Folklor amerykański: wróżki cz. 2

Jedną z nielicznych wróżek, jaka nadal pojawia się w przekazach ustnych, a także której wizerunek popularyzowany jest przez kulturę masową jest Zębowa Wróżka. Zadaniem wróżki jest dokonywanie szczególnego rodzaju wymiany – pieniędzy na mleczne zęby dzieci. Choć dla wielu postać Zębowej Wróżki nie jest godna większego naukowego zainteresowania, co podyktowane jest bardzo mocnym spopularyzowaniem jej postaci przez kulturę popularną, opowieść o Zębowej Wróżce ma swoje korzenie w starych rytuałach, kiedy to tracenie mlecznych zębów utożsamiane było z wkraczaniem w okres dorastania, ale też wiązało się z określonym procesem wymiany. Wymiana zębów na konkretny podarunek związana jest ze starym ceremoniałem nawiązującym do cyklu życia, śmierci i ponownym narodzin. Jedną z pradawnych metod pozbywania się mlecznych zębów u dzieci było wyrzucanie ich na ekspozycję słoneczną, albo podrzucanie gryzoniom (najczęściej myszom, choć zdarzały się inne zwierzęta), wrzucanie na dach, czy umieszczanie pod drzewem, ścianą albo konkretnym meblem, solenie, palenie i ukrywanie w ustalonym miejscu, wreszcie (w skrajnych przypadkach) połykanie. Niektóre z tych zwyczajów praktykowane były jeszcze na początku lat 90. XX wieku w Europie, Afryce i Azji – szczególnie wśród małych, odizolowanych społeczności. Sama postać „dobrej wróżki”, albo „wróżkowej matki chrzestnej” pojawia się w Ameryce już na początku XX stulecia, w szczególności w kontekście wymiany zębów na cukierki, albo drobne pieniądze. Nieco później, bo w 1949 r. „dobra wróżka” przechodzi transformację, pojawiając się w opowiadaniach Lee Rogow „Zębowa Wróżka”. Wtedy jeszcze występuje ona tylko sporadycznie w opowieściach niektórych rodziców, starających się propagować ideę wymiany mlecznych zębów na drobny upominek, co zapewne miało mieć związek z chęcią ułatwienia dziecku przejścia bezbolesnego etapu wkraczania w nowy etap życia. Z czasem, w wyniku wejścia w okres dobrobytu gospodarczego, uwydatniania roli dziecka w społeczeństwie, wzmożonego zainteresowania opowieściami o wróżkach w mediach, popularyzowania tychże opowieści, skomercjalizowania wielu dziedzin życia, mit Zębowej Wróżki z lokalnego, ludowego wierzenia, zyskał status narodowej ikony. Doskonale ilustruje to ilość publikacji przeznaczonych dla dzieci, w których pojawia się motyw Zębowej Wróżki. W latach 60-tych XX wieku mówimy o pojedynczych przypadkach, w latach 70-tych Zębowa Wróżka pojawia się już 11 razy, 29 razy w latach 80-tych, 18 razy w pierwszych dwóch latach następnej dekady, nie licząc przy tym niezliczonej ilości kreskówek, żartów, odniesień w literaturze dla dorosłych. Bez wątpienia już lata 80-te należały do Zębowej Wróżki – jej motyw pojawia się na poduszkach, pościeli, biżuterii, lalkach, czy na pudełkach służących do przechowywania zabawek. W tych samych latach zainteresowanie Zębową Wróżką nie jest wyłącznie podyktowane dbaniem o dobre nawyki higieniczne wśród dzieci, ale staje się także przyczynkiem do omawiania tych nawyków w społeczeństwie. Jeśli chodzi o sam mit – Zębowa Wróżka to typowa kobieta o dobroczynnym usposobieniu, zawsze przychodząca w nocy, kiedy dzieci śpią, zagląda pod poduszkę i znajdując pod nią mleczaki, zabiera je, zostawiając w zamian adekwatny podarunek. Opowieść o Zębowej Wróżce, tak często bagatelizowana, pełni wbrew pozorom bardzo istotną rolę. Ma znaczenie dla psychologicznego rozwoju dziecka, uspołecznia (tracąc zęby mleczne dziecko przygotowuje się do nowego etapu – pójścia do szkoły), pozwala pogodzić się z nadchodzącymi zmianami. Z kulturowego punktu widzenia, propagowanie przez rodziców opowieści o Zębowej Wróżce świadczy o ich odwadze w budowaniu wyobrażeń, rozwijaniu wyobraźni dziecka, co jednocześnie pozwala na łagodne przejście ze świata dziecka, w świat nieco poważniejszy, ale jeszcze niedorosły. Rodowód pochodzenia przypowieści o Zębowej Wróżce jest dość niejasny. Opowieści o wróżkach pojawiające się w Anglii, Holandii i Szkocji, choć obecne w kulturze od wieków, odnosiły się do postaci samych wróżek, które były tak samo zdolne do czynienia dobra, co zła, w zależności od okoliczności. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że Zębowa Wróżka to postać, która uległa przeobrażeniu z tzw. Zębowej Myszy, obecnej w XVIII- wiecznych francuskich bajkach, gdzie mysz poddana zostaje metamorfozie we wróżkę, która pomaga dobrej królowej walczyć ze złym królem, ukrywając go pod poduszką i srodze karząc poprzez wybicie mu zębów. Źródła: J. H. Brunvand, American Folklore: An Encyclopedia, Garland Publishing Inc. 1996. R. Erdoes, A. Ortiz, American Indian Myths and Legends, Pantheon 1985. Faires or no faires [w:] The Dublin Penny Journal, Vol. 3, No. 125 (1834), s. 166-167. A. S. Gatschet, Faires [w:] The Journal of American Folklore, Vol.1, No.3 (1888), s. 237.The history of fairy tales Samanta Pleskaczyńska –...

Ikony kina: Marlena Dietrich cz.1

Maria Magdalena Dietrich, która przyjęła imię Magdalena (jej zdaniem Maria i Magdalena to imiona zbyt pospolite, aby mogły charakteryzować kogoś wyjątkowego) była bez wątpienia jedną z najwybitniejszych gwiazd kina. Jej kariera rozpoczęła się w Berlinie, w obrazie „Błękitny Anioł” z 1930 roku w reżyserii Josefa von Sternberga, choć na dobre rozwinęła się po przyjeździe Marleny do Hollywood. Od wczesnego dzieciństwa Marlenę charakteryzowała odwaga, zainteresowanie losem drugiego człowieka oraz chęć zwrócenia na siebie uwagi – wszystkie te cechy przydadzą się jej w przyszłości, zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym. Ukochany ojciec Marleny zmarł wcześnie, w 1907 roku, kiedy dziewczynka miała 6 lat. Cały obowiązek utrzymania Marleny i jej siostry Liesel spoczął na matce. Czas ten, choć trudny, pozbawiony wielu atrakcji, typowych dla tych, jakie charakteryzował czas spędzony z ojcem (jak choćby niedzielne wyjścia do cukierni, kawiarni, na gorące czekoladę i ciastka) był idyllą w porównaniu do tego, co przyniósł wybuch I wojny światowej. Marlena od najmłodszych lat uchodziła za frankofilkę. Adorowała absolutnie wszystko to, co francuskie – francuski język, Paryż, francuską kulturę, szyk i elegancję. Kiedy wybuchła wojna, potępiła działania strony niemieckiej, była przeciwna agresji, nie rozumiała dlaczego jej ukochana nauczycielka francuskiego mogła stać się wrogiem narodu niemieckiego. Kiedy wracając ze szkoły, mijając obóz jeniecki, w przypływie emocji podbiegła z bukietem polnych kwiatów do francuskiego żołnierza, zamieniwszy z nim kilka zdań, koleżanki doniosły na nią w szkole, za co została zawieszona na kilka dni, oraz uznana za wroga ojczyzny. Marlena zwykła powtarzać, że największą dla niej wartość stanowi rodzina: największa miłość jej życia, mąż „Rudi” Rudolf Sieber, którego poznała jako asystentka producenta słynnego Joe Maya, nazywanego Cecilem B. Demillem z UFA, oraz córeczka Maria. Co warto jednak podkreślić, relacja tych dwojga nie należała do najłatwiejszych i najprostszych i to nie ze względu na potencjalne konflikty, jakie targają przeciętnym małżeństwem, a na specyfikę układu, jaki zawarli. Kiedy Marlena wyjechała z Berlina, do Hollywood, zostawiła w Niemczech Rudiego z córką, a opiekę nad nimi miała sprawować Tamara Matul, a właściwie Tamara Nikołajewna, młoda tancerka i późniejsza wieloletnia kochanka Rudiego – za aprobatą żony. Jak wspominała Marlena „Nie wyszukałam Tamary dla Rudiego, on ją wybrał. Jednak gdybym jej nie lubiła, Rudi nigdy nie wybrałby jej na swoją towarzyszkę. Spotkaliby się kilka razy, nie więcej. I Maria też ją lubiła. (…) Dobrze się złożyło, że Tamara nosiła ten sam rozmiar sukienek co ja, wszystko nosiła w tym samym rozmiarze. Była tylko odrobinę szczuplejsza. Uważałam, że powinna zmniejszać moje rzeczy, ale ona nosiła je luźne. Rudi nigdy nie musiał jej nic kupować. Czasami dawałam jej sukienkę, której ani razu nie włożyłam, ale nigdy taką, do której miałam sentyment”. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, 2012   Otwarty układ dla ich związku musiał być obopólny, skoro niedługo po przyjeździe do Ameryki, Marlena wdała się w romans z Johnem Gilbertem. Poznała go w czasach, kiedy jego kariera była na zakręcie, macierzyste studio filmowe próbowało doprowadzić go do ruiny, cierpiał na depresję i alkoholizm. Jak opisywał córka Gilberta, Marlena zjawiła się przed Gilbertem niczym anioł o pięknej, nieskazitelnej cerze. Nie tylko udało jej się wyprowadzić Gilberta na prostą, zainteresować ponownie życiem, ale i naprawić jego stosunki z córką, każdorazowo przy tym usuwając się w cień. Po nagłej i niespodziewanej śmierci Gilberta (odszedł w wieku zaledwie 37 lat na atak serca), która to Marlena przeżywała przez wiele lat, aktorka czuła się odpowiedzialna za osieroconą przez ojca dziewczynkę. Sytuacja ta troszę po trochę przypominała jej własną, kiedy w bardzo młodym wieku straciła ojca, uosobienie siły i pewności, a przy tym poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Relacje z córką Gilberta, Marlena utrzymywała praktycznie do końca życia, pamiętając o urodzinach, czy świętach Bożego Narodzenia. Po śmierci Gilberta Marlena związała się z Douglasem Fairbanksem Jr (synem Douglasa Fairbanksa i byłym mężem Joan Crawford), tworząc z nim stosunkowo długi i pełen pasji związek. To, że Marlena traktowała go poważnie może świadczyć choćby fakt, że przedstawiła Douglasa Rudiemu, organizując wspólną kolację dla dwóch par: Rudiego i Tamary, oraz Douglasa i siebie. Po pewnym czasie namiętność między tymi dwojga się wypaliła, a gwoździem do trumny było przyznanie się Douglasa do odnalezienia intymnej korespondencji Marleny, która nie była skierowana do niego. Nie sama scena zazdrości, a naruszenie intymnej sfery Marleny tak bardzo ją rozsierdziło. O dalszym koegzystowaniu nie mogło być mowy, Douglas choć przepraszał, nic już nie mógł wskórać. Po zakończeniu romansu z Douglasem, Marlena wdawała się w krótkie, acz niewiele znaczące związki, w tym z Jamesem Stewartem, Johnem Waynem, czy Joe Kennedym. Źródła: S. Bach, Marlene Dietrich: Life and Legends, University of Minnesota Press 2013. Ch. Chandler, Marlena Dietrich, Prószyński S-ka 2012. Ch. R. Editors, Legends of Hollywood: The Life and legacy of Marlene Dietrich, CreateSpace Independent Publishing Platform 2013. CDN Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

Peru od kuchni, czyli co warto wiedzieć!

Kuchnię peruwiańską charakteryzuje cała gama potraw, smaków, zapachów. Powszechnie przyjmuje się, że kuchnia ta uchodzi za jedną z najbardziej różnorodnych, wyrafinowanych i świeżych na całym świecie. Choć niektóre potrawy, z naszego punktu widzenia mogą wydać się co najmniej ekstremalne, nie zmienia to faktu, że to, co charakterystyczne dla tej kuchni to nie tylko owa inność, ale i spektakularna złożoność. W zależności od regionu, główną dominantą mogą być zupełnie różne potrawy, przyprawy, smaki. Powszechnie przyjmuje się, że kuchnię peruwiańską powinno się dzielić na: północną, amazońską, kuchnię regionu Limy, Arequipa, tradycyjną oraz nowoczesną kuchnię Andów. Jeśli macie np. ochotę na grillowane, a wcześniej zamarynowane w świeżo wyciśniętym soku limonkowym ryby i owoce morza, podawane z gorącym pieprznym sosem, cebulą, kukurydzą, w towarzystwie zimnego piwa, albo piwa kukurydzianego zwanego „chicha”, pojedźcie koniecznie na północ kraju, w stronę wybrzeża.   To, co charakterystyczne dla kuchni amazońskiej i co stanowi jej bazę to banany. Używa się ich w przygotowaniu wielu różnych potraw. Dla przykładu, banany są niezbędne w przygotowaniu „Juanes” – ciasta nadziewanego kurczakiem, i zawiniętego w liście bananowca. W liście bananowca zawija się także ryby, które potem opieka się na grillu. Dla miłośników zup, region amazoński ma również wiele do zaoferowania – „Inchicapi” rosół z orzeszków ziemnych, z maniokiem, kolendrą, cebulą i czosnkiem to jeden z jej kultowych propozycji.   Kuchnia stolicy Peru to absolutna rozkosz dla zmysłów: jej podstawę stanowią ryby i owoce morza. Powszechnie serwuje się ryby z żółtą papryką i pomidorami, przegrzebki zapiekane z tartym parmezanem, owoce morza marynowane w sosie z limonki, podawane z cebulą, pomidorami, czerwoną papryką i pietruszką. Popularne są też smażone skorupiaki, gulasz z ziemniaków z kolendrą, żółtą papryką, w ziołach. Do popularnych napojów należą „chica morada”, czyli niesfermentowany napój z kukurydzy, czy popularny w szczególności wśród młodzieży peruwiański Inca-Kola.   W Arequipa jako przystawkę podaje się czerwoną paprykę, nadziewaną mięsem mielonym, z serem żółtym, przyprawami, jajami i mlekiem, zapiekaną w piecu. Do tradycyjnych zup należy biały bulion na bazie filetów jagnięcych, z ziemniakami, kukurydzą, ciecierzycą, liofilizowanymi ziemniakami i przyprawami. Dużą popularnością cieszy się także „Puchero”, czyli gulasz z gotowanej wołowiny, wieprzowiny, oraz kurczaka, w połączeniu z warzywami i przyprawami. Swoistą furorę robi zupa „Chupe”, czyli zupa z krewetek, smażonych na gorącym tłuszczu, z dodatkiem ostrej papryczki chili, czerwonym pieprzem, a następnie gotowanych z bobem, mlekiem, ryżem, kukurydzą i pomidorami. Do ulubionych deserów z tego regionu należą placki, z mąki, jaj i mleka, podawane z syropem z melasy.   Największe kontrowersje, z naszego punktu widzenia może budzić kuchnia andyjska (w szczególności tradycyjna). Tutaj do dań głównych należy np. „Pachamanca”, czyli mix mięs w postaci wołowiny, jagnięciny, wieprzowiny i świnki morskiej, przyrządzanych na gorących kamieniach, i podawanych z bobem, ziemniakami i humitas (masa kukurydziana podawana z dodatkami lub bez, zawinięta w liście kolby kukurydzy). Innym daniem jest „Cuy Cachtado”, czyli po prostu świnka morska, w swojej czystej formie smażona na rozgrzanych kamieniach. W zupach bardzo często wykorzystuje się bób. Podaje się zupę z bobu i sera, czyli „kapchi”, czy zupę kukurydzianą ze świeżym bobem, żółtym pieprzem i Huacatay (przyprawę przypominającą w smaku miętę) czyli „lawa”. Do popularnych deserów w tym rejonie należą proste ciasta, ciasteczka, galaretki z morwy i czarnego bzu. Charakterystyczne dla całego Peru są także liczne stoiska, znajdujące się niemalże na każdym rogu ulicy, w parkach, w przejściach podziemnych, a oferujące co dusza zapragnie: od owoców, poprzez kolorowe kanapki, mięsne przekąski i różnorakie desery. Nigdzie indziej na świecie nie odnajdziemy takiej gamy barw i zapachów, jak właśnie na ulicach Peru. Kuchni Peru nie można odmówić różnorodności, a serwującym dania kucharzom wyobraźni. To, jakimi konsumentami możemy okazać się my sami zależeć będzie wyłącznie od granicy, jaką wyznaczymy sobie oceniając, gdzie się kończy kulinarny eksperyment a zaczyna rozkosz. Źródła:Top 10 things to eat in Peru Peruvian Gastronomy Samanta Pleskaczyńska – Chcemywiedziec.pl...

Smaki świata: Japonia

Dla większości z nas kuchnia Japonii kojarzy się przede wszystkim z sushi. I choć można uznać tę potrawę za narodową, warto wiedzieć, że kuchnia japońska należy do najbogatszych i najbardziej zróżnicowanych na świecie. W tym poście chcielibyśmy z jednej strony przybliżyć Wam pozostałe smaki typowych japońskich potraw, ale też uzmysłowić jak bogaty jest ten świat i jak z perspektywy zachodniej niewielkie mamy o nim pojęcie. Przede wszystkim należy mieć świadomość tego, że kuchnia japońska to kuchnia bardzo precyzyjna, staranna, cierpliwa, uzależniona od pór roku. To kuchnia wysoce zróżnicowana, nie tylko względem pozostałych kuchni świata, ale także siebie samej. Inna jest kuchnia tokijska, inaczej smakują potrawy pochodzące z Kioto (notabene uważanego za absolutną czołówkę kulturowej mapy Japonii), inaczej ta z Osaki, Okinawy czy Izu. Ale do rzeczy. Co warto zjeść będąc w Japonii? Wrażliwym można polecić tempurę, mówiąc najprościej potrawę z ciasta i smażonych w głębokim tłuszczu warzyw, ryb lub owoców morza. Sekret jej doskonałego przygotowania tkwi nie tylko w bardzo gorącym tłuszczu, ale i w tłuszczu, i w warzywach, i cieście, i pór roku. Pełen sekret mistrzowskiego przepisu na tempurę zna wyłącznie przygotowany do tego zadania szef kuchni, my natomiast możemy zdradzić, że ciasto, w którym zanurza się warzywa, ryby lub owoce morza wyrabia się z mąki, wody i jajek, z tym zastrzeżeniem, że woda musi być lodowato zimna, a jajka superświeże. Liczy się także kolejność dodawania składników. Samego ciasta nie wolno zbyt mocno mieszać. Im ma więcej grudek, tym lepiej. Duże znaczenie ma tutaj także olej, nie tylko jego temperatura (tempurę należy smażyć w temperaturze 180 stopni Celsjusza) i jego rodzaj (najlepiej roślinny z domieszką sezamowego), ale także fakt, że najlepiej przyjmuje możliwie jak najbardziej suche kawałki do smażenia (pozbawione wody). Do tempury podaje się startą rzodkiewkę daikon, z dodatkiem odpowiedniego sosu, który ułatwia przyswajanie tłustych potraw. Sos ten zrobiony jest na bazie dashi, czyli bulionu z suszonych wodorostów oraz suszonych fermentowanych filetów ryby bonito, z dodatkiem mirin, czyli słodkiej płynnej przyprawy, oraz jasnego sosu sojowego. Są ponadto zwolennicy maczania tempury w samej drobnej soli – oba sposoby wydają się godne zainteresowania. Takoyaki – to kolejny przysmak pochodzący z Japonii, tym razem z Kioto. Jeśli zwykłe pączki z nadzieniem marmolady albo ajerkoniaku wydają się zbyt banalne, należy sięgnąć do takoyaki. Są to zupełnie niesłodzone, ale za to z kawałkami ośmiornicy w środku małe kuleczki, przypominające pączki. W zależności od regionu Japonii, podaje się je z odpowiednimi dodatkami. Na przykład w Osace jest to polewa o ciemnej barwie, słodkim smaku, z dodatkiem sosu Worcestershire, czosnku, cukru, imbiru oraz sake. Przygotowanie takoyaki, wymaga odpowiednich narzędzi (jak specjalna patelnia, mająca półkoliste wgłębienia o średnicy mniej więcej 3 cm), oraz ciasta złożonego z zimnego dashi, mąki i jajek. Samego ciasta nie potrzeba wyrabiać na gładką, jednolitą masę, ale mimo tego należy je wymieszać bardziej, niż to na tempurę. Prawidłowe przygotowanie takoyaki niesie za sobą szereg przyjemnych doznań smakowych. Płynne ciasto, chrupiąca ośmiornica. Należy jednak pamiętać, że z kuleczkami trzeba obchodzić się bardzo ostrożnie, a najlepiej przed zjedzeniem, nadziać wykałaczką i pozwolić, aby gorąca para wydostała się na zewnątrz. Kojarzycie zieloną pastę, zdobiącą sushi, często określaną w Polsce mianem przyprawy podobnej do startego chrzanu? Mowa tu oczywiście o wasabi. Ale czy wiedzieliście, że wasabi wasabi nierówne? Prawdziwe nie powinno palić w gardle, ani cisnąć łez do oczy, powinno ogrzewać gardło (bardziej jak imbir, a nie chrzan). Różnica pomiędzy naturalnie startym wasabi, a pastą jest zasadnicza. To prawdziwe ma właściwości antybakteryjne, odtruwające (pomaga na kaca), potrafi zaradzić próchnicy, biegunce, a nawet nowotworom w fazie przerzutów. Można zatem powiedzieć, że to przyprawa cud i za bardzo nie pomylimy się. Problem w tym, że nasz świat nie zna prawdziwego wasabi, ale przynajmniej warto wiedzieć, że takie istnieje. Dla tych, którzy jeszcze o tym nie słyszeli, smak Japonii to także glutaminian sodu – słynny E621, który wielu kojarzy się z czystą chemią, kulinarnym przekleństwem, nowotworem żołądka i wielu przykrych konsekwencji jego stosowania. Podejście Japończyków do tego tematu, wydaje się być jednak zgoła odmienne. Nie dziwi zatem fakt, że największym na świecie producentem E621 jest japońska firma Ajihomoto. Japończycy przekonują, że glutaminian sodu nie jest bardziej toksyczny, niż w nadmiarze spożywana sól. Zarówno Amerykański Federalny Urząd Kontroli Żywności i Leków, ONZ, czy UE faktycznie zezwoliły na jego stosowanie. Wcześniejsze badania, prowadzone w latach 60-tych XX wieku, mające na celu wskazanie, jakim przekleństwem jest glutaminian sodu, polegały na podawaniu myszom wręcz groteskowych jego ilości. Co z tego wynika? Dodawanie glutaminianu sodu do potraw ma na celu polepszenie smaku, jego wydobycie, oczywiście przy możliwie sensownym jego wykorzystaniu. Jego spożywanie w Japonii wiąże się ściśle z pojęciem „umami” – piątego smaku (obok słonego, słodkiego, gorzkiego i kwaśnego), obecność którego ubarwia nam nasze kulinarne życie. Czymże byłaby Japonia bez sake? Jeszcze do niedawna najpopularniejszym napój alkoholowy w Japonii, obecnie traci na rzecz pozostałych trunków, jak choćby piwo. Jakość sake weryfikowana jest w odniesieniu do stopnia wypolerowania ryżu.  Mówiąc prościej – im bardziej wypolerowany ryż, tym...

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress