Z CHIN DO EUROPY, Z SALONU POD STRZECHY, CZYLI O TRADYCJI PRODUKCJI I SPOŻYWANIA LODÓW...

Spożywanie i produkowanie lodów nie jest dzisiaj niczym nadzwyczajnym. Można je nabyć niemal w każdym sklepie i w tak bogatych smakach, iż od samych nazw można dostać zawrotu głowy. Nie zawsze jednak tak było. I też dzisiejsze lody produkowane przemysłowo z pewnością nie dorównują tym wytwarzanym ręcznie jeszcze w wieku XIX, z niewątpliwym udziałem wyłącznie naturalnych składników. Prawdopodobnie lody znane były już w starożytnych Chinach. Przypominały one raczej tak popularne dzisiaj sorbety niż lody mleczne o kremowej konsystencji. Przy czym niektóre źródła podają, iż już wówczas stosowano mieszanki mleka, lodu oraz owoców. Produkcja i przechowywanie lodów były możliwe dzięki specjalnej metodzie przechowywania lodu. W starożytnej Grecji, a później także w Rzymie tworzono coś w rodzaju lodowni, pomieszczenia umieszczonego głęboko w ziemi, dzięki temu  można było dłużej cieszyć się zamrożonymi specyfikami. Sprowadzanie lodu z gór było jednak czynnością bardzo kosztowną i wymagającą specjalnej organizacji pracy, w związku z tym na ów słodki deser mogli pozwolić sobie tylko najwyżsi dostojnicy i ludzie bardzo zamożni. Do wielbicieli lodowych przysmaków należeli m.in. Neron czy Aleksander Wielki. Ten ostatni prawdopodobnie stosował je jako nagrodę dla szczególnie zasłużonych żołnierzy. Przez wieki specyfik ten był domeną kuchni elit i gościł tylko na pańskich stołach. Do produkcji lodów coraz częściej używano jednak nie tylko przetartych owoców czy soków owocowych, ale także miodu, wina, przypraw smakowych – wanilii, cynamonu, ale także kawy, czekolady czy orzechów. Prawdopodobnie przepis na lody kremowe zawędrował do Europy wraz z Marco Polo. Popularyzacja tego deseru łączy się niewątpliwie z ziemią włoską, przy czym prym wiodły przez długie lata Sycylia oraz Wenecja. Do dzisiaj zresztą to właśnie lody włoskie uchodzą za smakowo najcudowniejsze na świecie. Zmiany w technologii produkowania oraz przechowywania lodu spowodowały, że ich produkcja, choć nadal bardzo droga przyczyniła się do rozpowszechniania tradycji ich spożywania na salonach. Do szczególnych wielbicieli lodów należał Ludwik XIV. To prawdopodobnie na dworze francuskim pojawiła się tradycja spożywania lodów w formie kulek, preferowanych przez smakoszy w takiej formie także współcześnie. Jedzono je jednak podawane w ozdobnych pucharkach, często nadając dodatkowo fantazyjne kształty odpowiadające ich smakom, na przykład lody malinowe przypominały kształtem wspomniane owoce. Zresztą inwencji w tej kwestii nigdy nie brakowało. Tradycyjnie bowiem jeszcze w wieku XVIII spożywano nie tylko lody słodkie, najczęściej owocowe, ale także te wytrawne, podawane na ostro, choć te gościły na stołach zdecydowanie rzadziej. Nie było także w dobrym tonie zjadanie tych części deseru, które na półmisku czy salaterce uległy już rozpuszczeniu, przy czym bardzo rzadko jednak dopuszczano do takiego marnotrawstwa… Prawdziwy przełom nastąpił jednak wówczas, gdy receptura produkcji lodów trafiła do Stanów Zjednoczonych i to wcale nie ze względu na zwiększenie ich kaloryczności. Bynajmniej. Na początku XX wieku wynaleziono tam bowiem sposób produkowania waflowych rożków, które umożliwiały spożywanie lodów niemal w każdym miejscu, na ulicy, w ogrodzie. Wynalazek ów, dość prędko zresztą rozpowszechniony w Europie, przyczynił się także do popularyzacji tego smakowitego specjału wśród niższych warstw społecznych. Lody stały się produktem zdecydowanie bardziej dostępnym i coraz tańszym. W dwudziestoleciu międzywojennym każda szanująca się kawiarnia posiadała już w swoim menu lody w co najmniej kilku wariantach smakowych. Nadal jednak należało rożki owijać w papierowe serwetki, aby nie pobrudzić dłoni czy ubrania, szczególnie wówczas gdy spożywano lody podczas rodzinnych spacerów. Lodowe przysmaki podawano także w cukierniach, zamawiano również do domu, co było dość powszechną praktyką w przedwojennych zamożnych domach. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: J. Quinzio, Of Sugar and Snow. A History of Ice Cream Making, London 2009. D. de Witt, Kuchnia Leonarda Da Vinci. Sekretna historia kuchni włoskiej, tłum. Bożena Jóźwiak, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań...

POLSKI JAMES DEAN, CZYLI MARKA HŁASKI LITERACKIE ZMAGANIA Z RZECZYWISTOŚCIĄ POLSKI LUDOWEJ...

O Marku Hłasce pisano wiele, wiele też wokół jego postaci narosło mitów, legend, prowokacji literackich. Jego życiorys, jak na młodego buntownika przystało, pełen jest ekstrawagancji, nagłych zwrotów akcji, ale też osobistego nieszczęścia i artystycznego niespełnienia. Hłasko urodził się w 1934 roku w Warszawie. Powszechnie znana jest rodzinna anegdota, wedle której przyszły autor „Pętli” na pytanie zadane przez księdza podczas chrztu dotyczące wyrzeczenia się złego ducha miał odpowiedzieć „nie” i to kilkakrotnie. Dopiero usilne perswazje rodziców i uczestników uroczystości miały spowodować zmianę decyzji tego niespełna dwuletniego dziecka. Już wówczas życie Hłaski mogło być odczytywane jako życie przeklęte, trudne, wbrew innym, wbrew sobie, nonkonformistyczne. I w pewnym sensie właśnie takie było… Hłasko debiutował młodo, mimo że nie miał wykształcenia i nie były obeznany z  arkanami artystycznego światka. Jego talent literacki dostrzeżono prędko i życzliwie podejmowano na salonach. Z pewnością nie bez znaczenia pozostawała jego znajomość z Jerzym Andrzejewskim, który była zakochany w młodym przystojnym pisarzu. Hłasko jednak w żadnym momencie swojego życia nie podzielał seksualnych preferencji Andrzejewskiego. Pozostawał szaleńczo zakochany w kobietach, używał życia, korzystał z niego na tyle, na ile pozwalały mu ówczesne realia. Hłasko oddawał się pisarstwu, które stało się jego remedium na nudę i monotonię zdarzeń. Praca szofera nie odpowiadała jego ambicjom, ale też nie ograniczała jego twórczych zdolności. Trudno wskazać faktyczną datę debiutu Hłaski. Niekiedy mówi się, iż debiut ów nastąpił wówczas, gdy pisarz zdecydował się drukować w odcinkach swoje debiutanckie opowiadania z tomu Baza sokołowska. Zresztą debiutował na łamach Sztandaru Młodych i w środowisku literackim postrzegany był coraz częściej jako reprezentant młodego pokolenia. I rzeczywiście w wielu utworach wyrażał niepokoje i dylematy swojej generacji, choć też nie był jej typowym reprezentantem. Zbuntowany, szalony, ale też mimo odnoszonych sukcesów niepewny siebie, wewnętrznie zagubiony, nadwrażliwy, hipochondryczny. Jak wielu tych ponadprzeciętnych nie pozostawał wolny od lęków, nadużywał alkoholu, był też lekomanem. Mówiono, iż  cierpiał chyba na wszystkie dolegliwości, na jakie może cierpieć ludzkość. Choć często przypisywano mu alkoholizm, spożywanie przezeń wysokoprocentowych trunków nie wykraczało raczej poza to, co uznawane było ówcześnie za dopuszczalne, szczególnie w świecie artystycznym, w którym Hłasko gościł z coraz większą częstotliwością. Za swoje bezkompromisowe, nie pozbawione krytycyzmu wobec władz i szarej rzeczywistości Polski Ludowej teksty został uznany za pisarza wyklętego. Jego pobyt w Paryżu, współpraca z Kulturą, wreszcie druk antykomunistycznych w swej wymowie Cmentarzy spowodowały, iż Hłasko nie mógł już powrócić do kraju, mimo że  podejmował takie próby jeszcze kilkakrotnie. Pisarz uzyskał azyl polityczny w Berlinie Zachodnim, tam też związał się ze znaną niemiecką aktorką – Sonją Ziemann. Ich małżeństwo, mimo wielu radosnych epizodów, nie należało jednak do najszczęśliwszych. Wyjazd młodego pisarza do Stanów Zjednoczonych, możliwa współpraca z Romanem Polańskim miały otworzyć drogę do międzynarodowej kariery. Plany te jednak ostatecznie się nie powiodły. Hłasko poczuł się oszukany, wówczas także przeżywał prawdziwy kryzys twórczy, kilka razy przebywał na krótkich kuracjach w szpitalu psychiatrycznym. Jego skłonność do stanów depresyjnych potęgowało jeszcze kilka nieszczęśliwych sytuacji, w których uczestniczył. W trakcie spaceru ze swoim przyjacielem Krzysztofem Komedą doszło w wyniku wzajemnej przepychanki do wypadku. Komeda uderzył się w głowę, powstał krwiak, a po przewiezieniu do Polski muzyk zmarł. Hłasko prawdopodobnie czuł się winny jego śmierci. Pisarz zmarł w 1969 roku w niewyjaśnionych jak dotąd okolicznościach w Wiesbaden, jego ciało znaleziono w mieszkaniu niemieckiego redaktora i scenarzysty, z którym Hłasko miał nawiązać współpracę. Jego prochy staraniem matki oraz przyjaciół artysty sprowadzono w 1975 roku do kraju. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: A. Czyżewski, Piękny dwudziestoletni, Biografia Marka Hłaski, Kraków 2000. S. Koper, Skandaliści PRL, Czerwone i Czarne, Warszawa...

ZAMEK, BAJKA I ODROBINA SZALEŃSTWA – NEUSCHWANSTEIN...

Zamek w południowej Bawarii z pewnością jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych budowli świata. I choć współczesny widz kojarzy zazwyczaj tylko zarys zamku z ramówki Disneya, to jednak warto pamiętać, iż wspomniana budowla ma swój pierwowzór w rzeczywistości. Jest nim zamek Neuschwanstein wybudowany przez Ludwika II Bawarskiego. Władca objął tron stosunkowo młodo. Nie interesowały go jednak polityka, prowadzenie wojen, pertraktacje, rozwiązania siłowe. Lubował się w kulturze i tradycji średniowiecznej. Utrzymywał kontakty z artystami. Jego bliskim przyjacielem był między innymi Jan Christian Andersen. We wczesnej młodości Ludwik często przebywał w okolicy ówczesnych ruin zamku Schwanstein i prawdopodobnie już wówczas pojawił się projekt jego renowacji i stworzenia na wzgórzu czegoś w rodzaju rezydencji, z szeregiem pomieszczeń dla gości i służby. Pierwotnie wyposażenie zamku i rozwiązania architektoniczne miały być raczej skromne. Ludwik II jednak rozsmakował się w pięknie bawarskiej okolicy i wciąż powstawały projekty doskonalenia zespołu pałacowego i wyposażania go w kolejne elementy. Ostatecznie z początkowo planowanych 200 pomieszczeń udało się urządzić i wykończyć tylko 30. W pewnym momencie bowiem władcy zabrakło funduszy na dalszą realizację projektu przebudowy zamku Neuschwanstein. Wbrew temu, co powszechnie zwykło się sądzić o niegospodarności i rozrzutności młodego władcy prawdopodobnie budżet Bawarii nie został szczególnie dotknięty wydatkami związanymi z przebudową pałacu. Ludwik II kilkakrotnie zaciągał pożyczki, celem ukończenia przedsięwzięcia. Co ciekawe, zamek miął być przykładem nowoczesnych rozwiązań użytkowych. Między innymi zastosowano tam rodzaj centralnego ogrzewania, ciepła i zimna woda dostarczana była nie tylko do pomieszczeń kuchennych. Ambicje władcy były w tej kwestii ogromne. Pałac zdobiony był freskami, malowidłami – często tematycznie odnoszącymi się do mitu średniowiecznego rycerza. Bogato zdobione wnętrza, spośród tych, które udało się zagospodarować jeszcze za życia Ludwika II, pozostały w postaci niemal nienaruszonej do naszych czasów. Wkrótce zarzucono władcy, iż trwoni publiczne pieniądze na renowację zamku. Wskazywano, iż inwestycje, z pewnością bardzo kosztowne, nie mają sensu i narażają budżet na niepotrzebne straty. Ludwika II szybko odsunięto od władzy, uznano za niepoczytalnego, szalonego, w końcu ubezwłasnowolniono. Budowy zamku nie udało się ukończyć. Aby spłacić zobowiązania kredytowe, które zaciągnął Ludwik II, stosunkowo szybko udostępniono pomieszczenia zwiedzającym. Do dziś zamek Neuschwanstein jest jedną z największych atrakcji turystycznych regionu. Budowla jest przykładem architektury eklektycznej, to znaczy widoczne tam są elementy różnych stylów, neoromańskiego, neogotyckiego czy bizantyjskiego. Ten ostatni jest szczególnie charakterystyczny dla wystroju tamtejszych wnętrz. Stylizacja na średniowieczną warownię, z charakterystycznymi dlań wieżami, blankami, zwodzonymi mostami, wreszcie białe mury sprawiają, że zamek jest wyjątkowym architektonicznym przykładem historyzmu. Ludwik II nie nacieszył się swoją rezydencją zbyt długo. Spędził tam zaledwie kilka miesięcy. Pozostawił jednak po sobie szczególnie urokliwy, niezwykły ślad. Szereg budynków, tworzących kompleks zamkowy, usytuowanych na szczycie góry, sprawia wrażenie kompozycyjnego chaosu w otoczeniu lasu. Nic więc dziwnego, że to właśnie ów zamek zainteresował artystów, twórców kultury masowej – Walta Disneya czy Andy’ego Warhola, co z kolei sprawiło, iż Neuschwanstein stał się także w pewnym sensie ikoną współczesnego świata popkultury. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl...

FRIDA KAHLO – WYRAZIĆ SIEBIE MIMO WSZYSTKO

Meksykańska malarka, kobieta wyjątkowa, szczególnie doświadczona przez los. W jej twórczości widoczne są wpływy kultury indiańskiej, meksykańskiej, zwykło się także określać jej malarstwo jako przejaw sztuki prymitywnej, folkowej, niekiedy surrealistycznej, co sama artystka odrzuciła bynajmniej nie utożsamiając swoich dzieł z wytworami surrealistów. Do wielkich entuzjastów jej twórczości należał Pablo Picasso. Z pewnością Frida wykształciła swój własny styl artystyczny, szczególnie naznaczony osobistymi doświadczeniami życiowymi – chorobą, kalectwem, bezdzietnością. Frida urodziła się 6 lipca 1907 roku w Meksyku. W wieku 6 lat zachorowała na polio, konsekwencją choroby były niedostatki fizyczne, jej prawa noga była szczuplejsza od lewej i nieco krótsza. Od najmłodszych lat przyszła artystka walczyła z niepełnosprawnością, skrzętnie ukrywała ją przed światem i próbowała żyć tak, jak jej rówieśnicy. Wydaje się, że była typem chłopczycy, lubiła męskie towarzystwo, grała w piłkę, trenowała boks. Szczególną rolę w jej życiu, także w sensie ukształtowania zainteresowań artystycznych, odegrał ojciec, znany, ceniony fotograf, wrażliwy na obraz, poszukujący głębi. W wieku 18 lat Frida uległa bardzo poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu. Była jedną z najbardziej poszkodowanych osób. Złamała kręgosłup, miednicę, połamała żebra, elementy autobusu uszkodziły podbrzusze i macicę. Młoda kobieta została unieruchomiona na ponad 3 miesiące. Odtąd gorsety, rehabilitacja, ból, cierpienie i operacje stały się istotnymi elementami jej życia. Okres rekonwalescencji po wypadku okazał się jednak przełomowy. Frida zainteresowała się malarstwem, w czym zresztą utwierdzał ją ojciec. Matka natomiast zorganizowała córce coś w rodzaju stacjonarnych sztalug, które umożliwiały jej podjęcie artystycznej pracy w łóżku. Ostatecznie kobieta porzuciła studia medyczne w przekonaniu, że jej droga życiowa musi być naznaczona sztuką. Nie bez wpływu na taką decyzję była znajomość Fridy z Diego Riverą, wówczas już uznanym w środowisku artystą. Dostrzegł on niewątpliwy talent Fridy, motywował ją do pracy, nie narzucał jej przy tym żadnego stylu. Wkrótce Frida i Diego zostali małżeństwem. Był to związek wyjątkowo burzliwy. Diego nie unikał towarzystwa innych kobiet, zdradził Fridę nawet z jej młodszą siostrą, co artystka bardzo przeżyła. Sama także nie pozostawała mężowi dłużna. Wdawała się w romanse, między innymi z Lwem Trockim czy Josephiną Baker. Zresztą o ile Diego z wyrozumiałością spoglądał na romanse żony z kobietami, o tyle kontakty ukochanej z mężczyznami wywoływały jego ogromną zazdrość. Frida wielokrotnie poroniła i niemożność zostania matką także znalazła odbicie w jej twórczości. Niezwykle burzliwy związek Fridy z Diego zakończył się rozwodem, w następnym roku jednak doszło do ich ponownego ślubu. Dopiero jednak śmierć artystki tak naprawdę uświadomiła mężczyźnie, że to właśnie ta kobieta była najważniejszą osobą w jego życiu i że ją kochał naprawdę. Frida tworzyła przede wszystkim autoportrety. Bardzo często mówiła, że siebie zna najlepiej i najczęściej ze sobą przebywa, więc może sobie pozwolić na swobodę tworzenia tylko w tej kwestii. Poza tym kreowanie siebie było dla Fridy z pewnością rodzajem terapii, możliwością wyjścia poza siebie i ograniczenia własnego ciała. Najczęściej portretowa twarz Fridy wyraża skupienie powagę, smutek. Ogromnego bólu, z którym artystka zmagała się przez lata, nie udało się ukryć. Frida najczęściej pojawia się w charakterystycznym dla siebie stroju inspirowanym folklorem, tradycjami meksykańskimi. Długie, niezwykle barwne suknie, maskujące wyraźne defekty fizyczne Fridy, stały się zarazem wyznacznikami jej stylu, wespół z ciekawą, wyszukaną biżuterią. Kahlo ostatecznie odniosła artystyczny sukces, wystawiała swoje prace w Paryżu, w Nowym Jorku. Stworzyła swój własny niepowtarzalny styl. Pod koniec życia poruszała się już wyłącznie na wózku inwalidzkim, mimo to tworzyła nadal, pisała dzienniki. Zmarła 13 lipca 1954 roku. W rodzinnym domu Fridy znajduje się obecnie muzeum poświęcone jej życiu i twórczości. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: J.M.G. Le Clezio, Diego i Frida: Wielkie Biografie, Wydawnictwo PWN, 2011. B. Mujica, Frida, Wydawnictwo Marginesy, 2015.http://www.fridakahlo.com http://www.frida-kahlo-foundation.org...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress