenecja. Do dzisiaj zresztą to właśnie lody włoskie uchodzą za smakowo najcudowniejsze na świecie. Zmiany w technologii produkowania oraz przechowywania lodu spowodowały, że ich produkcja, choć nadal bardzo droga przyczyniła się do rozpowszechniania tradycji ich spożywania na salonach. Do szczególnych wielbicieli lodów należał Ludwik XIV. To prawdopodobnie na dworze francuskim pojawiła się tradycja spożywania lodów w formie kulek, preferowanych przez smakoszy w takiej formie także współcześnie. Jedzono je jednak podawane w ozdobnych pucharkach, często nadając dodatkowo fantazyjne kształty odpowiadające ich smakom, na przykład lody malinowe przypominały kształtem wspomniane owoce. Zresztą inwencji w tej kwestii nigdy nie brakowało. Tradycyjnie bowiem jeszcze w wieku XVIII spożywano nie tylko lody słodkie, najczęściej owocowe, ale także te wytrawne, podawane na ostro, choć te gościły na stołach zdecydowanie rzadziej. Nie było także w dobrym tonie zjadanie tych części deseru, które na półmisku czy salaterce uległy już rozpuszczeniu, przy czym bardzo rzadko jednak dopuszczano do takiego marnotrawstwa… Prawdziwy przełom nastąpił jednak wówczas, gdy receptura produkcji lodów trafiła do Stanów Zjednoczonych i to wcale nie ze względu na zwiększenie ich kaloryczności. Bynajmniej. Na początku XX wieku wynaleziono tam bowiem sposób produkowania waflowych rożków, które umożliwiały spożywanie lodów niemal w każdym miejscu, na ulicy, w ogrodzie. Wynalazek ów, dość prędko zresztą rozpowszechniony w Europie, przyczynił się także do popularyzacji tego smakowitego specjału wśród niższych warstw społecznych. Lody stały się produktem zdecydowanie bardziej dostępnym i coraz tańszym. W dwudziestoleciu międzywojennym każda szanująca się kawiarnia posiadała już w swoim menu lody w co najmniej kilku wariantach smakowych. Nadal jednak należało rożki owijać w papierowe serwetki, aby nie pobrudzić dłoni czy ubrania, szczególnie wówczas gdy spożywano lody podczas rodzinnych spacerów. Lodowe przysmaki podawano także w cukierniach, zamawiano również do domu, co było dość powszechną praktyką w przedwojennych zamożnych domach. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: J. Quinzio, Of Sugar and Snow. A History of Ice Cream Making, London 2009. D. de Witt, Kuchnia Leonarda Da Vinci. Sekretna historia kuchni włoskiej, tłum. Bożena Jóźwiak, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań...

KOBIECA HISTORIA MĘSKICH SPODNI

Spodnie, jako element kobiecego stroju, jeszcze całkiem niedawno były nie do przyjęcia w towarzyskich kręgach, nie tylko sfer wyższych. Szata zdobi człowieka, a kobietę suknia. I mimo iż na hasło rewolucji francuskiej składały się wolność, równość, braterstwo, niemożliwe było równouprawnienie kobiet i mężczyzn w kwestii stroju, a to z tego powodu, iż ówcześnie kobiety pozostawały de facto poza społeczeństwem i sferą decyzyjną. Zatem równość dotyczyć mogła wyłącznie mężczyzn. Nie oznacza to jednak, iż wśród kobiet nie było takich, które noszenie wygodnego stroju uważały za coś naturalnego i bynajmniej nie podlegającego moralnym ocenom. Dość wspomnieć o Joannie d’Arc czy Katarzynie Sforcy – ta ostatnia w istocie okazała się waleczniejszym wojownikiem niż jej małżonek. Zresztą jej zbroja z okresu ciąży pozostaje w zbiorach muzeum w Bolonii… Gdy George Sand zdecydowała się przywdziać męski strój, niemal cały towarzyski świat odpowiedział na taką – jak uważano powszechnie – prowokację negatywnie. W XIX wieku strój pozostawał wciąż najbardziej czytelnym symbolem dwoistości płci. Ów odważny w istocie krok Sand rychło znalazł swoje naśladowczynie i wpisał się w porządek walki kobiet o swobodę samostanowienia i wyrażania siebie, także poprzez strój. O ile jednak rewolucja francuska nie zburzyła porządku świata opartego na wyraźnym podziale ról społecznych na damskie i męskie, o tyle dokonał tego paradoksalnie sport. W przestrzeni społecznej zaczyna bowiem królować rower. I podobnie jak niegdyś koń wymusił na jeźdźcach przywdzianie spodni, tak na początku XX wieku podobnie rzecz się ma z bicyklem, którym kobiety posługiwały się w owych czasach coraz lepiej. Stąd karierę robią bufiaste spodnie damskie – bloomerki – plisowane w talii, noszone zazwyczaj z pończochami i sznurowanymi trzewikami. Początkowo przywdziewano do takich spodni coś w rodzaju sukienki, która jednak z biegiem lat stawała się coraz krótsza, by w końcu upodobnić się do bluzki. Z tego kostiumu zresztą powstał nieco później kostium kąpielowy. Prawdziwą rewolucją w kwestii mody kobiecej, aczkolwiek podyktowaną niemal wyłącznie względami praktycznymi, okazała się pierwsza wojna światowa. Kobiety musiały przecież zastąpić mężczyzn w wielu dziedzinach życia, czy to zawodowego, czy związanego choćby z koniecznością utrzymania rodziny. Można więc uznać, iż sfera kobiecej odpowiedzialności wówczas ostatecznie została poszerzona o ubiór – najczęściej po prostu roboczy strój męski. Po wojnie demokratyzacja stroju zaznaczała się coraz bardziej. Pojawiły się popularne ówcześnie piżamy plażowe, a do wciąż dość szerokich spodni noszono coraz częściej bluzki z odkrytymi plecami. Gwiazdy kina pojawiają się na dużym ekranie w szortach, wyznaczając w ten sposób nowe trendy w damskiej modzie. Owe szorty oczywiście pozostają szerokie, nie opinają ciała i sięgają mniej więcej kolan. Szybko jednak stają się ulubionym elementem garderoby kobiet, szczególnie tych uprawiających sport. Druga wojna światowa również skłania kobiety do przyodziewania strojów wygodnych, nie krępujących ruchów, umożliwiających podejmowanie fizycznej aktywności. Poza tym względy praktyczne przemawiały za tym, by nie przerabiać mężowskich spodni na spódnice, tylko po prostu je przywdziewać, dokonując tylko pomniejszych przeróbek. Po wojnie zaś popularność zdobywają dżinsy, choć przez długi czas pozostają one elementem codziennego stroju, bynajmniej nie kojarzonego z elegancją. Pierwotnie były wykrajane i szyte z płótna namiotowego, zatem bardzo sztywne i wytrzymałe, noszone na szelkach. Współcześnie wykonywane są raczej z delikatniejszego materiału, wyposażone w tylne kieszenie i pas ze szlufkami. Niegdyś brązowe, bo taki był kolor brezentu, dziś głównie w kolorze denimu – błękitnym, choć nie tylko. Spodnie – noszone z powodzeniem przez kobiety i mężczyzn na całym świecie – pozostają symbolem wyraźnego zacierania granic między tym, co męskie, a tym, co kobiece. Z pewnością proces to nieuchronny… Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Źródła: M.Toussaint-Samat, Historia stroju, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2002. E. Ewing, History of Twentieh Century Fashion,...

W OCZEKIWANIU NA „PRZEBUDZENIE MOCY” …CZYLI DLACZEGO GEORGE LUCAS PRAWIE NIE NAKRĘCIŁ „GWIEZDNYCH WOJEN”...

Obecnie mało osób może sobie wyobrazić światowe kino, jego historię bez sagi Star Wars. Seria ta tak silnie oddziałuje na kulturę masową, że nawet osoba, która nie miała okazji zobaczyć przynajmniej jednej części, z całą pewnością zetknęła się z symbolami – słowami kluczami pochodzącymi z tego filmu. Dotyczy to na przykład wyrażeń: miecz świetlny, Yoda, czy też mistrz Jedi. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego jak niewiele brakowało, aby George Lucas w ogóle sagi Star Wars nie  stworzył. Na wstępie należy wskazać, że George Lucas na początku był w pełni oddany swojemu scenariuszowi oraz pomysłowi na jego realizację. W tych działaniach nie chciał w żaden sposób iść na kompromisy. W żaden sposób  nie zamierzał wprowadzać zmian w swojej autorskiej koncepcji. To właśnie doprowadziło do tego, że pierwsza wytwórnia, do której się zgłosił – czyli United Artist –  lekceważąco podeszła do jego scenariusza. Faktycznie, jego pierwsza wersja  była… delikatnie mówiąc słaba, bardziej przypominająca tanią powieść, niż pomysł na hit kinowy. Upór Lucasa sprawił jednak, że w żaden sposób nie chciał on zgodzić się na zmiany. Cały pomysł na Star Wars okazał się chybiony. Po kilku latach, George Lucas zetknął się z Alanem Laddą, który był zachwycony innym filmem Lucasa pt. „American Graffiti”. Ladda podjął starania, aby ściągnąć reżysera do studia 20th Century Fox. Propozycja została przyjęta. Wówczas, Lucas jako już bardziej doświadczony „życiowo” i zawodowo twórca, postanowił napisać scenariusz jeszcze raz, od początku, dostrzegając błędy, które już wcześniej były mu zarzucane. Trzeba jednak wskazać na to, że Lucas zgodził się przejść do tej wytwórni tylko dlatego, że  Ladda obiecał mu, iż osobiście zaangażuje się w negocjacje z szefami 20th Century Fox w celu nakręcenia pomysłu Lucasa. Nowy zarys scenariusza był gotowy w roku 1975. George Lucas postanowił zaprezentować swój „dopracowany” pomysł szefom studia 20th Century Fox. Ci po pewnym czasie z aprobatą przyjęli wstępną wersję scenariusza, jednak trzeba tutaj zauważyć, że nieodzowna okazała się tu pomoc dla reżysera udzielona ze strony Ralpha McQuarriie. Gdyby nie podjęta przez niego praca nad przygotowaniem projektów kilku scen Star Wars, włodarze wytwórni z całą pewnością bardziej krytycznie podeszliby do nowatorskiej koncepcji  Lucasa. Lucas proponował całkowicie nową formę kina, tak zwane kino nowej przygody, które w zdecydowany sposób odrzucało do tej pory obowiązujące standardy filmowe, ale o tym kiedy indziej. Wracając jednak do clue rozważań, zgoda na scenariusz Star Wars nie oznaczała jednak, że Lucasowi skończyły się problemy związane z realizacją opisywanego filmu. Fox po pierwsze chciał mieć jak największy wpływ na to, jak realizowane są poszczególne sceny, zaś po drugie, cały czas – pomimo wcześniejszych porozumień – dążył do ograniczenia budżetu pierwotnie przyznanego Lucasowi.  To przeradzało się w otwarte wojny pomiędzy Lucasem a na przykład operatorem kamery Gilbertem Taylorem. Problemy na planie filmowym doprowadził nawet do tego, że reżyser miał problemy z układem krążenia i na kilka dni trafił do szpitala. Nie lepiej było z samą dystrybucją w USA. Fox z nieufnością podchodził do dzieła Lucasa, zatem jego film nie mógł być w pełni wypromowany wśród potencjalnych widzów. Pomimo tych komplikacji, Star Wars szybko okazały się potężnym sukcesem. Od razu zdecydowano się na rozpoczęcie prac nad wersją telewizyjną oraz nad kolejną częścią sagi. Widać zatem, że kluczowe znaczenie dla zrealizowania pomysłu Georga Lucasa miało to, że w odpowiednim czasie spotkał na swojej drodze  ludzi, którzy mu chcieli pomóc. Bez ich pomocy, scenariusz Star Wars mógłby trafić do szuflady na wiele, wiele długich lat. M.G. – Chcemywiedziec.pl Źródła: A. Jawłowski, Dawno temu w galaktyce popularnej, Wydawnictwa akademickie i profesjonalne, Warszawa 2010 D. White, George Lucas, Twenty – First Century Books, New York 2000 O. Denker, Gwiezdne Wojny. Jak powstawała kosmiczna trylogia, In Rock Music Press, Poznań...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress