TAJEMNICE ZAMKU W MALBORKU

Malbork znany jest przede wszystkim z twierdzy krzyżackiej, jaka została przez zakon Krzyżaków zbudowana w XIII – XIV wieku. Był to jeden z największych zamków warownych średniowiecznej Europy, a zdecydowanie największy pokrzyżacki i gotycki. Dla turysty jego wielkość jest imponująca pomimo tego, że w wyniku bombardowań II wojny światowej był mocno zniszczony i do dnia dzisiejszego nie udało się wszystkiego jeszcze odbudować. Związanych jest z nim wiele ciekawostek, które rzucają zupełnie inne światło na funkcjonowanie nie tyle samego zamku, co całego Zakonu Krzyżackiego. Warto wskazać w tym miejscu, że: W XIII i XIV wieku zamek był budowany na terenie ówczesnych Prus, jednak to ani Prusacy, ani sami Krzyżacy nie byli odpowiedzialności za budowę i konstrukcję twierdzy. Zdecydowana większość budowniczych pochodziła ze Śląska. Lokalna ludność była zaś wykorzystywana tylko jako tania siła robocza, zaś Krzyżacy jako nadzorcy. Pomimo tego, że zamek w Malborku był stolicą Krzyżaków, to jednak ci niechętnie chcieli bronić murów warowni. Uważali się za rycerzy maryjnych, zaś służba na murach nie była dla nich godnym zadaniem. W związku z tym zlecali to zadanie najemnikom. Pochodzi oni głównie z Niemiec lub z Czech. Korpus obrony liczył w zależności od potrzeb od 1 300 do 4 000 tysięcy osób. Polacy zbrojnie nie zdobyli zamku w Malborku. Aby po wielu niepowodzeniach przejąć nad nim panowanie, zdecydowali się po prostu przekupić czeskich najemników, którzy w 1457 roku bronili tego grodu. Jedna z legend dotyczących zamku opowiada o tym jak jego skarbiec został ograbiony przez piekarzy, którzy pracowali w piekarni zamkowej znajdującej się tuż pod samym skarbcem. Warto zauważyć, że samo wejście do niego było bardzo pilnie strzeżone. Przed wejściem stał cały oddział rycerzy. Osoba wchodząca do środka musiała pokonać podwójne drzwi, z tym że te drugie (metalowe) zamykane były na trzy klucze, które posiadane były (po jednym) przez Wielkiego Mistrza Zakonnego, Wielkiego Skarbnika oraz Wielkiego Komtura. Otwierany był jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Złodzieje zostali jednak szybko złapani i powieszeni. Inną kwestią jest to, że po przegranej bitwie pod Grunwaldem, skarbiec i tak był praktycznie pusty. Krzyżacy wprost zbankrutowali, kiedy po klęsce musieli opłacić rycerzy – najemników z Europy zachodniej, którzy na ich wezwanie stawili się do walki przeciwko Polakom i Litwinom. Zamek jest nawiedzony. O północy w kaplicy Św. Anny mają spotykać się i potajemnie spiskować pochowali tam Mistrzowie Krzyżaccy.   To tylko kilka ciekawostek związanych z tym grodem. Zdecydowanie więcej z nich można poznać po prostu odwiedzając zamek w Malborku, do czego w Nowym Roku, szczególnie w aurze zimowej zachęcam! M.G. – Chcemywiedziec.pl Bibliografia A. Regliński, W kręgu legend krzyżackich, Wydawnictwo Region, 2008 M. Stokowski, Zamek Malbork. Siedziba wielkich mistrzów, Wydawnictwo TopSpot Guide,...

STANISŁAWA WALASIEWICZ I JEJ TAJEMNICE

Mówiąc o polskich gwiazdach i mistrzach Olimpiady, współczesny Polak, który chociaż trochę interesuje się sportem, wymienia z całą pewnością Kozakiewicza, Korzeniowskiego, czy obecnie Włodarczyk. Nie zmienia to jednak faktu, że kraj reprezentowany był wcześniej przez zawodników, którzy osiągali zdecydowanie większe sukcesy. Już w okresie międzywojennym na Igrzyskach Olimpijskich polscy lekkoatleci zdobywali nie tylko złote medale, lecz również wielokrotnie bili rekordy świata, i to nawet w biegach sprinterskich. Jest to szczególnie interesujące, bo przecież nikt sobie nie wyobraża, aby rekordy te były zdobywane przez kogoś innego niż Jamajczyk, czy Amerykanin, zaś z drugiej strony awans „Białego” do finału na przykład „stumetrówki” odbierany jest jako ogromny  sukces. Przed II wojną światową sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jednym z bardziej utytułowanych i rozpoznawalnych sportowców była właśnie Polka – Stanisława Walasiewicz. Sportsmenka urodziła się w 3 kwietnia 1911 roku w małej wiosce Wierzchnia nieopodal Rypina i Brodnicy (obecnie województwo kujawsko – pomorskie). Były to zatem jeszcze czasy, kiedy Polska była pod zaborami, zaś obszar ten w zasadzie znajdował się pod wpływami rosyjskimi. Trudna sytuacja doprowadziła do tego, że rodzice Stanisławy, kiedy ta miała jeszcze 3 miesiące, emigrowali z nią do USA. Ojciec atletki – Julian – został zatrudniony w jednej ze stalowni w Cleveland. Stanisława Walasiewicz tam właśnie rozpoczęła szkołę oraz zaczęła uprawiać sport. Szybko okazało się, że ma niewątpliwy talent do dyscyplin lekkoatletycznych. Już w wieku 16 lat (w roku 1927) wygrała amerykańskie eliminacje krajowe w biegach, swoim wynikiem kwalifikując się do Olimpiady z 1928 roku w Amsterdamie. Nie mogła jednak reprezentować Stanów Zjednoczonych, ponieważ nie miała amerykańskiego obywatelstwa (te było przyznawane dopiero osobom od 21 roku życia). Niemniej, wyczynem tym zdobyła bardzo duże uznanie amerykańskich trenerów. Kiedy skończyła szkołę, w zasadzie skończyć się też mogła dla niej możliwość aktywnego uprawniania sportu. W związku z tym, zapisała się do polonijnej sekcji klubu SOKÓŁ. Tam zaczęła szybko odnosić kolejne sukcesy. Podczas zlotu wszystkich członków klubów SOKÓŁ w Poznaniu w 1929 roku zdobyła aż pięć złotych medali (na 60, 100, 200, 400 metrów oraz w skoku w dal). Jej popularność systematycznie rosła. Amerykanie widząc realną szansę na medal postanowili nagiąć przepisy i przyznać jej szybko obywatelstwo, by jeszcze w roku 1932 mogła wystartować w ich ekipie na Igrzyskach w tym samym roku. Początkowo Stanisława Walasiewicz przyjęła tę propozycję, jednak na dwa dni przed zaplanowaną uroczystością wręczenia dokumentów zmieniła zdanie. Postanowiła tym samym na Olimpiadzie w Los Angeles reprezentować Polskę i przeprowadziła się do ojczyzny. Podczas Olimpiady, Walasiewicz zdobyła złoty medal na 100 metrów jednocześnie wyrównując obowiązujący wówczas rekord świata (11, 9 sekundy). Tego samego dnia zajęła również szóste miejsce w finale rzutu dyskiem. Rekord świata w tej konkurencji biegowej udało się jej poprawić 17 września 1933 roku. Pobiegła wówczas 100 metrów w czasie 11, 8 sekundy. Tego samego dnia poprawiła również rekord świata na 60 metrów, który wynosił od tego czasu 7, 4 sekundy (tydzień później we Lwowie mogła pochwalić się jeszcze lepszym wynikiem – 7, 3 sekundy). Na mistrzostwach lekkoatletycznych Warszawy w tym samym roku zdobyła kolejnych 9 złotych medali. Na Olimpiadę do Berlina w roku 1936 jechała zatem jako jedna z głównych faworytek. W biegu na 100 metrów, pomimo tego, że pobiła po raz kolejny obowiązujący rekord świata (uzyskała 11, 7 sekundy), musiała uznać wyższość Amerykanki  Helen Stephens (11, 5 sekundy). Po zawodach tych doszło jednak do pewnej kontrowersji. Amerykańska zwyciężczyni oskarżona została, że jest mężczyzną. Nic dziwnego. Stephens miała ponad 180 centymetrów wzrostu oraz nosiła buty rozmiar 43. Przeprowadzono kontrolę jej płci, podczas której okazało się jednak, że jest kobietą. Jaki ma to związek ze Stanisławą Walasiewicz – o tym nieco później. Po II wojnie światowej  sportsmenka osiedliła się na stałe w USA. W roku 1947 uzyskała amerykańskie obywatelstwo. W Ameryce była znana pod nazwiskiem Stella Walsh, a później Stella Walsh – Ollsen (po ślubie z bokserem Neilem Ollsenem – małżeństwo co prawda nie przetrwało, to jednak Polka / Amerykanka do końca życia posługiwała się podwójnym nazwiskiem). Od tego czasu mogła brać pełnoprawny udział w mistrzostwach krajowych Stanów Zjednoczonych, gdzie odnosiła znaczące sukcesy. Wszyscy bardzo mocno podkreślali, że pomimo tego, że starzała się, to jednak cały czas była w stanie poprawiać swoje wyniki. Warto podkreślić, że w wieku 40 lat wygrała mistrzostwa kraju w skoku w dal. Po zakończeniu kariery sportowej zamieszkała na stałe w Cleveland. Zginęła w roku 1980 zupełnie przypadkowo. Można powiedzieć, że znalazła się w złym miejscu o złym czasie. Została zastrzelona podczas napadu na sklep, w którym robiła zakupy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Stanach Zjednoczonych, każda osoba, która zginie z broni palnej musi obowiązkowo przejść sekcję zwłok. W tym momencie koroner ujawnił największy jej sekret. Okazało się, że Stanisława Walasiewicz jest hermafrodytą, czyli posiada zarówno narządy płciowe męskie i żeńskie. Badania genetyczne wykazały z kolei, że w jej organizmie dominuje chromosom Y. Światowa Federacja Lekkoatletyczna nigdy oficjalnie nie wypowiedziała się na temat tej kontrowersji. Wszystkie jej rekordy...

SAMOCHODY MARSZAŁKA PIŁSUDSKIEGO

Józef Piłsudski praktycznie każdemu kojarzy się z Kasztanką. To właśnie w kontekście tej klaczy przedstawia się Marszałka oraz jego najbliższe otoczenie. Nic bardziej mylnego. Piłsudski był jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników motoryzacji w II RP. Wbrew pozorom, Marszałek korzystał z kilku różnych marek samochodów. Chodzi tu na przykład o Rolls – Royce’ a, jednego z pierwszych w kraju, którym na co dzień przemieszczał się Piłsudski. Mowa tutaj o modelu 20/25 HP. Kultowa już marka, która tak jak obecnie, również w okresie międzywojennym była wyznacznikiem zamożności i statusu społecznego, wykorzystywana była przez wodza do swoich prywatnych wycieczek, odwiedzania innych miast, normalnego użytkowania. Choć sam Piłsudski co prawda nie posiadał prawa jazdy, chętnie z szoferem podróżował po całym kraju. Trzeba jednak zauważyć, że ta brytyjska konstrukcja nie była ulubioną dla Marszałka. Zdecydowanie bardziej wolał amerykańskiego Cadillaca. Ostatni z nich, model  355D, był zbudowany na specjalne życzenie polskich władz. Zresztą od samego początku, Piłsudski przejawiał dużą słabość do amerykańskiej motoryzacji i w jego garażach znalazło się kilka takich aut. W czasie jednej ze swoich rozmów na temat samochodu jaki byłby dla niego najlepszy, miał wprost powiedzieć: „Ważne, żeby nie bujało. I dobrze żeby był amerykański”. Niemniej, Cadillac 355 D był wyjątkowy. Czarny, długi na 5, 5 metra, szeroki na dwa metry, o mocy 130 koni mechanicznych zdecydowanie wyróżniał się spośród innych dostępnych wówczas na rynku samochodów, a tym bardziej tych spotykanych w kraju. Marszałek sprowadził go na początku 1935 roku, i co prawda było to na kilka miesięcy przed swoją śmiercią, do końca życia był pod dużym wrażeniem swojego nowego zakupu. W swoim sarkastycznym tonie miał powiedzieć: „No, trumnę mi tu szykujecie!”. Amerykanie podczas jego budowy spełnili wszystkie życzenia polskiej strony. Cadillac dla Piłsudskiego był o 12 centymetrów wyższy od standardowego modelu. Marszałek był schorowany, zatem chciano mu poprzez to ułatwić podróżowanie. Poza tym, samochód miał telefon, pancerne szyby. Bok, tył oraz silnik wzmocnione były cementowymi, grubymi płytami, które miały zapewnić ochronę przed kulami i pociskami. Warto również podkreślić, że specjalnie dla Józefa Piłsudskiego, w jego Cadillacu po raz pierwszy zamontowano niezależne zawieszenie przednich kół. Sam Marszałek długo nie cieszył się nowym nabytkiem. Choć sam wkrótce zmarł, samochód cały czas był wykorzystywany. Wiąże się z nim kilka interesujących anegdot. Po śmierci Piłsudskiego, początkowo cadillaca 355D dostała wdowa po Marszałku, zaś po roku został od niej wykupiony oraz wcielony do kolumny transportowej GISZ. To właśnie ten samochód był wypożyczony między innymi Göringowi, kiedy ten wypoczywał w Puszczy Białowieskiej. Korzystał z niego również król Rumunii podczas wizyty w Poznaniu oraz marszałek Rydz – Śmigły. Auto przetrwało wojnę światową w Bukareszcie. Po jej zakończeniu, komuniści ściągnęli auto do kraju. Zdewastowali cadillaca strzelając do niego z broni maszynowej, by tym samym sprawdzić czy rzeczywiście amerykańska konstrukcja jest kuloodporna. Zniszczone auto znalazło się w jednym z magazynów wrocławskiego ZOO.   W latach 60 XX wieku wydostała go stamtąd Naczelna Organizacja Techniczna. Został zaprezentowany publiczności w muzeum NOT jako samochód należący do prezydenta Mościckiego. Właśnie tak nazwany przetrwał do końca PRL. Obawiano się, że komuniści nie przyjmą do wiadomości tak cennej i wyjątkowej pamiątki po Piłsudskim. Sądzono, że cadillac traktowany jako auto prezydenta ma większe szanse na przetrwanie. Samochód z muzeum NOT wydobyty został dopiero w XXI wieku. W roku 2013, już odrestaurowane auto, wzięło udział w Warszawie w obchodach 11 listopada –  Święta Niepodległości. M.G. – Chcemywiedziec.pl Źródła: M. Marczak, Dlaczego Piłsudski najbardziej lubił samochody z USA?, Newsweek Historia, 2014, nr 12 J. Tarczyński, M. Sokół – Potocki, Ostatni samochodów Józefa Piłsudskiego. Cadillac 355D, Wydawnictwo ZP, 2014...

W OCZEKIWANIU NA „PRZEBUDZENIE MOCY” …CZYLI DLACZEGO GEORGE LUCAS PRAWIE NIE NAKRĘCIŁ „GWIEZDNYCH WOJEN”...

Obecnie mało osób może sobie wyobrazić światowe kino, jego historię bez sagi Star Wars. Seria ta tak silnie oddziałuje na kulturę masową, że nawet osoba, która nie miała okazji zobaczyć przynajmniej jednej części, z całą pewnością zetknęła się z symbolami – słowami kluczami pochodzącymi z tego filmu. Dotyczy to na przykład wyrażeń: miecz świetlny, Yoda, czy też mistrz Jedi. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego jak niewiele brakowało, aby George Lucas w ogóle sagi Star Wars nie  stworzył. Na wstępie należy wskazać, że George Lucas na początku był w pełni oddany swojemu scenariuszowi oraz pomysłowi na jego realizację. W tych działaniach nie chciał w żaden sposób iść na kompromisy. W żaden sposób  nie zamierzał wprowadzać zmian w swojej autorskiej koncepcji. To właśnie doprowadziło do tego, że pierwsza wytwórnia, do której się zgłosił – czyli United Artist –  lekceważąco podeszła do jego scenariusza. Faktycznie, jego pierwsza wersja  była… delikatnie mówiąc słaba, bardziej przypominająca tanią powieść, niż pomysł na hit kinowy. Upór Lucasa sprawił jednak, że w żaden sposób nie chciał on zgodzić się na zmiany. Cały pomysł na Star Wars okazał się chybiony. Po kilku latach, George Lucas zetknął się z Alanem Laddą, który był zachwycony innym filmem Lucasa pt. „American Graffiti”. Ladda podjął starania, aby ściągnąć reżysera do studia 20th Century Fox. Propozycja została przyjęta. Wówczas, Lucas jako już bardziej doświadczony „życiowo” i zawodowo twórca, postanowił napisać scenariusz jeszcze raz, od początku, dostrzegając błędy, które już wcześniej były mu zarzucane. Trzeba jednak wskazać na to, że Lucas zgodził się przejść do tej wytwórni tylko dlatego, że  Ladda obiecał mu, iż osobiście zaangażuje się w negocjacje z szefami 20th Century Fox w celu nakręcenia pomysłu Lucasa. Nowy zarys scenariusza był gotowy w roku 1975. George Lucas postanowił zaprezentować swój „dopracowany” pomysł szefom studia 20th Century Fox. Ci po pewnym czasie z aprobatą przyjęli wstępną wersję scenariusza, jednak trzeba tutaj zauważyć, że nieodzowna okazała się tu pomoc dla reżysera udzielona ze strony Ralpha McQuarriie. Gdyby nie podjęta przez niego praca nad przygotowaniem projektów kilku scen Star Wars, włodarze wytwórni z całą pewnością bardziej krytycznie podeszliby do nowatorskiej koncepcji  Lucasa. Lucas proponował całkowicie nową formę kina, tak zwane kino nowej przygody, które w zdecydowany sposób odrzucało do tej pory obowiązujące standardy filmowe, ale o tym kiedy indziej. Wracając jednak do clue rozważań, zgoda na scenariusz Star Wars nie oznaczała jednak, że Lucasowi skończyły się problemy związane z realizacją opisywanego filmu. Fox po pierwsze chciał mieć jak największy wpływ na to, jak realizowane są poszczególne sceny, zaś po drugie, cały czas – pomimo wcześniejszych porozumień – dążył do ograniczenia budżetu pierwotnie przyznanego Lucasowi.  To przeradzało się w otwarte wojny pomiędzy Lucasem a na przykład operatorem kamery Gilbertem Taylorem. Problemy na planie filmowym doprowadził nawet do tego, że reżyser miał problemy z układem krążenia i na kilka dni trafił do szpitala. Nie lepiej było z samą dystrybucją w USA. Fox z nieufnością podchodził do dzieła Lucasa, zatem jego film nie mógł być w pełni wypromowany wśród potencjalnych widzów. Pomimo tych komplikacji, Star Wars szybko okazały się potężnym sukcesem. Od razu zdecydowano się na rozpoczęcie prac nad wersją telewizyjną oraz nad kolejną częścią sagi. Widać zatem, że kluczowe znaczenie dla zrealizowania pomysłu Georga Lucasa miało to, że w odpowiednim czasie spotkał na swojej drodze  ludzi, którzy mu chcieli pomóc. Bez ich pomocy, scenariusz Star Wars mógłby trafić do szuflady na wiele, wiele długich lat. M.G. – Chcemywiedziec.pl Źródła: A. Jawłowski, Dawno temu w galaktyce popularnej, Wydawnictwa akademickie i profesjonalne, Warszawa 2010 D. White, George Lucas, Twenty – First Century Books, New York 2000 O. Denker, Gwiezdne Wojny. Jak powstawała kosmiczna trylogia, In Rock Music Press, Poznań...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress