SMOK NIE TAKI STRASZNY…

W wielu kulturach, w szczególności Dalekiego Wschodu (choć oczywiście nie tylko) smoki to stworzenia mityczne, a co za tym idzie nieodłączny element wielu opowieści. Z punktu widzenia nauk o kulturze smoki to bardzo silny i trwały symbol wiary w pradawne istoty, mające władzę nad żywiołami, a często (jedno wynika z drugiego) i nad ludzkim losem. Literatura przedmiotu zwykła dzielić smoki na te mające swój rodowód w kulturze wschodu i zachodu. I chociaż odróżnienie tych dwóch kręgów kulturowych ma tu zasadnicze znaczenie (smoki zachodu to przede wszystkim antagoniści świętych i rycerzy – czyli symbolu czystości, walki dobra ze złem; zaś smoki wschodu to przeciwnicy cesarzy, ale też sprzymierzeńcy ludzi), punktem odniesienia dla nich będzie odwieczny strach człowieka przed gadami, zwłaszcza wężami. Nie należy przy tym zapominać, jak silne negatywne konotacje niesie za sobą symbol węża. Wąż to przede wszystkim chaos, zniszczenie, cztery żywioły, perwersja, nieczystość. Wbrew dość obiegowym (ale niestety błędnym) opiniom – pierwsze opowieści o smokach wcale nie pochodzą z Japonii, a z sąsiadujących Chin. Stamtąd szybko dotarły właśnie do Japonii, Korei, a nawet dalej, bo do Persji. Co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie opowieści o smokach zaczęły się kształtować w zupełnie innym kręgu kulturowym – w północnej i środkowej Europie, przede wszystkim wśród terenów górzystych – to tam miały mieć swoje siedziby ogromne, latające gady, to tam miały porywać i przetrzymywać ludzi. W dzisiejszym artykule skupię się jednakże wyłącznie na wyobrażeniach smoków wschodu, zaś do ich zachodnich pobratymcach wrócimy kiedy indziej. W początkach swego istnienia smoki wschodu funkcjonowały jako przeobrażone, monstrualne, dziwaczne węże. Skonkretyzowany wizerunek smoka jawił się wówczas jako stwór z rogami jelenia, szyją węża, pazurami drapieżnego ptaka, krowimi uszami, brzuchem żaby, z rybią łuską. Znana jest liczba łusek: ma ich być dokładnie 117, gdzie 81 z nich to symbol siły yang, a 36 z nich – siły yin. Smoki wschodu utożsamiane są z żywiołem wody. To właśnie do smoków modlono się o deszcz, z tego też powodu smok w Japonii należy do panteonu bóstw shintoistycznych. Rzecz jasna wznoszenie samych modłów nie wystarczyło, aby przywołać deszcz. Smoka należało wywabić ze stawu, ponieważ wierzono, że tylko wtedy, kiedy smok wzniesie się w powietrze, uniesie znad stawu, w którym przebywa, możliwe będzie wywołanie opadów. W związku z tym, że smoki były znane ze swojego zamiłowania do czystości, wywabić je ze stawu można było wrzucając do niego metalowe przedmioty, śmieci, czy końskie łajno. Innym sposobem było wrzucenie do wody pokrojonej ryby, ale takie zachowanie było dość ryzykowne – mogło sprowadzić na człowieka gniew smoka. Osobliwym przykładem ewolucji smoka wschodu w legendach japońskich jest figura kobiety – smoczycy. Ukazywała się jako piękna niewiasta o pociągłej, nienaturalnie wydłużonej twarzy, albo odpychająca staruszka. Niemałą grozę siała Nure-onna, tzw. Mokra Pani, czyli ponad trzymetrowy wąż z kobiecą twarzą, przed którą nigdy nikomu nie udało się uciec. To, co charakterystyczne dla smoków wschodu to silna przynależność do żywiołu wody. Niekiedy zioną ogniem (w szczególności japońskie, chińskie rzadziej), mają cztery łapy (przede wszystkim chińskie), nie posiadają skrzydeł i nie potrafią latać, ale to nie znaczy, że nie potrafią unosić się w powietrzu (za sprawą magicznej siły). Trochę historii… Najstarszą pracą w chińskiej literaturze, która wspomina o smokach jest Yin King. W Shu King (w „Księdze Dokumentów” – zbiorze historycznych dokumentów chińskich autorstwa Konfucjusza) smoki przyporządkowane zostały do sześciu symboli. Ich niezwykła moc jest mocą boską i sprowadza się do wywoływania deszczu, panowania nad piorunami, burzami i chmurami. W Li Ki (także świętej księdze Chin) smok pojawia się obok feniksa i żółwia, podkreśla się też jego przynależność lokalną do terenu, w którym funkcjonuje. Smok w kulturze i tekstach chińskich może pojawiać się jako dobry, albo zły omen. Jedna z przypowieści mówi o tym, że kiedy na świat przychodził Konfucjusz, dwa lazurowe smoki zstąpiły z nieba i pojawiły się w domu matki przyszłego filozofa. Zobaczyła je we śnie i niedługo potem urodziła wielkiego mędrca. Pojawienie się żółtego albo lazurowego smoka (o czym wspominają kroniki historyczne), prawie zawsze oznacza bardzo dobry omen. Tylko jeśli pojawiają się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze zwiastują coś złego. Duże znaczenie miał mieć kolor łba smoka. Jeśli był koloru czarnego, oznaczało to, że smok był zadowolony z postępowania ludzi. Jeśli był koloru białego, oznaczało to, że z porządkiem ziemskim było wszystko w dobrze i analogicznie – jeśli łeb był koloru czerwonego – wszystko dobrze było z porządkiem niebiańskim. Pozytywne moce smoków, uznawane za błogosławieństwo mogły zostać przekute w złe. Zamiast zbawiennego deszczu, smok mógł sprowadzić ulewę i burzę z piorunami, powodując przy tym liczne zniszczenia, kataklizmy. Ludzie wierzyli, że zniszczenia, za którymi stały walki smoków w rzekach albo w powietrzu nie ograniczały się wyłącznie do bieżących katastrof, ale zwiastowały nieszczęścia, które miały się wydarzyć w najbliższej przyszłości, a sprowadzające się do nieporządku, wojny czy nawet upadku dynastii. Niekiedy walki smoków nie zwiastują niczego konkretnego, ale przyczyniają się do dotkliwych zniszczeń, zmiatając z powierzchni ziemi domy, budynki państwowe, zabijając przy tym setki ludzi,...

5 POWODÓW, DLA KTÓRYCH NIE WARTO JECHAĆ DO ZAKOPANEGO W SEZONIE...

NOCLEGI: Każdego roku Zakopane i okolice oferują kilkaset obiektów, które kuszą ciepłą, miłą atmosferą, w dodatku z typowo podhalańskim zacięciem. Ceny za pokój oscylują już w granicach 35-45 złotych od osoby, a gazdowie obiecują, że swoim gościom zapewnią wikt i opierunek. Problem pojawia się wtedy, kiedy po żmudnej, wielogodzinnej drodze do upragnionego celu, pokój w którym mamy zamieszkać okazuje się lodowaty, a pościel wygląda tak, jakby nie pamiętała kontaktu z pralką. Cóż, w takich warunkach pojęcie relaksu i wypoczynku staje pod dużym znakiem zapytania, a próba wynegocjonowania przysługującego jak „psu zupa” ciepła u gospodarzy, kończy się konstatacją, że gość „musi wytrzymać” i z pomocą „powinny przyjść koce”. Koniec dyskusji. JEDZENIE: Jak powszechnie wiadomo, dobre jedzenie jest nieodzowną, ale też bardzo przyjemną częścią każdej podróży, niezależnie od tego, czy jedziemy daleko, w świat, czy spędzamy czas w Polsce. W Zakopanem za dwuosobowy posiłek główny trzeba zapłacić około 100 złotych (standard europejski!), należy mieć przy tym na uwadze, że za każdy dodatek należy płacić oddzielnie. Jeśli prosimy o kawał karczku „Kasprowego” z grilla, nie liczmy, że podadzą nam w zestawie opiekane ziemniaki, kaszę czy ryż. Jeśli nie zamówimy inaczej, dostaniemy porcję mięsa z kleksem żurawiny ze słoika i nic więcej. Kuchnia podhalańska jest ciężka, tłusta, jednowymiarowa, króluje wieprzowina i baranina. Bardzo popularne są też pstrągi, ale nie dajcie się zwieść, że np. pstrąg w sosie miodowo-musztardowym odpowie waszym oczekiwaniom. Sos miodowo-musztardowym to nic innego jak żywa musztarda stołowa wyłożona na rybę. A szkoda, bo sam pstrąg obroni się świetnie, to akurat najjaśniejszy punkt w karcie dań zakopiańskich. Od kelnerów nie oczekujmy, że zagości na ich twarzy uśmiech. Są zwyczajnie niemili w kontaktach z klientami, nikt z nich nie ma czasu na sentymenty. Liczy się szybkie załatwienie sprawy, przyjęcie zamówienia, wydanie posiłku i następny, następny, następny… Przy okazji, pomyłki w zamówieniu lub niekompletność zamówienia zdarzają się dość często, na co jednakże należy przymknąć oko, w przeciwnym razie narazimy się na zakopiańską anatemę. Lepiej nie ryzykować. LUDZIE: Po Zakopanem ludzie chodzą jak zombie. Dotyczy to zarówno turystów, jak i tubylców. I u jednych i drugich rzadko gości uśmiech – chyba za karę znaleźli się w górskiej stolicy Polski? Z każdej strony pragnący spokoju i odpoczynku turysta atakowany jest przez sprzedawców helu (to chyba po to, żeby faktycznie ktoś się wreszcie uśmiechnął), rozdających ulotki, organizujących śnieżne kuligi (niezależnie od tego, czy jest śnieg, czy go nie ma), wreszcie naganiaczy do knajp i restauracji. Po pewnym czasie nawet najspokojniej usposobione dusze zaczynają przejawiać skłonności socjopatyczne. KRUPÓWKI JAKO OŚ WSZECHŚWIATA: Przez wielu Krupówki uważane są za najważniejszy punkt podróży Zakopanego, a szkoda, bo miasto to ma o wiele więcej do zaoferowania, niż deptak, po obu stronach którego rozlokowane są stragany, restauracje, a od niedawna także popularne sieciówki, dobrze rozpoznawalnych marek. Tylko po co komu w Zakopanem rozpoznawalne marki? Czy do Zakopanego przyjeżdża się na zakupy? Niestety, ale najczęściej do zakupów wizyta na Podhalu się sprowadza. A gdzie wizyta na Pęksowym Bzysku, w Harendzie Kasprowicza, w Wilii Atmie u Szymanowskiego? Przecież Zakopane to serce międzywojennej Polski, artystów, bohemy, intelektualnej elity, ale kto wędrując po Krupówkach pamięta dzisiaj o Witkacym, Stroińskiej,Chwistku, Makuszyńskim, Staffie czy Żeromskim? ZYSK: To chyba najbardziej przytłaczający argument, przemawiający za tym, aby do Zakopanego w sezonie nie jechać. Pieniądze liczą się bardziej od człowieka i choć życie na skalnym Podhalu nigdy nie należało do najłatwiejszych, a walka o przetrwanie stanowiła nie lada wyzwanie, sam człowiek powinien w każdej sytuacji mieć wartość nadrzędną, a nie pieniądz. A w Zakopanem te wartości zdaje się uległy zdewaluowaniu: bo kiedy gospodarz odmawia swojemu dudkowi nagrzania w piecu zimą, a raki pod buty przed Doliną Strążyską, kiedy nagle zrobiło się ślisko kosztują 40 złotych – czy to aby nie dewaluacja? Samanta Pleskaczyńska –...

SADAKO SASAKI: DZIECIĘCY SYMBOL WOJNY

Dokładnie piętnaście minut po godzinie ósmej czasu japońskiego – 6 sierpnia 1945 roku na Hiroszimę została zrzucona bomba atomowa o jakże wdzięcznej nazwie Little Boy. Atak o tyle bezprecedensowy, ponieważ był to pierwszy przypadek w całej historii nowożytnej wypróbowania bomby atomowej na aglomeracji, która była zamieszkana przez ludność cywilną. Siła uderzenia wynosiła 15 kiloton trotylu, sama wysokość słupa dymu przypominającego w swym kształcie grzyba sięgała kilkunastu kilometrów. Przyjmuje się, że w dniu wybuchu zginęła jedna trzecia populacji miasta, czyli około 78 tysięcy osób, drugie tyle miało umrzeć wskutek choroby popromiennej. Jedną z tych ofiar była Sadako Sasaki – symbol bezbronnej ofiary wojny. W chwili zrzucenia bomby Sadako miała dwa lata. Przez kilka następnych lat jej życia nic nie zapowiadało tragedii. Sadako wyrosła na silną i zdrową dziewczynkę. Uwielbiała biegać, miała mnóstwo koleżanek, oddawała się w pełni różnym sportowym aktywnościom. Przełom nastąpił pewnego dnia, jesienią, kiedy Sadako nagle poczuła się bardzo źle. Dziewczynka miała wtedy jedenaście lat. Kilka miesięcy później zdiagnozowano u niej białaczkę i skierowano do szpitala Czerwonego Krzyża w Hiroszimie. Przebywając w szpitalu, Sadako zaprzyjaźniła się z innymi dziewczynkami, również chorującymi na skutek przewlekłej choroby popromiennej. Od jednej z nich usłyszała historię o papierowych żurawiach jako symbolu szczęścia. W Japonii panuje bowiem przekonanie, traktujące o tym, że temu, któremu uda się złożyć 1000 papierowych żurawi, spełnią się wszelkie marzenia i pragnienia. Sadako marzyła tylko o jednym – żeby wyzdrowieć, a następnie zrobić wszystko, żeby przywrócić ludziom w Japonii pokój. Przez czternaście miesięcy, które spędziła w szpitalu, dziewczynka przy pomocy wielu innych dzieci i dorosłych, złożyła ponad 1300 żurawi. Powstawały one ze wszystkiego, do czego Sadako miała dostęp i co w strukturze przypominało papier: Po wojnie dostęp do papieru był ograniczony, więc Sadako korzystała z etykietek lekarstw, opakowań po cukierkach, a nawet pakownego papieru. Pomimo najszczerszych chęci lekarzy, ani samej dziewczynki nie udało się pokonać choroby. Sadako zmarła 25 października 1955 roku, w wieku 12 lat, stając się jednym z najbardziej rozpoznawanych symboli okrucieństwa wojny i jej bezsensu. Jednocześnie nie należy zapominać, że to, co przydarzyło się Sadako wcale nie poszło na marne. Po śmierci dziewczynki jej przyjaciele oraz koleżanki i koledzy z klasy postanowili zbierać pieniądze na budowę symbolicznego pomnika, który byłby dedykowany nie tylko samej Sadako, ale też wszystkim ofiarom bomby atomowej. Pomnik został ukończony w 1958 roku. Na jego szczycie stoi Sadako trzymająca złotego żurawia – symbol ofiar wszystkich wojen świata, nawołujący do zażegnania konfliktów i utrzymania na świecie pokoju.   Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

KOBIETA ZAGADKA: GRETA GARBO

Greta Garbo kojarzona jest z szerokim spectrum przyjmowanych ról: począwszy od femme fatale, wampa, nieszczęśliwej kobiety (panteon tragicznych kochanek, niezrozumianych żon, rozdartych uczuciowo matek, kobiet upadłych, heroin gotowych do największych ofiar), tym bardziej nie można zapominać o tym, że Garbo była nie tylko wielką gwiazdą, ale też wielką aktorką. To dość niezwykłe połączenie, tym bardziej, jeśli uzmysłowimy sobie, że Garbo była przecież wytworem „systemu gwiazd”, który kładł nacisk na popularność gwiazdy, niekoniecznie na jej potencjał twórczy, indywidualność, charakter. Siłą Garbo było zatem emanowanie takimi przymiotami, które wyróżniały ją na tle innych gwiazd z ttamtego okresu, jak: Marion Davies czy Norma Shearer. Nie ulega wątpliwości, że decydującą rolę w ukształtowaniu wizerunku scenicznego Garbo miał Mauritz Stiller – jej odkrywca. W 1925 roku Garbo wyjechała wraz ze Stillerem do Berlina i dość szybko została zaangażowana przez G.W. Pabsta do roli w filmie „Zatracona uliczka”. Stillerowi bardzo zależało na tym, aby być obecnym przy Garbo, co jednak nie okazało się tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. Stiller nie przeforsował także tego, aby autorem zdjęć do „Zatraconej uliczki” został Juliusz Jaenzon, który miał dawać gwarancję właściwej opieki nad Garbo. W konsekwencji relacja pomiędzy Stillerem i młodą aktorką były dość napiętę, co znalazło swoje odzwierciedlenie w sposobie odgrywania przez nią poszczególnych ujęć. Początkowo Greta jest stremowana, pozbawiona pewności siebie, ludzie pracujący na planie starają się ją zmotywować, ujęcia z nią kręcone są z perspektywy planów średnich i pełnych, na tamten moment nikt nie widzi największych atutów gwiazdy, na których w późniejszych latach będą się skupiać nie tylko operatorzy, ale także sami reżyserzy. Przygoda z Berlinem nie trwała zbyt długo, bowiem jeszcze w tym samym roku „wielki i potężny” Mayer, szef MGM zaangażował Stillera i Garbo do Hollywood. Co prawda, nie zapałał wielką miłością do Garbo, nazwał ją za grubą jak na standardy amerykańskie, ale  jak się miało szybko okazać, to, co było najważniejsze dla operatorów, charakteryzatorów, reżyserów to twarz aktorki – nietuzinkowa, nieszablonowa, inna od tych, do których przyzwyczaiło się już społeczeństwo amerykańskie. Mimo, że Greta przez dłuższy czas nie znała słowa po angielsku i była bardzo nieśmiała, ekspresyjność jej twarzy i emocje, jakie wywoływała u widzów rekompensowały wszelkie braki. Zresztą nie należy mieć wątpliwości co do tego, że to nie Europa a właśnie Stany Zjednoczone wypromowały Garbo. W Szwecji jej ruchy określano mianem niezgrabnych, w Stanach posługiwano się terminem „wyrafinowanego animalizmu”. Twarz Grety Garbo przepełniona była smutkiem, dlatego mogła grać kobiety nieszczęśliwe, zakochane w niewłaściwym mężczyźnie, a także kobiety upadłe, ponieważ jej szczególna uroda doskonale się do tego nadawała. Greta Garbo zachwycała zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Jej gesty, pozy, tajemniczość stanowić miały punkt wyjścia dla późniejszych zachowań scenicznych innych aktorek. Nazywano ją „tajemniczą cudzoziemką” albo „szwedzkim sfinksem”. Nie bez przyczyny: potrafiła doskonale chronić swoją prywatność. Interesował ją film, nie blask fleszy. Źródła: Z. Pitera, Nasz Iluzjon: Greta Garbo: magia fotogeniczności i technika gry [w:] Kino 1976, nr 6. S. Janicki, Odeon: felietony filmowe, Wydawnictwo Bosz, Olszanica 2013. M. Rosen, Impossible beauty. Greta Garbo [w:] Biography Magazine, May 2002. Samanta Pleskaczyńska –...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress