O WIELKICH MIŁOŚCIACH MŁODEGO LEKARZA I O DIABELSKICH FASCYNACJACH MŁODEGO PISARZA – RZECZ O BUŁHAKOWIE…...

Michaił Afanasajewicz Bułhakow urodził się jako najstarsze dziecko profesora Kijowskiej Akademii Duchownej w Kijowie, w roku 1891. Dom przyszłego autora Białej gwardii był miejscem, w którym szczególnie mocno kształtowała się osobowość Bułhakowa jako pisarza, jako artysty, jako człowieka teatru wreszcie. Ojciec jego był wybitnym człowiekiem, o szerokich horyzontach myślowych i nieco introwertycznym usposobieniu. Matka pisarza okazał się osobą zaradną, energiczną, we wspomnieniach pisarza nawet despotyczną. Dom Bułhakowów był domem rozśpiewanym, roztańczonym, a co najważniejsze, i co nie pozostanie bez wpływu na przyszłe zainteresowania autora Mistrza i Małgorzata – domem, w którym teatrum życia mieszało się z codziennością – dosłownie i w przenośni. W domu rodzinnym pisarza grywano bowiem spektakle, także te oparte o najważniejsze rodzinne czy towarzyskie wydarzenia. Zresztą teatr i opera były w tej rodzinie obecne szczególnie mocno. Prawdopodobnie w tych wczesnych młodocianych przygodach teatralnych należy poszukiwać fascynacji Bułhakowa sceną, rolą, graniem. W pamięci przyjaciół zachował się charakterystyczny rys rosyjskiego artysty, który wskazywał na jego gotowość do przyjmowania teatralnych póz, gestów, a skłonność do teatralizacji życia uwidaczniała się w życiu Bułhakowa wielokrotnie. Pisarz znajdował upodobanie nie tylko we wcielaniu się w rozmaite role, czy to podczas rautów, koncertów, familijnych spotkań, ale też ubierał się nader szykowanie, nosił elegancko, nawet wówczas, gdy sytuacja finansowa mu na takie ekstrawagancje nie pozwalała. Dom rodzinny pisarza okazał się miejscem na tyle istotnym, że jego rysy stanowiły pierwowzory rozmaitych przestrzeni, które kreował Bułhakow w swoich utworach. Z pewnością o znacznych podobieństwach w zakresie rysowania domu jako swoistego centrum świata można mówić zarówno w Białej gwardii, jak i w bardziej znanej polskiemu odbiorcy powieści Mistrz i Małgorzata. Lata wczesnej młodości nie zapowiadały jednak jeszcze kariery pisarskiej, jako że Bułhakow rozpoczął studia medyczne, które ukończył zresztą z wyróżnieniem. Praca lekarza nie odpowiadała jednak przyszłemu artyście zupełnie, mimo iż swój zawód wykonywał rzetelnie, dokształcał się i zdobył doświadczenie. Pisarstwo było tym zajęciem, które pociągał go znacznie bardziej, niż zmagania się z tyfusami, gorączkami, potami i kokluszami. Podobno zapytany kiedyś o to, dlaczego wybrał właśnie medycynę (notabene ów zawód był już praktykowany w rodzinie), miał odpowiedzieć, iż od zawsze pociągała go możliwość zrobienia błyskotliwej kariery, ponadto znajdować miał szczególne upodobanie w mikroskopach. Była to odpowiedź tyleż drwiąca, ile niewiele mająca wspólnego z prawdą. Miłość do słowa pisanego przyszłego autora Mistrza i Małgorzaty znana były w rodzinie od najmłodszych lat jego życia, pisywał przecież scenariusze owych rodzinnych przedstawień, zabawiał również rówieśników rozmaitymi improwizacjami. Nic jednak nie zapowiadało, iż Bułhakow żyć będzie tylko z literatury i że wybór ten dokona się w jego życiu stosunkowo szybko. Lata uniwersyteckie upływają młodemu kijowskiemu studentowi pod znakiem politycznych rozruchów, poza tym dość szybko decyduje się na ożenek. Umiłowaną jego serca okaże się Tatiana Nikołajewa Łappa. Przy czym zarówno rodzice wybranki pisarza, jak i rodzina Bułhakowa, okazali się zdecydowanie przeciwni owemu związkowi. Nie zmienia to jednak faktu, iż swej pierwszej żonie to pisarz zawdzięczać będzie wiele, przede wszystkim zaś to, że kobieta umożliwi mu wyjście z nałogu. Bułhakow bowiem, na skutek bolesnych powikłań po szczepionce, coraz częściej będzie sięgał po morfinę, co zresztą znajdzie wyraz w autobiograficznym opowiadaniu Morfina. Przyszły wielki pisarz miał zresztą podobno biegać za kobietą z rewolwerem, żądając, by jak najszybciej dała mu dawkę narkotyku, ponadto zdarzyło mu się również potraktować małżonkę zapaloną maszynką naftową. Rozstanie z Tatianą zdawało się w istocie tylko kwestą czasu. CDN. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Źródła: Drawicz Andrzej, Mistrz i diabeł, O Michale Bułhakowie, Wydawnictwo Znak, Kraków 1990. Michaił i Jelena Bułhakowie, Dziennik Mistrza i Małgorzaty, zebrał, wstępem i komentarzami opatrzył Wiktor Łosiew, przeł. M. Bartosik, Warszawskie wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa...

HISTORIA TWARZY, HISTORIA MASKI, CZYLI O DYSCYPLINOWANIU I WYRAŻANIU EMOCJI...

Czy twarz od zawsze, to znaczy od początku cywilizacji, była ważnym elementem budującym nie tylko tożsamość, ale pozwalającym wyróżnić się czy w ogóle zaistnieć w społeczności? Czy, ujmując rzecz inaczej, twarz pełniła znaczącą rolę w społecznej komunikacji, w sztuce prowadzenia konwersacji, w retoryce, rytuałach, polityce? Otóż, wydaje się, że dopiero wiek XVI przynosi w tej kwestii znaczące zmiany. Odrodzenie bowiem łączy się nie tylko z ponownym odkryciem człowieka w ogóle, ale także z odkryciem jego podmiotowości, a przede wszystkim twarzy, która przestaje być maską, a zaczyna mówić, wyrażać uczucia, emocje. Renesansowy indywidualizm prowadzi wprost do wzmocnienia znaczenia ekspresji. Ostateczne odrzucenie maski, która była obowiązującym elementem „wyposażenia” aktora teatru antycznego, łączy się przecież z odkryciem twarzy. Portret renesansowy przynosi – nie przez przypadek – intymne odczytanie ludzkiej twarzy, oblicze staje się zarówno nośnikiem sensu, jak i określonych, bynajmniej nie przypadkowych, emocji. Ze względu jednak na fakt, iż każda twarz zaczyna niejako żyć własnym życiem, a człowiek funkcjonuje w określonej społeczności, z czasem pojawia się konieczność dyscyplinowania nadmiernej ekspresji, czyli dyscyplinowania twarzy, przede wszystkim dlatego, że „inni spoglądają”. Z historią twarzy bowiem łączą się także takie umiejętności człowieka, które bezpośrednio nawiązują do poznawania, umiejętności przekonywania, zarządzania grupą ludzi, ale także ich oszukiwania. Tak rozumiana zabawa twarzą mogła być podejmowana wyłącznie dla rozrywki, z nudów, ale także celowo, z wyrachowania, z konieczności osiągnięcia jakichś osobistych korzyści. W istocie zabawa więc bardzo szybko faktycznie przestaje nią być, jako że dla wielu staje się sztuką wyjątkową sztuką, umiejętnością, której można się wyuczyć, łączącą się bezpośrednio z tym, co przecież nakazuje savoir-faire i co wynika ze specyfiki ówczesnego życia salonowego, towarzyskiego. Dlatego też mówić się będzie w wieku XVII i XVIII o społecznej ogładzie, o regułach społecznego funkcjonowania, gestach, rytuałach, obyczajowości wspólnotowej, która nakazuje określony sposób zachowania czy działania. I tak istotne staje się w pewnym momencie opanowanie własnej twarzy, zapanowanie nad ekspresją, sprawowanie władzy nie tyle nad drugim człowiekiem, ile właśnie nad samym sobą. Coraz częściej też będzie się odtąd mówić o „utracie twarzy”, ale też przecież o konieczności „zachowania twarzy” w określonych sytuacjach. Wiek XVIII jest pod tym względem kluczowy, jako że rozwijające się wówczas mieszczaństwo, w znaczeniu warstwy społecznej, podlega znaczącemu ujednoliceniu, zarówno pod względem wyglądu zewnętrznego, stroju, jak i zespołu zachowań. W związku z tym z kolei coraz ważniejsze staje się wszystko to, co wyróżniające, inne, tajemnicze, wyjątkowe. Ekspresja „ja”, charakterystyczna dla romantycznego światopoglądu, jest tego zjawiska niewątpliwym następstwem. Przy czym w wieku XIX twarz ma stać się także swoistym wyrazem tego, co dzieje się we wnętrzu człowieka. Nie bez znaczenia wydaje się również i to, że to właśnie wówczas zdecydowanie na plan dalszy odchodzą wyznaczniki społecznego uczestnictwa, związane czy to z pochodzeniem, czy z koligacjami rodzinnymi jednostki. Liczy się bowiem przede wszystkim człowiek, niekoniecznie zaś jego nazwisko. Ważne stają się odtąd indywidualne dokonania, ale też to, co sobą zewnętrznie (także w znaczeniu oblicza) każdy człowiek reprezentuje. W ujęciu filozoficznym i komunikacyjnym twarz jest tym, co umożliwia każdemu człowiekowi nawiązanie oraz budowanie relacji międzyludzkich. Jest też oblicze nadal (i raczej pozostanie) maską, bo człowiek zawsze funkcjonuje w określonej społeczności, a w jej ramach podejmuje wybrane role społeczne. Historia twarzy to zatem historia raz to milczenia, raz swoistego krzyku ciała. Raz człowieka beznamiętnego, opanowanego, roztropnego, powściągliwego, innym razem człowieka roznamiętnionego, spontanicznego, impulsywnego, wrażliwego. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: J.J. Courtine, C. Haroche, Historia twarzy, Wyrażanie i ukrywanie emocji od XVI do początku XIX wieku, tłum. T. Swoboda, Słowo/ Obraz Terytoria, Gdańsk...

POLSKA AKTORKA NA MIARĘ HOLLYWOOD, CZYLI OD APOLONII DO POLI NEGRI...

Pola Negri, kobieta nadzwyczajna, wyjątkowa, niezwykła, obdarzona wieloma talentami, posiadająca nieodparty urok, wdzięk osobisty, demoniczny seksapil. Mężczyźni kochali ją za to, jaka była, w jaki sposób poruszała się na scenie i przed kamerami, choć często błędnie utożsamiano grywane przez nią role, z tym, jaką kobietą była prywatnie. A prywatnie bywała kapryśna, wymagająca, stanowcza, nadzwyczaj pewna siebie, ale też jakby nie do końca spełniona – ani jako matka, ani jako żona. Pola Negri to właściwie Apolonia Chałupiec, urodzona w Lipnie, w polskiej rodzinie drobnomieszczańskiej. Kochana i adorowana przez rodziców, okres wczesnego dzieciństwa wspominała zawsze bardzo ciepło. Zsyłka ojca na Sybir spowodowała, iż mała Apolonia wyruszyła wraz z matką do Warszawy. To tutaj rozpoczęła się kariera przyszłej aktorki. Początkowo matka sprzeciwiała się podjęciu przez córkę edukacji w szkole baletowej, z czasem jednak ustąpiła i dziewczynka mogła rozwijać swoje artystyczne zdolności. Z tańcem nie związała się jednak na długo, głownie ze względu na słaby stan zdrowia, aczkolwiek charakterystyczna postawa, precyzja ruchów, gestów, elegancja i sposób poruszania się miały z pewnością swoje źródło w tej wczesnej edukacji. Debiut aktorski w Ślubach panieńskich Fredry stanowił ważny krok na drodze do jej kariery aktorskiej nie tylko na scenach polskich, ale także europejskich i amerykańskich. W czasie wojny chorowała na gruźlicę, przebywała na leczeniu sanatoryjnym w Zakopanem, wówczas to postanowiła nadać sobie przydomek artystyczny, trochę na cześć uwielbianej przez siebie włoskiej poetki – Ady Negri. Być może wówczas już przeczuwała, iż pisana jest jej sława, o której skrycie marzyła od dziecka. Jej egzotyczna uroda sprawiała, że łatwiej było jej wkroczyć na ówczesne artystyczne salony. Bardzo szybko Pola Negri stała się gwiazdą kina, jako właśnie wschodzącej sztuki. Kamera ją uwielbiała, ona zaś uwielbiała kamerę. Rola w Niewolnicy zmysłów rozpoczęła międzynarodową karierę aktorki. Jej małżeństwa i związki, w które wchodziła były nietrwałe, nie były też w stanie zapewnić jej szczęścia. Romansowała z Charlie Chaplinem i Rudolphem Valentino. Ten ostatni miał się zresztą okazać miłością jej życia, jak wynika ze wspomnień samej aktorki. Podczas ceremonii pogrzebowej owego filmowego amanta Negri miała rzucić się na jego trumnę, co część uczestników uroczystości odebrała jako zachowanie nazbyt teatralne, wyreżyserowane i służące promocji samej aktorki, a nie świadczące bynajmniej o głębi jej uczuć. Samo spotkanie kochanków miało być zresztą wyreżyserowane przez inną aktorkę, Marion Davis. Prawdopodobnie wówczas chodziło tylko o wykreowanie pięknej hollywoodzkiej pary, tymczasem tych młodych i pięknych naprawdę połączyło uczucie. Pola Negri międzynarodową karierę rozpoczęła w Berlinie, a po serii sukcesów w Europie, Ameryka przyjęła gwiazdę z otwartymi ramionami. Szczęście zdawało się towarzyszyć Negri przez całe jej artystyczne życie. Była podobno ulubienicą samego Hitlera, choć ze względu na jej rzekomo żydowskie pochodzenie, w pewnym momencie zabroniono w Rzeszy wyświetlania filmów z jej udziałem. Nie to jednak ostatecznie przesądziło o zakończeniu artystycznej drogi polskiej aktorki. Z pewnością momentem zwrotnym okazało się upowszechnianie filmu dźwiękowego. Negri była utożsamiana przede wszystkim z filmem niemym. Odkrycie przez widzów jej głosu, niskiego, charakterystycznego, według jednych przyczyniło się do zakończenia jej kariery, według innych, nie wpłynęło na odbiór jej gry aktorskiej znacząco. Grywała jednak coraz mniej. Jej powrót do Ameryki, a de facto ucieczka przed Hitlerem i nazizmem, nie okazał się już nazbyt owocny artystycznie. Grała już niemal wyłącznie role epizodyczne. Później ostatecznie wycofała się ze świata filmu, założyła własną firmę maklerską, zapewniając sobie tym samym finansową niezależność. Pod koniec życia zdecydowała się zamieszkać ze swoją przyjaciółką, Margaret West, co zresztą przysporzyło plotek o jej rzekomych skłonnościach homoseksualnych. Z pewnością jednak Pola Negri, współcześnie coraz rzadziej już kojarzona z Polską, okazała się jedną z największych gwiazd kina minionego wieku. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: M. Kotowski, Pola Negri, Hollywood’s first femme fatale, University Press of Kentucky, 2014. A. Wójtowicz, Pola, Od słodkiej Anieli do femme fatale, „Bluszcz” 2009,...

O ZAINTERESOWANIU NAUKAMI MAGICZNYMI W DAWNYCH CZASACH, CZYLI O TRUDNEJ SZTUCE WRÓŻENIA W RENESANSIE...

Marcilio Ficino, renesansowy myśliciel, zafascynowany naukami Platona, stwierdził, iż w człowieku tkwi boski pierwiastek, przy czym jego wyzwolenie się może się dokonać dzięki wiedzy, której istotą jest magia. Mimo rozwoju myśli odrodzeniowej, powszechna jeszcze w tamtych czasach była wiara w czarownice, czarodziejów, demony. Szczególnie zaś obawiano się czarownic, które miały odwoływać się do wiedzy tajemnej, wyrządzać szkody rodzajowi ludzkiemu, przyrządzać śmiercionośne napoje o nadzwyczajnych właściwościach, przyczyniać się do rozwoju rozlicznych chorób. Z kolei rozwój filozofii natury w wieku XVI spowodował, iż odrodziła się fascynacja magią, astrologią, kabałą, ezoteryką. Coraz częściej wskazywano za Agrippą, że wszystkie rzeczy mają duszę i że w związku z tym oddziałują na siebie, przyciągają się, ukazują wzajem  swoją moc. To dzięki magii człowiek ma być w stanie opanować wszelkie moce tkwiące w rzeczach i tym samym podporządkować sobie naturę. W renesansie wskazuje się na różne rodzaje magii, przede wszystkim magię naturalną, spirytualną, a także demoniczną czy wreszcie kabalistyczną, odnoszącą się do dawnych tradycji hebrajskich i wczesnochrześcijańskich. Na pochwałę zaś ówczesnych myślicieli zasługiwać ma nie ta magia, która polega na wróżeniu z kart, obcowaniu z duchami, praktykowaniu nieczystych zaklęć, ale ta, która wskazuje na możliwe połączenia ziemskiego z niebiańskim i która dąży do doskonałości. Magia, wedle renesansowych uczonych, ma być zatem badaniem natury wszechświata. W związku z tym nieustannie poszukiwano jednoczącej wszystko teorii ducha świata, teorii miłości i powszechnego związku wszystkiego ze wszystkim. Ówcześni myśliciele wskazywali na wpływ gwiazd na sferę ludzkiego poznania. Zgodnie z ich przekonaniami świat astralny miał aktywizować w człowieku określone siły witalne i potencjał umysłowy. Gwiezdne wpływy miały nie tylko świadczyć o kształtowaniu się wyobraźni, ale również determinować talenty. Zgodnie z myśleniem kabalistycznym człowiek był w stanie za pomocą określonych formuł magicznych przywoływać duchy i kreować nową rzeczywistość. W Polsce przełomu wieków XV i XVI studia alchemiczne oraz astrologiczne pozostawały na wysokim poziomie. Z jednej strony był to czas podejmowanych coraz częściej procesów o czary, z drugiej okres znacznego rozkwitu rozmaitych praktyk wróżbiarskich. Zarówno w kręgach wykształconych, jak i wśród prostego ludu zawrotną karierę robiła wówczas sztuka przepowiadania przyszłości z kryształu, czyli tzw. krystalomancja. To właśnie wtedy szczególnie modne stały się kryształowe wisiorki, noszone nie tyle w funkcji ozdobnej, ile jako chroniące przed negatywnymi wpływami kosmosu i innych ludzi amulety. Marcin Luter miał na przykład otrzymać w darze od księcia Fryderyka amulet kryształowy, pokryty hebrajskimi literami i znakami astrologicznymi, którego zadaniem była ochrona obdarowanego od napadów apopleksji. Za pomocą kryształów magicznych dokonywano także poszukiwań skarbów rzekomo ukrytych w ziemi. Wierzono również, że we wnętrzu kryształu mogą być usytuowane zaklęte duchy, obawiano się zatem ich rozbicia, stłuczenia. Do podejmowania praktyk magicznych stosowano bardzo często środki odurzające, których celem było wywołanie halucynacji, sprowokowanie wizji. Była to zresztą praktyka znana już w starożytności, czy to w kulturze egipskiej, czy greckiej, o czym wspomina chociażby Homer w Odysei. Celem wprowadzenia się w stan ekstatyczny spożywano głównie opium, mandragorę bądź cykutę. Niekiedy wykonywano inne złożone mieszanki, nacierano się maściami, głównie pochodzenia roślinnego, których właściwości miały okazać się na tyle silne, by wywoływać halucynacje.   Wiara w magię i potęgę alchemii znajduje także odbicie w powszechnie wydawanych wówczas kalendarzach, w których obok prognoz pogody i horoskopów umieszczano również informacje o właściwym czasie rozpoczynania określonych prac czy przedsięwzięć, do czego ówcześni gospodarze przywiązywali szczególną wagę. Aleksandra Suska – Chamera – Chcemywiedziec.pl Bibliografia: R. Bugaj, Nauki tajemne w Polsce w dobie odrodzenia, w: Tegoż, Nauki tajemne w dawnej Polsce – Mistrz Twardowski, Wrocław 1986. B. Otwinowska, E. Sarnowska-Temeriusz, Magia, w: Słownik literatury staropolskiej, Wrocław...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress